Radioaktywne obiektywy – czy fotoamator może być zagrożony?

Cały Świat – włączając w to każdego człowieka – zbudowany jest z pierwiastków chemicznych. Wszystko oparte jest na chemii, tak było, jest i będzie. Fotografia – analogowa zwłaszcza – to chemia w chemii, ponieważ od filmu światłoczułego zakładanego w aparacie, aż do procesu wywołania i utrwalenia zdjęcia mamy doczynienia z procesami chemicznymi. Jak wszystko to wszystko – obiektywy fotograficzne to również chemia. Jednak niektóre obiektywy – a nawet całkiem spora grupa obiektywów – są wykonane z pierwiastków radioaktywnych.

Mowa tutaj o tlenku toru (Th) oraz o tlenku lantanu (La). Oba pierwiastki były wykorzystywane przy produkcji soczewek – głównie radzieckich i japońskich obiektywów. „Proceder” ten trwał przez około 50 lat – radioaktywne izotopy Toru stosowano w latach 1940 – 1970, a lantan był stosowany do produkcji soczewek nawet do lat dziewięćdziesiątych! Tor jest o wiele bardziej radioaktywny od lantanu (radioaktywność lantanu jest aż 10000 razy mniejsza niż toru). Obiektywy, które zawierają te nieszczęsne pierwiastki posiadam w swojej kolekcji. Głównie są to obiektywy z byłego Związku Radzieckiego (np. Industar I-61 lub Industar I-61 Ł/D – których soczewki są wykonane z domieszką lantanu). Są to bardzo popularne obiektywy, montowane w równie popularnych korpusach – w aparatach marki FED – które są małoobrazkowymi dalmierzowcami. Należy dodać, że lantanu, który był użyty przy produkcji soczewek Industarów jest jak na lekarstwo. Ten pierwiastek występuje w minimalnych ilościach, które absolutnie nie są szkodliwe dla człowieka. Chociaż ciekawi mnie jeden fakt. Informacje o nieszkodliwości lantantu, które można odnaleźć w sieci odnoszą się do faktu posiadania jednego takiego obiektywu – ja jako kolekcjoner posiadam 6 sztuk Industarów – czy w takim razie jestem jakoś zagrożony promieniowaniem radioaktywnym? Myślę, że na pewno takie promieniowanie jest troszkę podwyższone, lecz nadal nieszkodliwe.

W kraju kwitnącej wiśni – a więc w Japonii – także wytwarzano obiektywy z domieszką substancji radioaktywnych. To właśnie japończycy masowo stosowali Tor przy produkcji swoich klasowych i legendarnych obiektywów. Wśród firm, które produkowały soczewki z dodatkiem Toru można wymienić takie znane marki jak: Canon, Asahi Opt. Co. (czyli sławne Takumary dla Pentaxa), Yashica i wiele, wiele innych. W mojej kolekcji posiadam tylko jeden z tych japońskich obiektywów z dodatkiem Toru – jest to Super – Multi – Coated TAKUMAR 1:1.8/55, produkowany przez japońskie przedsiębiorstwo Asahi Opt. Co. w Tokio. Obiektyw ten jest bardzo jasny, daje piękne kontrastowe fotografie oraz „powala na łopatki” wiele obiektywów niesamowicie ostrymi zdjęciami. Ja osobiście używałem tego obiektywu do makrofotografii, poprzez odpowiednie tuleje i przejściówkę podpiąłem go do mojego cyfrowego Nikona. Zdjęcia, które wykonałem tym zestawem są wydane w specjalnym albumie wydanym przez Starostwo Powiatowe w Żninie.

Według strony: 
http://if.pw.edu.pl/~sala/papers/Obiektywy.pdf
mój TAKUMAR jest promieniotwórczy, a moc dawki radioaktywności wynosi 3500 nSv/h, a więc całkiem sporo, choć do rekordzistów jest mu jeszcze daleko. W sieci odnalazłem informacje o bardzo jasnym szkle ze stajni Canona – Canon 1.2/55 promieniuje mocą 17000 nSv/h!!! Drugie z kolei miejsce zajmuje obiektyw znakomitej firmy Fuji – Fujinon 1.4/50, którego promieniowanie wynosi 12000 nSv/h!

