Krótkie podsumowanie i fotorelacja z 42. Jesieni na Pałukach. Lista aparatów wystawionych na jarmarku.

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

W ostatnią niedzielę 17 września 2017 roku w Żninie odbyła się 42. edycja jarmarku Jesień na Pałukach, który jest największą tego typu imprezą w tym regionie Polski. Jest impreza promująca ludowe tradycje, stroje, dzieła sztuki (rzeźby, obrazy i inne rękodzieło), a także regionalne i naturalne produkty spożywcze takie jak prawdziwe wędliny, miód, pieczywo. Od 2014 roku „przykleiłem się” nieco do tej imprezy i wystawiam tam część mojej kolekcji starych aparatów fotograficznych oraz innych przedmiotów związanych z dawną fotografią. Nie inaczej było w tym roku – pokazałem 24 sztuki aparatów, a także światłomierze, stary polski zegar ciemniowy, przycinarkę do zdjęć oraz stare radzieckie lampy błyskowe wraz z akumulatorami. Jako ciekawostkę pokazałem stare wężyki spustowe „Practikus” niemieckiej produkcji, w pięknym starym opakowaniu kartonowym. 

Tak jak co roku podczas jarmarku spotkałem wielu ciekawych ludzi nie tylko z mojego miasta ale też na przykład z Mazowsza, a dokładnie osoby z Radomia. Moje stoisko odwiedziły też osoby z Pakości, Bydgoszczy, Chełmna, choć pewnie też z innych miejsc, bo nie każdy o sobie opowiadał. Bardzo ciekawą rozmowę przeprowadziłem z Panem z Bydgoszczy, który ubolewał nad obecnie fotografującymi fotografami ślubnymi ale również nad odbiorcami takich zdjęć. W dzisiejszych czasach wielu fotografów nie zwraca uwagi na poprawne naświetlenie zdjęć, a także na ustawienie balansu bieli. Potem koronkowa suknia panny młodej nie ma żadnych szczegółów – jest to jedna wielka biała plama na zdjęciu. Bydgoszczanin nie był jednak zgorzkniałym starym panem, który tylko narzeka jak to teraz jest źle na rynku fotograficznym – bo bardzo chwalił młodzież, która fotografuje w Bydgoszczy, mówił, że będą z nich ludzie. Także aparaty w dłoń i do boju… :)

Poniżej przedstawiam Wam listę aparatów jakie pokazałem na tegorocznej
42. Jesieni na Pałukach oraz sporą dawkę zdjęć z jarmarku.

1. No. 2 Bulls Eye Kodak, Model D

Lata produkcji: 1892 – 1913

2. Zeiss Ikon TENAX

Lata produkcji: ? – ?

3. Kodak Jiffy SIX – 16

Lata produkcji: 1933 – 1937

4. Moskwa-5

Lata produkcji: 1956 – 1960

5. No. 1A Folding Pocket Kodak, Model D

Lata produkcji: 1909 – 1915

6. Franka Klappkamera

Lata produkcji: 1927 – ?

7. Enolde

Lata produkcji: 1930 – 1931

8. Soho Myna ALL DISTANCE

Lata produkcji: 1937 – ?

9. Zeca – Sport

Lata produkcji: 1937

10. Lumiere Dialux

Lata produkcji: 1931 – 1935

11. ULTRA – FEX (wersja 06)

Lata produkcji: 1949

12. Agfa Ambi Silette

Lata produkcji: 1957-1961

13. Pentacon Penti I

Lata produkcji: 1959

14. Agfa Jsorette

Lata produkcji: 1936 – 1942

15. Kodak Brownie Starmite

Lata produkcji: 1960 – 1963

16. Bilora Stop – Box

Lata produkcji: 1936

17. Agfa Box 64 Spezial

Lata produkcji: 1930 – 1935

18. Zeiss Ikon Baby Box Tengor 54/18

Lata produkcji: 1930 – 1931

19. Kodak Box 620

Lata produkcji: 1936 – 1939

20. Zeiss Ikon Box – Tengor 55/2

Lata produkcji: 1938 – 1950

21. Kodak Retinette 1B (typ 037)

Lata produkcji: 1959 – 1963

22. Voigtländer Brillant

Lata produkcji: 1932 – 1951

23. Voigtländer VAG

Lata produkcji: 1926 – 1935

24. Belca Beltica

Lata produkcji: 1951

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach – Jarmark Sztuki Ludowej – 17 września 2017 roku. Fotokolekcja zaprasza po raz czwarty!

Jesień na Pałukach 2017

Jesień na Pałukach 2017

Moje podsumowanie 41. Jesieni na Pałukach. Opis i zdjęcia.

