Zawiłe losy Franki, czyli… Franka Klappkamera – aparat wielkoformatowy na szklane płyty z 1927 roku.

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Początek dwudziestego wieku to czas coraz większej popularyzacji fotografii – również wśród amatorów. W tym właśnie czasie powstało bardzo dużo firm, które zajęły się szeroko pojętą produkcją materiałów i przyrządów fotograficznych. Niemcy były państwem gdzie nowe fabryki produkujące aparaty fotograficzne powstawały jak grzyby po deszczu. Wiele z firm było ze sobą powiązanych, często zdarzało się, że firma wiele razy zmieniała swoją nazwę, właściciela, a nawet miejsce produkcji – co w tamtych czasach nie było regułą w tej branży. Jedną z takich firm była Franka – Kamerawerk, która zajmowała się produkcją aparatów fotograficznych.

Franka – Kamerawerk to przedsiębiorstwo założone w 1909 roku w Stuttgarcie przez Franza Vyskocila i jego żonę Leonię. Po krótkiej działalności firmy w Stuttgarcie, została ona przeniesiona do dzielnicy Bayreuth w Sankt Georgen i uchodziła w tamtych czasach za jedną z największych marek aparatów fotograficznych w bawarskim regionie Oberfranken (Górna Frankonia). Losy fabryki były jednak mocno zawiłe. Firma kilka razy zmieniała swoją nazwę, początkowo jej nazwa brzmiała: Vysko – Fabrik Franz Vyskocil. W 1910 roku do firmy Vyskocila dołączył Weigand i tak firma zmieniła nazwę na Weigand & Vyskocil. Już po dwóch latach, czyli w roku 1912 fabryka ponownie przekształciła nazwę na: Frankonia Kamerawerk. W roku 1913 roku jedynym właścicielem firmy został Weigand, który związał się z AW Schulze i asortyment fotograficzny sprzedawany był w jednym ze sklepów w Dreźnie. Kolejna zmiana nazwy nastąpiła już rok później w 1914 roku i firma nazywała się wtedy Hogaschwerk. Ta długa batalia z nazwą fabryki skończyła się pięć miesięcy później – wtedy to firma zyskała ostateczną nazwę, czyli: Franka – Kamerawerk – i pod taką nazwą fabryka przetrwała do 1962 roku. Firmę przejął Henry Wirgin, posiadający dwie swoje marki: Wirgin i Edixa. Oficjalne ostateczne zakończenie działalności produkcyjnej aparatów pod nazwą Franka nastąpiło w 1966 roku i tak podają niemal wszystkie zagraniczne strony internetowe, lecz doszukałem się informacji o tym, że aparat Franka 16 (na film 16mm) był produkowany do 1969 roku przez firmę Wirgin/Edixa. Także według mnie produkcja trwała o trzy lata dłużej niż jest to oficjalnie odnotowane.

Franka - Kamerawerk logo firmy

Franka – Kamerawerk logo firmy

Przez około 60 lat swojej działalności Franka – Kamerawerk wypuściła na rynek ponad 100 różnych modeli aparatów fotograficznych. Były to aparaty słynące z prostoty, solidności i niskiej ceny – co sprawiało, że konsumenci często wybierali urządzenia tego producenta. Aparaty wykonywane były głównie z metalu, a jedna trzecia produkcji szła na eksport, co tylko potwierdza tezę o tym, że sprzęt produkowany w tej fabryce był bardzo dobrej jakości.