No dobrze, a zastanawialiście się dlaczego właściwie producenci obiektywów produkowali swoje soczewki z dodatkiem promieniotwórczych pierwiastków? Odpowiedź jest po prostu banalna – lantan i tor, dodawane masowo do składu soczewek miały poprawić właściwości optyczne radzieckich i japońskich obiektywów. I rzeczywiście obie nacje stworzyły bardzo dużo znakomitych optycznie „szkieł” dzięki tym izotopom. Wiele z nich do dnia dzisiejszego ma miano wręcz kultowych – np. SMC Takumar o światłosile 1.4 przy ogniskowej 50 mm - mimo swojej sporej radioaktywności (10000 nSv/h) jest bardzo cenionym i poszukiwanym szkłem przez fotoamatorów, a nawet profesjonaliści z powodzeniem używają tego obiektywu do pracy twórczej.

Konstruktorzy obiektywów stosowali soczewki z lantanem i torem aby zminimalizować abberację chromatyczną, która wyróżnia się kolorowym obramowaniem konturów obrazu widzianego na zdjęciu oraz pogorszeniem ostrości. Coś musi być na rzeczy – ponieważ zdjęcia wykonane przy użyciu obiektywów rzekomo promieniotwórczych bardzo często są bardzo ostre, dobrze nasycone kolorami, a przy tym bardzo kontrastowe. Mimo, że miałem doczynienia tylko z kilkoma wyżej opisanymi obiektywami z domieszką lantanu i toru to muszę potwierdzić doskonałą jakość zdjęć, które wykonałem przy pomocy tych obiektywów. Industarami wykonałem kilka dobrych rodzinnych zdjęć, a Takumarem wykonałem przepięknie nasycone fotografie makro – kolory przyrody wykonane tym japońskim szkłem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.

Wadą niemalże wszystkich radioaktywnych obiektywów jest żółknięcie soczewek (właściwie to klej łączący soczewki żółknie pod wpływem promieniowania), ale moim zdaniem nie wpływa to istotnie na jakość zdjęć. Jeśli jednak komuś przeszkadza żółtawo – brązowy kolor soczewek to jest na to recepta. Prawdopodobnie promieniowanie UV pozwala usunąć objawy żółknięcia szkieł. Proces „naświetlania” soczewki obiektywu jest jednak długotrwały (około 2 tygodnie). Można wystawić obiektyw na ostre Słońce, bądź naświetlać go lampą UV. Ja jednak nie jestem zwolennikiem tego typu praktyk. Myślę, że takie promieniowanie UV może bardziej zaszkodzić naszemu obiektywowi niż mu pomóc. Mój TAKUMAR i Industary posiadają lekko pożółknięte soczewki, ale nigdy nie odważyłbym się wystawiać ich na silne Słońce – tym bardziej, że fotografie, które wykonuję tymi szkłami są bardzo dobre i zażółcenie soczewek kompletnie nie wpływa na jakość zdjęć.

Przypuszczam, że na pytanie z tytułu tego wpisu każdy odpowie sobie indywidualnie. Ja jednak nie zamierzam panikować z powodu posiadania i używania szkieł z domieszką takich substancji jak lantan, czy jeszcze bardzej szkodliwy tor. Ilości w jakich występują owe pierwiastki w składzie soczewek są znikome, a promieniowanie, które emitują mimo, że dość silne to jednak nadal bezpieczne dla człowieka. Przez tyle lat wielu ludzi stosowało, a nawet po dziś dzień używa wiele tych „szkodliwych” szkieł i mają się dobrze – przynajmniej ja nigdy nie słyszałem, aby ktoś miał jakieś objawy chorobotwórcze spowodowane używaniem obiektywów z lantanem i torem. Posiadacze Takumarów, Industarów, ale i innych cenionych szkieł mogą spać spokojnie, a więc życzę samych udanych kadrów wykonanych tymi i innymi obiektywami.

Aparaty i radioaktywne obiektywy

Aparaty i radioaktywne obiektywy

Aparaty i radioaktywne obiektywy

Aparaty i radioaktywne obiektywy

FED 5B i radioaktywny Industar I-61 Ł/D

FED 5B i radioaktywny Industar I-61 Ł/D

Pentax Spotmatic i radioaktywny SMC Takumar 1.8/55

Pentax Spotmatic i radioaktywny SMC Takumar 1.8/55

SMC Takumar 1.8/55 (posiada soczewki z domieszką Toru)

SMC Takumar 1.8/55 (posiada soczewki z domieszką Toru)

Industar I-61 Ł/D (soczewki z domieszką lantanu) i SMC Takumar 1.8/55 (soczewki z domieszką toru)

Industar I-61 Ł/D (soczewki z domieszką lantanu) i SMC Takumar 1.8/55 (soczewki z domieszką toru)

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

SMC Takumar 1.8/55

SMC Takumar 1.8/55

Industar I-61 2.8/55

Industar I-61 2.8/55

Zdjęcie (mojego autorstwa) wykonane za pomocą cyfrowego aparatu NIKON D3100 + tuleleje + SMC Takumar 1.8/55

Zdjęcie (mojego autorstwa) wykonane za pomocą cyfrowego aparatu NIKON D3100 + tuleleje + SMC Takumar 1.8/55

Wywiad z panem Krzysztofem z Tychów – ofiarodawcą średnioformatowego aparatu START 66 S.