Dzisiaj mijają dwa tygodnie od zakończenia tegorocznej 41. Jesieni na Pałukach, która rok w rok odbywa się w Żninie w obrębie baszty i uliczek prowadzących na rynek. Fotokolekcja miała zaszczyt po raz trzeci z rzędu pojawić się ze swoim stoiskiem i wystawić małą część swojej kolekcji. Najważniejsze, że pogoda dopisała, było ciepło i słonecznie. Na dwóch poprzednich edycjach Jesieni na Pałukach aura była fatalna, było zimno, wietrznie i niestety deszczowo. Podczas tegorocznego jarmarku wystawiłem 25 aparatów fotograficznych, a wśród nich ogromny studyjny aparat GLOBICA (format 18 x 24 cm) wyprodukowany dokładnie w maju 1972 roku. Aparat ten nabyłem zimą 2015 roku w opłakanym stanie, praktycznie żadnego pokrętła nie szło ruszyć. GLOBICA przeszła gruntowną (amatorską) renowację, którą wykonałem wspólnie z moim tatą. Więcej na temat tego aparatu i jego renowacji przedstawię już niedługo w oddzielnym wpisie.

Tak jak co roku podczas tej pięknej imprezy ludowej spotałem wiele ciekawych osób. Z tych wielu wybrałem dwie, które zapadły mi w pamięci najbardziej. Jedną z tych osób był starszy, bardzo miły Pan (w wieku około 75 – 80 lat). Był zafascynowany każdym z aparatów, co nie zawsze się zdarza. Jednak jego uwaga skupiona była głównie na obiektywie od wielkoformatowej GLOBICI, czyli na popularnym ale i bardzo cenionym TESSARZE 4,5/250 mm. W trakcie rozmowy ten starszy Pan opowiadał jak wykonywał zdjęcia w młodości i jak sam je wywoływał – chyba te aparaty i ta wystawa przypomniały mu dawne i piękne czasy. Drugą osobą, która zapadła mi w pamięci, i która pewnie na zawsze w mej pamięci będzie to niewidoma dziewczynka, która była na Jesieni na Pałukach wspólnie z mamą (notabene są to moje sąsiadki). Nie mam kompletnie doświadczenia z osobami niewidomymi bądź słabowidzącymi ale wydaję mi się, że dość dobrze tłumaczyłem Weronice co w danej chwili dotyka i do czego to służy. Powiem szczerze, że sprawiało mi to przyjemność, że być może dzięki mnie Weronika dowie się czegoś nowego i dotknie czegoś czego nigdy nie miała okazji dotykać, bo jak wiadomo w muzeach jest zakaz dotykania eksponatów (na szczęście już powoli się to zmienia). Co ciekawe sąsiadki nie miały pojęcia, że jestem kolekcjonerem starych aparatów fotograficznych, więc wystawa spełnia swoją rolę – chęć „rozreklamowania” mojej „kolekcjonerskiej działalności”.

Pod koniec jarmarku, czyli około godziny 16:00 w końcu wyrwałem się ze swojego stoiska i poszedłem obejrzeć co do zaoferowania mają rękodzielnicy ludowi. Jak się okazało było co oglądać i podziwiać. Rzeźby, obrazy, haftowane obrusy, własne wyroby mięsne i wiele, wiele innych pięknych i smacznych rzeczy można było oglądać i oglądać bez końca. Ludzie, którzy zajmują się takim rękodziełem to po prostu wielcy artyści, a niestety takich osób jest coraz mniej, więc tym bardziej warto odwiedzać co roku Jesień na Pałukach. Zapraszam za rok!

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Aparat SOHO MYNA ALL DISTANCE – brytyjski elegant!

Od zawsze fascynują mnie małe, nieznane, ale ciekawe przedsiębiorstwa związane z fotografią. Tym razem przybliżę troszkę aparat brytyjskiej firmy SOHO LTD. z Londynu produkującej aparaty fotograficzne (przy współpracy m.in. z firmą Kershaw z Leeds) od 1929 do 1947 roku, a więc bardzo krótko porównując działalność tej firmy do innych marek takich jak np. Voigtlander czy Kodak, które mają tradycje fotograficzne sięgające właściwie setek lat. Londyńska fabryka wypuściła na rynek około 11 różnych modeli aparatów w tym wiele ciekawych perełek kolekcjonerskich, takich jak np. SOHO REFLEX (lustrzany aparat wielkofomatowy) lub SOHO PILOT.