W 1927 roku w fabryce usytuowanej w Górnej Frankonii powstał aparat o nazwie Franka Klappkamera – był to składany skrzynkowy aparat z wysuwanym miechem. Zdjęcia za pomocą tego urządzenia wykonywało się na szklanych płytach w rozmiarze 9 x 12 cm. W aparacie zamontowano prostą, ale jak na tamte lata dość „bogato” wyposażoną w czasy naświetlania migawkę VARIO, produkowaną od 1912 roku przez firmę Gauthier. Czasy wyglądały następująco: 1/25, 1/50, 1/100, „B” i „T”. O ile czas „B”, czyli bulb każdy zajmujący się fotografią zna, to czas „T” nie jest już tak oczywisty. Działanie czasu „T” to otwarcie migawki na czas określony przez fotografa ale bez konieczności trzymania spustu migawki – wystarczy przycisnąć i puścić, migawka jest wtedy otwarta, gdy chcemy zakończyć naświetlanie to należy czynność powtórzyć, czyli przycisnąć spust migawki ponownie – wtedy migawka się zamknie. Był to prosty w obsłudze sprzęt, który nie wymagał wielkiej wiedzy od fotografa jeśli chodzi o samo wykonywanie zdjęcia, jednakże wykonanie powłoki światłoczułej na szklanej płytce nie było już tak proste. Obiektyw tego niemieckiego aparatu to Franka – Anastigmat Velostigmat o jasności 6,3 i ogniskowej 135 mm. Soczewka ta kryje materiał światłoczuły o rozmiarze 4″ x 5″ tak więc jest to aparat wielkoformatowy. Przysłona zamyka się płynnie w idealny okrąg w przedziale od 6,3 do warości 36. Ostrość ustawiamy przesuwając miechem na wyciągu, a wartości w metrach widoczne są na skali z lewej strony miecha. Aparat ten został wyposażony w klasyczny odchylany celownik nad obiektywem, ale oczywiście najlepszym sposobem na potwierdzenie poprawnego wyostrzenia kadru był podgląd na matówce – mimo, że obraz był odwrócony „do góry nogami” to dawał pewność ostrego zdjęcia. Przejdźmy teraz do wizualnych aspektów tego urządzenia. Materiały są wysokiej jakości – okleina to raczej materiał imitujący skórę – lecz do złudzenia przypominający prawdziwą skórę naturalną, a metalowa obudowa i chromowane elementy nie posiadają śladów korozji, co przy 90 letnim aparacie robi niesamowite wrażenie. Mój egzemplarz jest w 100% sprawny, migawka działa idealnie i przysłona również. Miech jest w bardzo dobrej kondycji, nie dostrzegłem nawet żadnych przetarć.

Na koniec przygotowałem jeszcze dwie ciekawostki dotyczące zawiłej historii firmy Franka – Kamerawerk. W okresie pierwszej wojny światowej w fabryce gdzie dotychczas były produkowane różnego rodzaju aparaty fotograficzne była produkowana broń i sprzęt wojskowy dla wojsk niemieckich. Sprzedawane były też aparaty dla armii z jakże wzniosłym hasłem „Mit Franka in den Krieg”, co oznacza po polsku mniej więcej zwrot „Z Franką na wojnę”. Drugą ciekawostką, którą odnalazłem jest zapisek, że w roku 1958 w fabryce zatrudnionych było 154 pracowników i produkowano 650000 aparatów fotograficznych. Szczególnie liczba wyprodukowanego sprzętu zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie.

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Vredeborch N-BOX – skrzynkowy aparat fotograficzny mało znanej niemieckiej firmy z miasta Nordenham…

Świat fotografii, czyli różnego typu aparaty, różnego rodzaju firmy to temat na bardzo, bardzo grubą książkę, a raczej na wielotomowe wydawnictwo. Do napisania dzisiejszego wpisu skłonił mnie spis moich aparatów, który powoli tworzę w wolnych chwilach (m.in. spisuję numery seryjne body oraz obiektywów). Ostatnim aparatem jaki zindeksowałem był aparat firmy Vredeborch, która została założona w 1945 roku w niemieckim mieście Nordenham, które położone jest na wybrzeżu Morza Północnego. Mówiąc szczerze firma była dla mnie kompletnie anonimowa i właśnie to sprawiło, że zaciekawiłem się jej historią. Fabryka niestety działała stosunkowo krótko – aparaty przestała produkować w 1970 roku, ale co ciekawe upadłość firmy została ogłoszona dopiero szesnaście lat później, bo w 1986 roku. Od początku do końca działalności firma Vredeborch produkowała aparaty skrzynkowe (od 1953 roku produkowała różne aparaty jako podwykonawca, np. dla firmy Neckermann). Ciekawostką jest, że nazwa firmy pochodzi od zamku Vredeborch, który został wzniesiony na początku XV wieku (różne źródła podają, że było to w roku 1404, bądź w roku 1407).

W roku 1955, w fabryce firmy Vredeborch został wyprodukowany aparat Vredeborch N-BOX.  „N” w nazwie oznacza, że został on stworzony dla firmy wysyłkowej NeckermannN-Box to średnioformatowy aparat na błonę zwojową 120, wykonujący zdjęcia w formacie 6×9 (możliwość wykonania 8 zdjęć na jednej kliszy). Jest prostym aparatem skrzynkowym, jednakże wykonanym bardzo estetycznie, z eleganckim frontem. Obrotowa migawka tylko z jednym możliwym czasem naświetlania 1/30 sek. zamontowana w tym modelu sprawia wrażenie niezniszczalnej. Oczywiście producent wyposażył tego BOXa także w czas „B”, czyli „bulb”.