Dzisiaj nieco inny wpis. Postanowiłem przeprowadzić wywiad z człowiekiem, który podarował mi polski średnioformatowy aparat produkcji PZO (Polskie Zakłady Optyczne). Start 66 S jest prezentem od pana Krzysztofa z Tychów. Wkrótce opiszę dokładnie ten egzemplarz, a poniżej przedstawiam wywiad z osobą niezwykle sympatyczną i otwartą na innych ludzi. Serdecznie dziękuję panie Krzyśku za ten prezent. 

Dzień dobry panie Krzysztofie, na wstępie może krótko się pan przedstawi? Kim pan jest? Czym pan się zajmuje? 

Mam 40 lat, mieszkam w Tychach, pracuję na kopalni „Ziemowit” jako ślusarz-mechanik sprzętu spawalniczego, z wykształcenia jestem mgr inż. górniczym. 

Jak zaczęła się pana przygoda z fotografią? W jakim wieku zaczął się pan nią interesować? Jaki był pana pierwszy aparat? Ma pan jakiś ulubiony model aparatu? 

Przygoda z fotografią zaczęła się w „zamierzchłych” czasach od prób robienia zdjęć aparatem „DRUH” – średnio to wyszło ale wtedy poczułem to „coś” co nie pozwoliło zapomnieć o fotografii; miałem wtedy może ze 12 lat. Najpierwszym -jeśli tak można napisać- był właśnie wspomniany „DRUH” ale takim pierwszym „prawdziwym” aparatem była „SMIENA”. Nie mam ulubionego modelu jeśli chodzi o tradycyjne – celowo nie używam słowa analogowe, bo mnie to drażni – dlaczego to już zostawmy), a jeśli chodzi o cyfrowe, to ogólnie „CANON”. 

Czym dla pana jest fotografia? 

Hmmm – odskocznią od rzeczywistości, chwilowym wyłączeniem się, realizacją mojego hobby i próbą pokazania tego, czego inni nie widzą (lub nie chcą widzieć). 

Czy nadal pan fotografuje? Jeśli tak, to nadal analogowo, czy cyfrowo? 

Niestety ale sytuacja życiowa zmusiła mnie do tego, że już nie fotografuję w pełnym tego słowa znaczeniu; są to bardziej okazyjne zdjęcia przy okazji „czegoś”. Jeśli już, to obecnie cyfrowo, choć fotografowanie analogowo daje mi satysfakcję z robienia tego. 

W jakiej dziedzinie fotografii pan się najbardziej spełnia/spełniał? 

Krajobrazy (zwłaszcza górskie – kocham góry), kwiaty (rośliny) oraz świat makro. 

Jakie jest pana największe marzenie związane z fotografią? 

Zdobycie pełnoklatkowego „CANONA EOS 1D” wraz z kompletem jasnych obiektywów z serii „L”. 

Czy ma pan swojego ulubionego artystę? (fotografa, malarza, piosenkarza, itd.). 

Nie – tutaj jestem uniwersalny. 

Czym pan się kierował darując mi za darmo tak porządny aparat jakim niewątpliwie jest START 66S? 

Ponieważ wyczułem „podskórnie”, że jesteś porządnym człowiekiem i chciałbyś taki aparat mieć, a poza tym byłem całkowicie przekonany o tym, że trafi on w dobre i odpowiednie ręce, które będą wiedziały co z nim zrobić – jeśli on miałby u mnie marnować się, to lepiej jak u Ciebie pracuje czy po prostu się min cieszysz; trzeba podzielić się z drugim człowiekiem bezinteresownie. 

Na koniec zapytam jeszcze, jak fotografia wpłynęła na pana życie? 