W roku 1937 firma SOHO LTD. zaczęła sprzedawać średnioformatowe apraraty (format zdjęć 6×9 cm) SOHO MYNA ALL DISTANCE, które wyszły na rynek w dwóch wersjach: SOHO MYNA ALL DISTANCE (ja posiadam właśnie ten model) i SOHO MYNA ALL DISTANCE MODEL SK12. Obie wersje aparatu były niesamowicie prostymi konstrukcjami. Różnice między modelami polegały na różnych płytkach obiektywowych oraz na wyciągu miechów. W modelu SK12 miech wysuwał się równocześnie z otwieraną klapką aparatu i był troszeczkę inaczej skonstruowany, a w podstawowym modelu ALL DISTANCE fotografujący musiał samodzielnie wysunąć miech po wcześniejszym otwarciu klapy aparatu.

Przejdźmy teraz do opisu możliwości technicznych tego cacka – choć możliwości były niestety niewielkie ponieważ aparaty skierowane były do kompletnych fotoamatorów. Czas otwarcia migawki był tylko jeden: 1/40 sekundy (oznaczony na płycie obiektywu jako „I”) + czas T – polegający na otwarciu migawki przez użytkownika tak długo jak potrzeba. Obiektyw ma stałą przysłonę wynoszącą F16. Jeśli chodzi o możliwość ustawienia ostrości to mamy tylko dwie opcje do wyboru: NEAR – czyli „w pobliżu” (około 1,5 m) oraz FAR – czyli „daleko” (od około 2 m do nieskończoności).

Obudowa tego brytyjskiego eleganta została wykonana z metalu, który został pokryty czarną lekko pomarszczoną okleiną, która szczerze mówiąc prezentuje się wyśmienicie i doskonale imituje coś w rodzaju naturalnej skóry. Pozostałe elementy metalowe są porządnie pokryte pięknym chromem, który mimo upływu 79 lat wygląda niemalże jak nowo położony.

Po raz drugi spotykam się z aparatem, który soczewkę obiektywu ma schowaną za migawką – choć wiem, że jest więcej aparatów z takim właśnie rozwiązaniem – m.in. No. 1A Folding Pocket Kodak, Model D, którego również posiadam w swojej kolekcji. Na koniec mała ciekawostka – aparat SOHO MYNA ALL DISTANCE po wejściu na rynek kosztował tylko… 15 szylingów, a dla jeszcze bardziej ciekawych dodam, że kiedyś w Wielkiej Brytanii 1 funt równał się 20 szylingom. W dzisiejszych czasach aparat ten jest rzadko spotykany w Polsce, lecz w krajach brytyjskich jest to aparat mniej więcej tak popularny jak Druh w naszym kraju, który był produkowany przez WZFO.

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

Vredeborch N-BOX – skrzynkowy aparat fotograficzny mało znanej niemieckiej firmy z miasta Nordenham…

Świat fotografii, czyli różnego typu aparaty, różnego rodzaju firmy to temat na bardzo, bardzo grubą książkę, a raczej na wielotomowe wydawnictwo. Do napisania dzisiejszego wpisu skłonił mnie spis moich aparatów, który powoli tworzę w wolnych chwilach (m.in. spisuję numery seryjne body oraz obiektywów). Ostatnim aparatem jaki zindeksowałem był aparat firmy Vredeborch, która została założona w 1945 roku w niemieckim mieście Nordenham, które położone jest na wybrzeżu Morza Północnego. Mówiąc szczerze firma była dla mnie kompletnie anonimowa i właśnie to sprawiło, że zaciekawiłem się jej historią. Fabryka niestety działała stosunkowo krótko – aparaty przestała produkować w 1970 roku, ale co ciekawe upadłość firmy została ogłoszona dopiero szesnaście lat później, bo w 1986 roku. Od początku do końca działalności firma Vredeborch produkowała aparaty skrzynkowe (od 1953 roku produkowała różne aparaty jako podwykonawca, np. dla firmy Neckermann). Ciekawostką jest, że nazwa firmy pochodzi od zamku Vredeborch, który został wzniesiony na początku XV wieku (różne źródła podają, że było to w roku 1404, bądź w roku 1407).

W roku 1955, w fabryce firmy Vredeborch został wyprodukowany aparat Vredeborch N-BOX.  „N” w nazwie oznacza, że został on stworzony dla firmy wysyłkowej NeckermannN-Box to średnioformatowy aparat na błonę zwojową 120, wykonujący zdjęcia w formacie 6×9 (możliwość wykonania 8 zdjęć na jednej kliszy). Jest prostym aparatem skrzynkowym, jednakże wykonanym bardzo estetycznie, z eleganckim frontem. Obrotowa migawka tylko z jednym możliwym czasem naświetlania 1/30 sek. zamontowana w tym modelu sprawia wrażenie niezniszczalnej. Oczywiście producent wyposażył tego BOXa także w czas „B”, czyli „bulb”.