Obiektywem tego sprzętu jest standardowy menisk o ogniskowej 110mm, który posiada dwie wartości przysłony 11 oraz 16. Nie ma mowy o ustawianiu ostrości – ponieważ ma ona stałą wartość – jest niezmienna. Bardzo ciekawym patentem popisał się niemiecki producent, a mianowicie ten niepozorny aparacik został wyposażony we wbudowany żółty filtr – tak bardzo przydatny w fotografii plenerowej, głównie dzięki wzmacnianiu kontrastu zdjęć! Filtr ten możemy zacząć używać po przekręceniu pokrętła w prawą stronę, które znajduje się w literce „O”, na froncie aparatu w napisie „BOX”.

Vredeborch N-BOX był produkowany w dwóch wersjach – z gorącą stopką oraz identyczny aparat bez gorącej stopki. Mam to szczęście i posiadam tę bogatszą wersję, a więc mam możliwość podłączenia lampy błyskowej po zamontowaniu jej na gorącej stopce i podłączeniu do gniazda za pomocą kabelka.

Kadrowanie w N-BOXie jak to zresztą bywa w aparatach skrzynkowych jest nieco uciążliwe, ponieważ trzeba korzystać z powiedzmy sobie szczerze bardzo maleńkich „wizjerów” (2 okienka – jedno na górze aparatu, a drugie na bocznej ścianie, obok pokrętła do przesuwania kolejnych klatek błony światłoczułej).

Kwestie techniczną mamy za sobą, teraz kwestia wizualna i estetyczna. Niemiecki producent z nadmorskiego miasteczka stworzył całkiem ładne „pudełeczko” do robienia zdjęć. Aparat został wykonany z metalu, i oklejony okleiną, która całkiem dobrze imituje prawdziwą skórę. Dodając do tego niklowane elementy takie jak pokrętło przesuwu filmu lub gorąca stopka można śmiało nazwać ten aparat eleganckim. Elegancja ma swoje źródło również w prostocie, ponieważ firma Vredeborch postawiła na klasykę, czyli na aparat bez zbędnych „udziwnień”.

Szczerze powiedziawszy korci mnie aby kiedyś w przyszłości użyć tego aparatu bo mój egzemplarz jest w 100% sprawny technicznie oraz jest praktycznie jak nowy – bez żadnych śladów korozji. Vredeborch N-BOX to pozycja dla miłośników plastycznych kadrów, bo tak prostym obiektywem w jaki jest wyposażony ten box po prostu niemożliwe jest wykonanie fotografii ostrej jak żyleta. Plastyczne zdjęcia posiadają swój urok, a przy odpowiednich umiejętnościach i oczywiście przy odrobinie szczęścia można stworzyć zdjęcie, które do złudzenia będzie przypominać obraz. Tak więc kupujcie BOXy i twórzcie prawdziwe dzieła sztuki…

Na sam koniec przypomniało mi się, że firma Vredeborch posiada bardzo ciekawe logo, które możecie zobaczyć wraz ze zdjęciami aparatu, które są mojego autorstwa.

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

 

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Logo Vredeborch

Logo Vredeborch (logo zapożyczone ze strony www.collectiblend.com)

Światłomierz WERRALUX wyprodukowany przez Weimar Feingerätewerk VEB – na zlecenie Carl Zeiss Jena.

Firma Carl Zeiss została założona w 1846 roku w Niemczech, a dokładniej w mieście Jena przez trzech panów: Carla Zeissa, Ernsta Abbe oraz Otto Schotta. Produktami, które rozsławiły firmę na cały świat są doskonałe optycznie obiektywy. Zakład ten zajmuje się także produkcją lunet, lornetek, mikroskopów, soczewek, i wielu innych produktów związanych z przemysłem optycznym. To właśnie naukowcy spod „stajni” Carla Zeissa – m.in. Paul Rudolph - stworzyli takie klasyczne wzory soczewek jak np. Tessar, Planar, Sonnar czy Biogon. Konstruktorzy tej zacnej niemieckiej marki zajmowali się także produkcją aparatów fotograficznych, co prawda była to mała przygoda – bo były to tylko trzy modele aparatów, ale jakże udane. Pierwszy był Carl Zeiss Palmos w 1902 roku (właśnie w tym roku Carl Zeiss wykupił niezależną firmę Aktiengesellschaft Camerawerk Palmos), drugi aparat, który był bardzo ceniony to słynny Contax I, dalmierz produkowany w 1932 roku (produkowany przez Zeiss Ikon – firmy również należącej do zakładów Carla Zeissa). Trzecim aparacikiem była Werra, która po raz pierwszy na rynku pojawiła się w 1954 roku – jako ciekawostka – Werra była produkowana w 22 różnych wersjach!!! W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych firma Weimar Feingerätewerk VEB zaczęła produkować światłomierze pod szyldem WERRALUX, a wszystko to na zlecenie zakładów Carl Zeiss. Owe światłomierze były właściwie dodatkiem właśnie do aparatów WERRA – zresztą sama nazwa WERRALUX na to wskazuje.