Jakiegoś szczególnego zwrotu w moim życiu nie dokonała, natomiast w obserwowanej rzeczywistości przesuwającej się za oknem (np. siedząc w autobusie), układam sobie w myślach kompozycje do zdjęcia które bym zrobił, mając przy sobie aparat; staram się wydobyć z niej ten element malowniczości czy zaciekawienia oglądającego to hipotetyczne zdjęcie. 

Bardzo serdecznie dziękuję panu Krzysztofowi Ryszce z Tychów za udzielenie wywiadu, a także bardzo dziękuję za tak piękny aparat jaki pan mi podarował.

Polska myśl fotooptyczna w latach sześćdziesiątych – powstaje Start-B, lustrzanka dwuobiektywowa z obiektywem zdjęciowym Euktar 3,5/75. Zdjęcia poglądowe.

Gdy II wojna światowa się zakończyła, w Polsce nastały biedne czasy, brakowało wszystkiego. Mimo tego Polacy nie próżnowali, przemysł w każdej dziedzinie rozwijał się małymi krokami. Firmy fotooptyczne także próbowały się odrodzić. Sześć lat po wojnie (w 1951 roku) Polacy rozpoczęli produkcję aparatów fotograficznych pod nazwą „Start”. Była to ciekawa lustrzanka dwuobiektywowa produkowana przez Warszawskie Zakłady Kinotechniczne (lata 1951-1952), następnie produkcja została przeniesiona do Warszawskich Zakładów Fotooptycznych (lata 1954-1960), natomiast pod koniec lat sześćdziesiątych „Starty” były produkowane w Polskich Zakładach Optycznych. Było pięć wersji „Startów” – Start, Start II, Start-B, Start 66 oraz Start 66S. Dzisiaj postaram się przybliżyć wersję aparatu Start-B, który był produkowany w latach 1960-1967.

Start-B to ulepszona wersja pierwszego Starta i „brat bliźniak” Starta II. Podobieństwo do Starta II polegało na wykorzystaniu takich samych części w produkcji obu modeli. Poza tym Start-B i Start II były produkowane równocześnie, lecz Start-B produkowany był o dwa lata dłużej. Start II był adresowany dla profesjonalistów, natomiast Start-B dla amatorów fotografii, mimo wszystko to właśnie model B zdobył większą popularność wśród konsumentów.

Nasz Start-B to aparat średnioformatowy na film 120 – klasyczny format negatywu 6×6. Oba obiektywy zamontowane w aparacie były trypletami, czyli posiadały trzy soczewki. Obiektyw celownikowy to Euktar 3,5/75, tak samo wyglądał obiektyw zdjęciowy – również Euktar 3,5/75, lecz ciekawostką jest, że właśnie od modelu Start-B jasność obiektywu zdjęciowego wynosiła 3,5 – obiektyw zdjęciowy pierwszego Starta był ciemniejszy i minimalna wartość przysłony wynosiła 4. Przysłona we wszystkich Startach od modelu Start-B wynosiła od 3,5 do 22.
W Starcie-B migawka była centralna i można było nastawiać czasy: 1/10, 1/25, 1/50, 1/100, 1/250 i „bulb”. Model Starta-B był również wyposażony w gniazdo synchronizacji lampy błyskowej, co nie było domeną wszystkich Startów. Przesuw filmu w Starcie-B odbywał się za pomocą gałki, znajdującej się z prawej strony aparatu. Kręcąc gałką trzeba było kontrolować czerwone okienko z tyłu aparatu, na którym widniała odpowiednia cyfra, która wskazywała którą klatkę wykonujemy w danej chwili. Okienko te zastępowało licznik klatek. Start-B nie posiadał blokady podwójnej ekspozycji, więc na jednej klatce można było uzyskać zdjęcie wielokrotnie naświetlone.
W każdym Starcie w kominku znajdowała się lupa do precyzyjnego ustawiania ostrości na matówce. Ostrość w Starcie ustawiamy za pomocą gałki znajdującej się po lewej stronie aparatu w odległościach od 1-10m plus nieskończoność. Gdy ustawiamy ostrość każdym modelem Starta to cały front aparatu z dwoma obiektywami „wychodzi” z aparatu do przodu – co mnie zaskoczyło mając pierwszy raz w dłoniach ten Polski aparat.