Obiektywem tego sprzętu jest standardowy menisk o ogniskowej 110mm, który posiada dwie wartości przysłony 11 oraz 16. Nie ma mowy o ustawianiu ostrości – ponieważ ma ona stałą wartość – jest niezmienna. Bardzo ciekawym patentem popisał się niemiecki producent, a mianowicie ten niepozorny aparacik został wyposażony we wbudowany żółty filtr – tak bardzo przydatny w fotografii plenerowej, głównie dzięki wzmacnianiu kontrastu zdjęć! Filtr ten możemy zacząć używać po przekręceniu pokrętła w prawą stronę, które znajduje się w literce „O”, na froncie aparatu w napisie „BOX”.

Vredeborch N-BOX był produkowany w dwóch wersjach – z gorącą stopką oraz identyczny aparat bez gorącej stopki. Mam to szczęście i posiadam tę bogatszą wersję, a więc mam możliwość podłączenia lampy błyskowej po zamontowaniu jej na gorącej stopce i podłączeniu do gniazda za pomocą kabelka.

Kadrowanie w N-BOXie jak to zresztą bywa w aparatach skrzynkowych jest nieco uciążliwe, ponieważ trzeba korzystać z powiedzmy sobie szczerze bardzo maleńkich „wizjerów” (2 okienka – jedno na górze aparatu, a drugie na bocznej ścianie, obok pokrętła do przesuwania kolejnych klatek błony światłoczułej).

Kwestie techniczną mamy za sobą, teraz kwestia wizualna i estetyczna. Niemiecki producent z nadmorskiego miasteczka stworzył całkiem ładne „pudełeczko” do robienia zdjęć. Aparat został wykonany z metalu, i oklejony okleiną, która całkiem dobrze imituje prawdziwą skórę. Dodając do tego niklowane elementy takie jak pokrętło przesuwu filmu lub gorąca stopka można śmiało nazwać ten aparat eleganckim. Elegancja ma swoje źródło również w prostocie, ponieważ firma Vredeborch postawiła na klasykę, czyli na aparat bez zbędnych „udziwnień”.

Szczerze powiedziawszy korci mnie aby kiedyś w przyszłości użyć tego aparatu bo mój egzemplarz jest w 100% sprawny technicznie oraz jest praktycznie jak nowy – bez żadnych śladów korozji. Vredeborch N-BOX to pozycja dla miłośników plastycznych kadrów, bo tak prostym obiektywem w jaki jest wyposażony ten box po prostu niemożliwe jest wykonanie fotografii ostrej jak żyleta. Plastyczne zdjęcia posiadają swój urok, a przy odpowiednich umiejętnościach i oczywiście przy odrobinie szczęścia można stworzyć zdjęcie, które do złudzenia będzie przypominać obraz. Tak więc kupujcie BOXy i twórzcie prawdziwe dzieła sztuki…

Na sam koniec przypomniało mi się, że firma Vredeborch posiada bardzo ciekawe logo, które możecie zobaczyć wraz ze zdjęciami aparatu, które są mojego autorstwa.

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

 

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Logo Vredeborch

Logo Vredeborch (logo zapożyczone ze strony www.collectiblend.com)

Wywiad z panem Krzysztofem z Tychów – ofiarodawcą średnioformatowego aparatu START 66 S.

Dzisiaj nieco inny wpis. Postanowiłem przeprowadzić wywiad z człowiekiem, który podarował mi polski średnioformatowy aparat produkcji PZO (Polskie Zakłady Optyczne). Start 66 S jest prezentem od pana Krzysztofa z Tychów. Wkrótce opiszę dokładnie ten egzemplarz, a poniżej przedstawiam wywiad z osobą niezwykle sympatyczną i otwartą na innych ludzi. Serdecznie dziękuję panie Krzyśku za ten prezent. 

Dzień dobry panie Krzysztofie, na wstępie może krótko się pan przedstawi? Kim pan jest? Czym pan się zajmuje? 

Mam 40 lat, mieszkam w Tychach, pracuję na kopalni „Ziemowit” jako ślusarz-mechanik sprzętu spawalniczego, z wykształcenia jestem mgr inż. górniczym. 

Jak zaczęła się pana przygoda z fotografią? W jakim wieku zaczął się pan nią interesować? Jaki był pana pierwszy aparat? Ma pan jakiś ulubiony model aparatu? 