Światłomierz, produkowany na zlecenie Carla Zeissa w Weimarze to dzieło zaprojektowane z myślą o fotografujących WERRĄ – a właściwie jedną z wersji tego aparatu bez wbudowanego światłomierza. Mój egzemplarz światłomierza jest w pięknym oliwkowym kolorze, tak jak moja oliwkowa WERRA. Światłomierze produkowane przez Weimar Feingerätewerk VEB występowały także w kolorach: czarnym i czerwonym (metalowe osłony, oklejone skórą w danym kolorze). Co ciekawe światłomierze z czerwoną osłoną miały kolor kremowy (beżowy). Do mojego oliwkowego światłomierza posiadam skórzany pokrowiec – w kolorze czerwonym – bardzo rzadko spotykany. Sam światłomierz jest wykonany z bakelitu. Natomiast bardzo gustownie została zaprojektowana metalowa, obrotowa osłona – chroniąca nasz „miernik” przed światłem podczas nie używania. Jest to bardzo ważne ponieważ światłomierz jest selenowy – a z upływem czasu (w niekorzystnych warunkach – takich jak, długa ekspozycja na światło selen ulega degradacji). Ten kompaktowy i poręczny przyrząd do mierzenia światła ma następujące wymiary: długość 70 mm – szerokość niespełna 50 mm – grubość 26 mm.

Jeśli chodzi o bardziej techniczną specyfikację WERRALUXa to przedstawia się ona w ten sposób:
– skala czasów naświetlań od 60 sekund do 1/1000 s,
– skala czułości błony od 6 do 33 DIN,
czyli od 3 do 1600 ASA (dzisiejsze ISO),

– skala przysłon od 1.4 do 32,
– skala wartość ekspozycji (EV) od 1 do 18.

W czasach obecnych obsługa światłomierza wskazówkowego może być nie lada wyczynem dla początkujących fotoamatorów. Postaram się w prosty i krótki sposób opisać jak prawidłowo zmierzyć światło i odczytać wartości z miernika. W okienku czułości filmu (DIN, ASA) ustawić żądaną czułość filmu. Następnie skierować selenowy czujnik światłomierza w wybraną przez nas stronę, pokręcić dużym kółkiem na światłomierzu – tak aby czerwona wskazóweczka zgrała się z czarną, która odpowiada za mierzenie światła. Można wierzyć lub nie, ale to już koniec pomiarów – teraz należy poprawnie odczytać wskazania czas naświetlania/przysłona – ustawić wybrany dowolnie przez nas czas i przysłonę w aparacie i możemy wykonywać poprawnie naświetlone fotografie. Niemiecki producent zadbał też o istotny szczegół – wyposażył ten maleńki światłomierz w mleczny dyfuzor do pomiaru pośredniego.

Produkowany na przełomie lat 1950/1960 światłomierz WERRALUX, jest bardzo udaną konstrukcją – tak jak przystało na niemieckie wyroby. Jest bardzo trwały (mocny ebonit i metalowa obudowa), wygodny i tak na prawdę prosty w obsłudze. Minusem jest zastosowany w nim selen, który kiedyś w końcu odmówi posłuszeństwa – mój egzemplarz niestety jest w trakcie „obumierania”.

Jako ciekawostkę, którą znalazłem na pewnym forum fotograficznym dodam, że skala znajdująca się pod czasami naświetlania - 64 – 24 – 16 – 8, to ilość klatek na sekundę, a więc jest to przydatna informacja dla ludzi obsługujących kamery na film.

ADOX Golf IIIA – aparat małoobrazkowy ze świetnym obiektywem Schneider-Kreuznach.