Szczerze powiedziawszy mam spory sentyment do Polskich aparatów fotograficznych, ponieważ w latach powojennych były narzędziem pracy wielu fotografów prasowych, a więc pełniły ogromną funkcję w życiu publicznym. Nie każdy fotoamator mógł sobie pozwolić na którykolwiek model Starta, tylko nieliczni, posiadający spory majątek byli predysponowani do posiadania tego pięknego Polskiego aparatu. Start-B nie był cudem techniki, lecz miał wszystko to czego potrzebował fotograf w tamtych czasach do wykonywania ciekawych ujęć. Wachlarz czasów otwarcia migawki i przysłon był dość szeroki. Minusem aparatu jest na pewno ciemna matówka, lecz moim zdaniem to jedyny minus tej dwuobiektywowej lustrzanki. Nawet w XXI wieku jest wielu zapaleńców Startów, którzy nadal fotografują tymi aparatami i cieszą się fotografią analogową, a zdjęcia niektórych osób mogą naprawdę zadziwić młodych adeptów fotografii i natchnąć do spróbowania swoich sił w fotografii średnioformatowej.

Po raz kolejny dorzucam do wpisu zdjęcia wykonane opisywanym aparatem, zdjęcia poglądowe Startem-B wykonał Dominik Kamiński z Łodzi, któremu serdecznie dziękuję za zgodę na publikację jego zdjęć.

Komunijna pamiątka wielu Polaków – DRUH z wykręcanym tubusem obiektywu Bilar 1:8/65 mm.

Nie samym radzieckim sprzętem człowiek żyje, choć kiedyś było inaczej. Polski przemysł fotooptyczny również produkował aparaty fotograficzne. Zacznę od tego najprostszego i właśnie przez to mało awaryjnego. DRUH to aparat dzieciństwa mojego ojca. Pierwszy egzemplarz został wyprodukowany przez Warszawskie Zakłady Fotooptyczne w 1956 roku. Polacy jak to Polacy (niestety), pomysł na „Polski” aparat zaczerpnęli od Niemców – DRUH to praktycznie kopia niemieckiego aparatu „Pouva Start”.

DRUH to aparat na film typu 120, czyli potocznie mówiąc jest to aparat średnioformatowy wykonany z wdzięcznie wykorzystywanego w tamtym okresie bakelitu. Ciekawostką jest, że Nasz aparat posiada dwa formaty negatywu popularny 6×6 cm i 6×4.5 cm, więc możemy wykonywać zdjęcia w kwadracie i prostokącie. Jest to możliwe, dzięki specjalnym zastawkom zamontowanym w komorze na film. Oczywiście obiektyw, tak jak i sam aparat jest bardzo ubogi w elementy optyczne. Bilar 1:8/65 mm to typ obiektywu w układzie peryskop – w skrócie oznacza to, że obiektyw posiada dwie identyczne soczewki, które zostały umieszczone symetrycznie (pierwszy obiektyw tego typu został skonstruowany w 1865 roku przez Carla von Steinheila). Przysłony w jakie wyposażony jest DRUH mamy tylko dwie: 8 i 16, czasy otwarcia migawki również mamy dwa do wyboru: 1/50s. i czas „bulb”.

„Kompakt” czasów powojennych w Polsce, tak śmiało można nazwać Polskiego DRUHa. Aparat został wyprodukowany z myślą o amatorach chcących uwiecznić na zdjęciach życie rodzinne, pamiątki z wojska, czy widoki z wakacji. Jest banalnie prosty w obsłudze, a przy tym moim zdaniem całkiem dobrze wykonany – mimo iż bakelit nie cieszy się opinią mocnego materiału. Uważam, że i tak to najstarsze syntetyczne tworzywo sztuczne jest mocniejsze od plastiku wykorzystywanego w obecnych „kompaktach” cyfrowych.

W XXI wieku ludzie z powodzeniem wykorzystują Naszego DRUHa w dziedzinie lomografii, czyli „pstrykaniu zdjęć wszystkim, wszystkiemu, o każdej porze dnia i nocy”. Jest to teoretycznie fotografia artystyczna, choć bardziej na zdjęciach wykonywanych dla tego nurtu fotografii widać przypadek i chaos niż artyzm (ale ten nurt po prostu na tym polega). Świetnym pomysłem jest przerabianie DRUHa na „Camerę Obscurę”, czyli montowanie cienkiej blaszki z maleńką dziurką po środku zamiast soczewek obiektywu. Widziałem mnóstwo zdjęć wykonanych „otworkowym” DRUHem, które powalały na kolana. Eksperymenty z fotografią zawsze budziły we mnie pozytywne uczucia, podziwiam młodych adeptów za chęć poznania sprzętu z historią, a tym bardziej jeśli chodzi o produkt Polski – choć niestety wzorowanym na niemieckim projekcie.