Przygoda z fotografią zaczęła się w „zamierzchłych” czasach od prób robienia zdjęć aparatem „DRUH” – średnio to wyszło ale wtedy poczułem to „coś” co nie pozwoliło zapomnieć o fotografii; miałem wtedy może ze 12 lat. Najpierwszym -jeśli tak można napisać- był właśnie wspomniany „DRUH” ale takim pierwszym „prawdziwym” aparatem była „SMIENA”. Nie mam ulubionego modelu jeśli chodzi o tradycyjne – celowo nie używam słowa analogowe, bo mnie to drażni – dlaczego to już zostawmy), a jeśli chodzi o cyfrowe, to ogólnie „CANON”. 

Czym dla pana jest fotografia? 

Hmmm – odskocznią od rzeczywistości, chwilowym wyłączeniem się, realizacją mojego hobby i próbą pokazania tego, czego inni nie widzą (lub nie chcą widzieć). 

Czy nadal pan fotografuje? Jeśli tak, to nadal analogowo, czy cyfrowo? 

Niestety ale sytuacja życiowa zmusiła mnie do tego, że już nie fotografuję w pełnym tego słowa znaczeniu; są to bardziej okazyjne zdjęcia przy okazji „czegoś”. Jeśli już, to obecnie cyfrowo, choć fotografowanie analogowo daje mi satysfakcję z robienia tego. 

W jakiej dziedzinie fotografii pan się najbardziej spełnia/spełniał? 

Krajobrazy (zwłaszcza górskie – kocham góry), kwiaty (rośliny) oraz świat makro. 

Jakie jest pana największe marzenie związane z fotografią? 

Zdobycie pełnoklatkowego „CANONA EOS 1D” wraz z kompletem jasnych obiektywów z serii „L”. 

Czy ma pan swojego ulubionego artystę? (fotografa, malarza, piosenkarza, itd.). 

Nie – tutaj jestem uniwersalny. 

Czym pan się kierował darując mi za darmo tak porządny aparat jakim niewątpliwie jest START 66S? 

Ponieważ wyczułem „podskórnie”, że jesteś porządnym człowiekiem i chciałbyś taki aparat mieć, a poza tym byłem całkowicie przekonany o tym, że trafi on w dobre i odpowiednie ręce, które będą wiedziały co z nim zrobić – jeśli on miałby u mnie marnować się, to lepiej jak u Ciebie pracuje czy po prostu się min cieszysz; trzeba podzielić się z drugim człowiekiem bezinteresownie. 

Na koniec zapytam jeszcze, jak fotografia wpłynęła na pana życie? 

Jakiegoś szczególnego zwrotu w moim życiu nie dokonała, natomiast w obserwowanej rzeczywistości przesuwającej się za oknem (np. siedząc w autobusie), układam sobie w myślach kompozycje do zdjęcia które bym zrobił, mając przy sobie aparat; staram się wydobyć z niej ten element malowniczości czy zaciekawienia oglądającego to hipotetyczne zdjęcie. 

Bardzo serdecznie dziękuję panu Krzysztofowi Ryszce z Tychów za udzielenie wywiadu, a także bardzo dziękuję za tak piękny aparat jaki pan mi podarował.

Polska myśl fotooptyczna w latach sześćdziesiątych – powstaje Start-B, lustrzanka dwuobiektywowa z obiektywem zdjęciowym Euktar 3,5/75. Zdjęcia poglądowe.

Gdy II wojna światowa się zakończyła, w Polsce nastały biedne czasy, brakowało wszystkiego. Mimo tego Polacy nie próżnowali, przemysł w każdej dziedzinie rozwijał się małymi krokami. Firmy fotooptyczne także próbowały się odrodzić. Sześć lat po wojnie (w 1951 roku) Polacy rozpoczęli produkcję aparatów fotograficznych pod nazwą „Start”. Była to ciekawa lustrzanka dwuobiektywowa produkowana przez Warszawskie Zakłady Kinotechniczne (lata 1951-1952), następnie produkcja została przeniesiona do Warszawskich Zakładów Fotooptycznych (lata 1954-1960), natomiast pod koniec lat sześćdziesiątych „Starty” były produkowane w Polskich Zakładach Optycznych. Było pięć wersji „Startów” – Start, Start II, Start-B, Start 66 oraz Start 66S. Dzisiaj postaram się przybliżyć wersję aparatu Start-B, który był produkowany w latach 1960-1967.