Aparaty kompaktowe bardzo często są ignorowane, i zamiast nich wielu ludzi wybiera lustrzanki, aby tworzyć wspaniałe fotografie. Czy taki wybór jest do końca słuszny? Moim zdaniem nie. Uzasadnię swoją wypowiedź dzięki produktowi niemieckiej marki ADOX (na początku Fotowerke Dr C. Schleussner GmbH), która została założona już w 1860 roku we Frankfurcie nad Menem. Firma stworzona przez Dr. Carla Schleussnera była pierwszym na świecie producentem materiałów fotograficznych. Chemia, filmy i papiery fotograficzne sprzedawane pod nazwą ADOX były i nadal są bardzo cenione wśród fotografów zajmujących się fotografią tradycyjną.
Od 1930 roku, aż do lat sześćdziesiątych firma produkowała również aparaty fotograficzne, m.in. małoobrazkowe (ADOX 300, ADOX Polomat i in.), średnioformatowe (ADOX Sport, ADOX 66 i in.), na film 127 (Adrette 3×4) i na specjalny film (Juka 3×4).

ADOX Golf IIIA, był jednym z ostatnich aparatów produkowanych przez firmę ADOX. Ten małoobrazkowy aparat był produkowany w latach 1964-1965. Niepozorny wygląd i rozmiary są bardzo mylące, ponieważ jest to aparat wyposażony w doskonały obiektyw niewymienny, firmy Schneider-Kreuznach. Niemiecki producent zastosował w tym modelu popularną centralną migawkę PRONTOR 500 LK, produkowaną przez rodzimą firmę Gauthier. Czasy otwarcia migawki wynoszą odpowiednio: 1/15, 1/30, 1/60, 1/125, 1/250, 1/500 plus oczywiście czas „B”. Obiektyw Radionar L 2.8/45mm jest złożony z trzech grup soczewek, więc jest to popularny tryplet, który rysuje niesamowicie ostre zdjęcia. Przednia soczewka posiada powłokę, bądź powłoki antyrefleksyjne w odcieniach fioletu. Ostrość ustawiamy „na oko”, a odległości w metrach wynoszą od 1m do 10m plus nieskończoność. Przysłonę można płynnie regulować, w zakresie od 2.8 aż do 22, a otwór przysłony jest zbliżony do pełnego okręgu. Na obiektywie jest również pierścień do ustawienia czułości błony filmowej, który możemy ustawić od 10-800 ASA.
ADOX Golf IIIA posiada również samowyzwalacz, usytuowany niemalże na pierścieniu do zmiany czasów otwarcia migawki – trzeba przyznać, że mechanizm ten pracuje niesamowicie cicho.
Dużym zaskoczeniem może być posiadanie przez takie maleństwo światłomierza, oczywiście wykonanego z królującego w tamtym czasie selenu. Wskazania światłomierza są widoczne w wizjerze aparatu i są bardzo proste do odczytania, po prostu gdy wskazówka pokrywa się ze wskazówką „z kółeczkiem” mamy poprawnie naświetlony kadr. Co do wizjera to też możemy się miło zaskoczyć, jest dość jasny i duży – posiada także ramkę, która ułatwia kadrowanie.
Do aparatu możemy podłączyć lampę błyskową poprzez sanki, znajdujące się tradycyjnie na górze aparatu, i za pomocą wężyka do synchronizacji, ponieważ aparat posiada takie gniazdo – umiejscowione na obiektywie.

Trzeba przyznać, że ADOX Golf IIIA posiada nietypowy wygląd, jak i również ciekawe rozwiązania techniczne. Bardzo ciekawie producent usytuował naciąg migawki – znajduje się on na dole, pod spodem aparatu i naciąga się go nie kciukiem prawej ręki, lecz kciukiem lewej ręki. Również pod spodem aparatu znajdują się:  gniazdo statywowe, licznik klatek i korbka, którą zwijamy naświetlony film.

Aparat ADOX Golf IIIA wywarł na mnie ogromne wrażenie – wygląda niepozornie, a drzemie w nim wielka siła przebicia. Spory zasób czasów otwarcia migawki, światłomierz (w moim modelu nadal sprawny), doskonały optycznie obiektyw, sprawiają, że ten mały kompakt, może konkurować z wieloma lustrzankami produkowanymi w latach sześćdziesiątych. Sprzęt wykonany bardzo solidnie, jak przystało na niemiecki produkt – do produkcji aparatu użyto metalu i naprawdę mocnego plastiku. W tym aparacie brakuje mi tylko dalmierza, i śmiem twierdzić, że gdyby go posiadał, to ADOX Golf IIIA byłby znany szerszej publiczności, choć dla mnie to i tak sprzęt z dużym potencjałem

Beroquick SL 125 – mały aparat kompaktowy, produkowany przez niemiecką firmę Beier.