Start-B to ulepszona wersja pierwszego Starta i „brat bliźniak” Starta II. Podobieństwo do Starta II polegało na wykorzystaniu takich samych części w produkcji obu modeli. Poza tym Start-B i Start II były produkowane równocześnie, lecz Start-B produkowany był o dwa lata dłużej. Start II był adresowany dla profesjonalistów, natomiast Start-B dla amatorów fotografii, mimo wszystko to właśnie model B zdobył większą popularność wśród konsumentów.

Nasz Start-B to aparat średnioformatowy na film 120 – klasyczny format negatywu 6×6. Oba obiektywy zamontowane w aparacie były trypletami, czyli posiadały trzy soczewki. Obiektyw celownikowy to Euktar 3,5/75, tak samo wyglądał obiektyw zdjęciowy – również Euktar 3,5/75, lecz ciekawostką jest, że właśnie od modelu Start-B jasność obiektywu zdjęciowego wynosiła 3,5 – obiektyw zdjęciowy pierwszego Starta był ciemniejszy i minimalna wartość przysłony wynosiła 4. Przysłona we wszystkich Startach od modelu Start-B wynosiła od 3,5 do 22.
W Starcie-B migawka była centralna i można było nastawiać czasy: 1/10, 1/25, 1/50, 1/100, 1/250 i „bulb”. Model Starta-B był również wyposażony w gniazdo synchronizacji lampy błyskowej, co nie było domeną wszystkich Startów. Przesuw filmu w Starcie-B odbywał się za pomocą gałki, znajdującej się z prawej strony aparatu. Kręcąc gałką trzeba było kontrolować czerwone okienko z tyłu aparatu, na którym widniała odpowiednia cyfra, która wskazywała którą klatkę wykonujemy w danej chwili. Okienko te zastępowało licznik klatek. Start-B nie posiadał blokady podwójnej ekspozycji, więc na jednej klatce można było uzyskać zdjęcie wielokrotnie naświetlone.
W każdym Starcie w kominku znajdowała się lupa do precyzyjnego ustawiania ostrości na matówce. Ostrość w Starcie ustawiamy za pomocą gałki znajdującej się po lewej stronie aparatu w odległościach od 1-10m plus nieskończoność. Gdy ustawiamy ostrość każdym modelem Starta to cały front aparatu z dwoma obiektywami „wychodzi” z aparatu do przodu – co mnie zaskoczyło mając pierwszy raz w dłoniach ten Polski aparat.

Szczerze powiedziawszy mam spory sentyment do Polskich aparatów fotograficznych, ponieważ w latach powojennych były narzędziem pracy wielu fotografów prasowych, a więc pełniły ogromną funkcję w życiu publicznym. Nie każdy fotoamator mógł sobie pozwolić na którykolwiek model Starta, tylko nieliczni, posiadający spory majątek byli predysponowani do posiadania tego pięknego Polskiego aparatu. Start-B nie był cudem techniki, lecz miał wszystko to czego potrzebował fotograf w tamtych czasach do wykonywania ciekawych ujęć. Wachlarz czasów otwarcia migawki i przysłon był dość szeroki. Minusem aparatu jest na pewno ciemna matówka, lecz moim zdaniem to jedyny minus tej dwuobiektywowej lustrzanki. Nawet w XXI wieku jest wielu zapaleńców Startów, którzy nadal fotografują tymi aparatami i cieszą się fotografią analogową, a zdjęcia niektórych osób mogą naprawdę zadziwić młodych adeptów fotografii i natchnąć do spróbowania swoich sił w fotografii średnioformatowej.

Po raz kolejny dorzucam do wpisu zdjęcia wykonane opisywanym aparatem, zdjęcia poglądowe Startem-B wykonał Dominik Kamiński z Łodzi, któremu serdecznie dziękuję za zgodę na publikację jego zdjęć.

Niemiecki średnioformatowiec, który swą prostotą przypomina Polskiego Druha – W 1958 roku powstaje aparat Certo-Phot. Zdjęcia testowe.

Niemiecka myśl techniczna od zawsze kojarzona jest z produkcją bardzo zaawansowaną i solidną. Jednak z tym zaawansowaniem to bym nie przesadzał – dzisiaj opiszę aparat, który jest moim zdaniem tak prosty w obsłudze jak Polski Druh i właściwie mechanizmy zamontowane w dzisiaj opisywanym aparacie są niemal identyczne jak w jego Polskim „bracie”.

Certo Kamera Werk to zakłady produkujące aparaty, założone przez Alfreda Lipperta i Karla Peppela. Firma została założona w Dreźnie w roku 1902. Historia tego producenta jest bardzo zawiła, a to za sprawą II wojny światowej, przez którą zakład niemal przestał istnieć. Mimo wojny Certo Kamera Werk przetrwała, lecz około roku 1972 zakład został wchłonięty przez VEB Pentacon.

W latach 1958-1962 zakład – jeszcze pod swoim szyldem – rozpoczął produkcję aparatu średnioformatowego pod nazwą CERTO-PHOT z obiektywem Achromat 75mm/ f 8.Jest to aparat skrzynkowy i bardzo ubogi w funkcje. Wykonanie tego projektu jest bardzo solidne, a aparat w całości jest wykonany z metalu. Obiektyw zamontowany w tym modelu jest to typ Achromat, czyli grupa dwóch soczewek ze szkła o różnej dyspersji połączonych razem.
Ostrość ustawiamy kręcąc obiektywem w skali od 1,5-10m + nieskończoność.
Czasy otwarcia migawki jakie producent dał do dyspozycji użytkownikom aparatu to: B, czyli „bulb” i M, który wynosi 1/60 sekundy. Migawka ma sprężynowe pokrętło, co zapobiega podwójnej ekspozycji. Podobnie jak z czasami, sytuacja powtarza się z przysłoną, mamy do wyboru tylko dwie wartości przysłony: 8 i 11. Gniazdo statywowe w jakie wyposażony jest CERTO-PHOT ma gwint w rozmiarze 1/4″, czyli standardowy i stosowany powszechnie w czasach obecnych, w aparatach cyfrowych.

Mimo, że aparat jest prosty i ubogi w funkcje to zasługuje na miejsce w kartach historii niemieckiego przemysłu fotograficznego, choćby przez problemy firmy przez jakie przebrnęła podczas II wojny światowej. Jest solidnie zrobiony i wizualnie prezentuje się znakomicie. Herb prezentujący lwa na przedniej ściance aparatu oddaje urok tamtych czasów i dbałość o szczegóły wizualne produktu.
CERTO-PHOT był sprzedawany za sumę oscylującą w granicach 32 niemieckich marek, a więc cena była bardzo przystępna dla przeciętnego obywatela Niemiec. Dzięki niskiej cenie aparat cieszył się dużą popularnością.
Na koniec drobna ciekawostka – model CERTO-PHOT to ewolucja modelu Certina, równie popularnego, produkowanego w 1955 roku.

Dzisiaj niespodzianka, prócz zdjęć samego aparatu, które są mojego autorstwa, dołączam także zdjęcia testowe wykonane CERTO-PHOTem, autorem podesłanych zdjęć jest Krzysztof Filipek z Warszawy, któremu bardzo dziękuję za pomoc.

Niemiecka precyzja, piękno w swej prostocie – AGFA JSORETTE Apotar 1:4.5 f=8.5 cm.

Pomiędzy I, a II wojną światową rynek producentów aparatów fotograficznych nie próżnował. Marka Agfa, która została stworzona w roku 1867 w Niemczech (niedaleko Berlina) z początku zajmowała się produkcją barwników sztucznych. Z biegiem lat niemieckie przedsiębiorstwo skupiło się głównie na wytwarzaniu papierów fotograficznych czy taśm filmowych. W dziedzinie materiałów fotograficznych firma Agfa odnosiła wiele sukcesów i była bardzo ceniona w środowisku fotoamatorów ale i również wśród profesjonalistów, którzy korzystali z filmów tejże firmy, co znacznie podnosiło prestiż Agfie.

Pierwszy aparat fotograficzny firma Agfa wyprodukowała w 1926 roku, była to prosta konstrukcja i z goła inna od modelu AGFA JSORETTE, produkowanego 10 lat później, czyli na przełomie 1936/1937 roku. Produkcja tego aparatu trwała do 1942 roku. Jest to aparat średnioformatowy. Model JSORETTE to już ciekawy projekt, posiadający całkiem dobry zasób czasów otwarcia migawki, najszybszy czas to 1/175. Najmniejszy otwór przysłony wynosi aż 32, i jest całkowicie okrągły – takich „bajerów” nie znajdziemy tak łatwo we współczesnych obiektywach do aparatów cyfrowych!!! Niestety soczewka obiektywu nie posiada żadnych powłok antyrefleksyjnych, przynajmniej ja takich nie dostrzegłem w moim egzemplarzu, który pochodzi z początku produkcji – to spory minus tego aparatu.

Zdjęcia możemy wykonywać w dwóch formatach – klasycznym 6×6 cm i niestandardowym 4,5×6 cm. Podobnie jak w Polskim DRUHU, w Agfie mamy zamontowane specjalne zastawki dzięki którym możemy robić zdjęcia w różnych formatach. Jeśli chodzi o ustawianie ostrości to oczywiście ustawia się ją ręcznie, według metrów rozpisanych na obiektywie (od 1m do 10m + nieskończoność). Ciekawostką jak na owe czasy jest też posiadanie samowyzwalacza w modelu Jsorette, tak więc aparat mógł być wykorzystywany do zdjęć rodzinnych, które wtedy były „w modzie”.

Mieszkowiec, którego dzisiaj opisuję występował z różnymi obiektywami, lecz w niezmienionej wersji wizualnej. Wygląd Agfy Jsorette jest typowy do wielu aparatów mieszkowych produkowanych w tamtym okresie w Niemczech, po złożeniu, czyli schowaniu obiektywu do środka aparat miał kompaktowe wymiary i bez problemu mieścił się w kieszeni płaszcza bądź kurtki. Myślę, że ten model był powszechnym narzędziem do dokumentowania rzeczywistości przez wielu dziennikarzy, choć dużym minusem Jsorette jest brak dalmierza. Gdyby aparat posiadał dalmierz byłby znany szerszej „publiczności”, a tak znany był głównie w Niemczech.

Komunijna pamiątka wielu Polaków – DRUH z wykręcanym tubusem obiektywu Bilar 1:8/65 mm.

Nie samym radzieckim sprzętem człowiek żyje, choć kiedyś było inaczej. Polski przemysł fotooptyczny również produkował aparaty fotograficzne. Zacznę od tego najprostszego i właśnie przez to mało awaryjnego. DRUH to aparat dzieciństwa mojego ojca. Pierwszy egzemplarz został wyprodukowany przez Warszawskie Zakłady Fotooptyczne w 1956 roku. Polacy jak to Polacy (niestety), pomysł na „Polski” aparat zaczerpnęli od Niemców – DRUH to praktycznie kopia niemieckiego aparatu „Pouva Start”.

DRUH to aparat na film typu 120, czyli potocznie mówiąc jest to aparat średnioformatowy wykonany z wdzięcznie wykorzystywanego w tamtym okresie bakelitu. Ciekawostką jest, że Nasz aparat posiada dwa formaty negatywu popularny 6×6 cm i 6×4.5 cm, więc możemy wykonywać zdjęcia w kwadracie i prostokącie. Jest to możliwe, dzięki specjalnym zastawkom zamontowanym w komorze na film. Oczywiście obiektyw, tak jak i sam aparat jest bardzo ubogi w elementy optyczne. Bilar 1:8/65 mm to typ obiektywu w układzie peryskop – w skrócie oznacza to, że obiektyw posiada dwie identyczne soczewki, które zostały umieszczone symetrycznie (pierwszy obiektyw tego typu został skonstruowany w 1865 roku przez Carla von Steinheila). Przysłony w jakie wyposażony jest DRUH mamy tylko dwie: 8 i 16, czasy otwarcia migawki również mamy dwa do wyboru: 1/50s. i czas „bulb”.

„Kompakt” czasów powojennych w Polsce, tak śmiało można nazwać Polskiego DRUHa. Aparat został wyprodukowany z myślą o amatorach chcących uwiecznić na zdjęciach życie rodzinne, pamiątki z wojska, czy widoki z wakacji. Jest banalnie prosty w obsłudze, a przy tym moim zdaniem całkiem dobrze wykonany – mimo iż bakelit nie cieszy się opinią mocnego materiału. Uważam, że i tak to najstarsze syntetyczne tworzywo sztuczne jest mocniejsze od plastiku wykorzystywanego w obecnych „kompaktach” cyfrowych.

W XXI wieku ludzie z powodzeniem wykorzystują Naszego DRUHa w dziedzinie lomografii, czyli „pstrykaniu zdjęć wszystkim, wszystkiemu, o każdej porze dnia i nocy”. Jest to teoretycznie fotografia artystyczna, choć bardziej na zdjęciach wykonywanych dla tego nurtu fotografii widać przypadek i chaos niż artyzm (ale ten nurt po prostu na tym polega). Świetnym pomysłem jest przerabianie DRUHa na „Camerę Obscurę”, czyli montowanie cienkiej blaszki z maleńką dziurką po środku zamiast soczewek obiektywu. Widziałem mnóstwo zdjęć wykonanych „otworkowym” DRUHem, które powalały na kolana. Eksperymenty z fotografią zawsze budziły we mnie pozytywne uczucia, podziwiam młodych adeptów za chęć poznania sprzętu z historią, a tym bardziej jeśli chodzi o produkt Polski – choć niestety wzorowanym na niemieckim projekcie.