W Niemczech od zarania dziejów przemysł związany z fotografią prężnie i nieustannie się rozwijał. Niemcy produkowali najróżniejsze aparaty, od prostych konstrukcji po bardzo zaawansowane „machiny” fotograficzne. Kamera-Fabrik Woldemar Beier to fabryka założona w 1923 roku, w Freital, nieopodal Drezna, założycielem firmy był Woldemar Beier. Ze względu na długą nazwę firmy, potoczna używana nazwa to po prostu Beier. Ta niemiecka fabryka od początku istnienia zajmowała się produkcją aparatów raczej nieskomplikowanych. Już dziewięć lat po rozpoczęciu działalności, firma zaczęła produkcję aparatów małoobrazkowych na film 35 mm (w 1932 roku powstał Beier Beira). Po zakończeniu II wojny światowej Beier nadal był niezależną firmą, dopóki w 1959 roku Niemiecka Republika Demokratyczna przejęła spore udziały w przedsiębiorstwie Woldemara Beiera. W 1962 roku Beier zaprezentował swoje pierwsze aparaty półautomatyczne tzw. „Beier-Matic”. Państwo niemieckie nie spoczęło na laurach i w roku 1972 całkowicie przejęło władzę w firmie Beier, która zmieniła wtedy nazwę na VEB Kamerafabrik Freital. Ostatni aparat pod nazwą Beier został wyprodukowany dziesięć lat później, czyli w 1982 roku.

W roku 1966 firma wypuściła na rynek aparat pod nazwą Beroquick SL 125, i była to eksportowa wersja aparatu Beier Beirette VS. Oba są kompaktami małoobrazkowymi, na film 35 mm. Beroquick SL 125 jest aparatem wyposażonym w trzy czasy otwarcia migawki: 1/30, 1/60, 1/125 i dodatkowo w czas „bulb”. Migawka zamontowana w obiektywie to PRIOMAT, produkowana od roku 1952 przez firmę Zeiss Ikon. Przysłony, których możemy używać w modelu SL 125 przedstawiają się w zakresie od 2.9 do 22. Konstruktorzy z niemieckiej fabryki Beiera zastosowali ciekawe patenty w pierścieniach ustawiających czasy otwarcia migawki i ustawiania przysłon. Kręcąc pierścieniem ustawiania czasów równocześnie zmieniamy dane dotyczące czułości błony (DIN i ASA), a czułości ASA, czyli dzisiejsze ISO możemy ustawić tylko od 25 do 125, a więc bardzo, bardzo skromnie. Podobnie sytuacja ma się do ustawiania przysłon – kręcąc pierścieniem przysłon ustawiamy równocześnie piktogramy (chmurki i słoneczka), które są pomocne dla osób nieznających się na obsłudze aparatu. Po prostu, gdy świecie słońce ustawiamy na słoneczko, gdy jest pochmurnie ustawiamy na chmurkę – prawda, że proste, łatwe i przyjemne? :)

Beroquick SL 125 jest wyposażony w sanki do lampy błyskowej oraz w gniazdo synchronizacji z lampą błyskową, co jak na prosty kompakt jest sporą niespodzianką. Aparat posiada również miejsce na zamontowanie wężyka spustowego, które znajduje się tuż obok przycisku do zwalniania migawki. Wizjer tego maleńkiego aparatu jest równie mały jak sam aparat, posiada jednak ramkę w środku, która ułatwia kadrowanie. Licznik klatek umieszczony jest z tyłu aparatu, po lewej stronie od wizjera. Bardzo ciekawe jest zastosowanie w komorze filmu dociskowej blaszki, która ma na celu dociskanie filmu podczas przewijania kolejnych klatek.

Obiektyw modelu SL 125, czyli Meritar 2.9/45 mm został wyprodukowany przez niemiecką firmę optyczną Ernst Ludwig, a złożony jest z trzech grup soczewek. Przednia soczewka posiada powłoki antyrefleksyjne w niebieskawym odcieniu. Ostrość tym Meritarem możemy ustawić od 60 cm do 10 m, plus nieskończoność.

Podsumowując te piękne „maleństwo” chciałbym zwrócić uwagę, że aparat został wykonany z metalu i mimo małych rozmiarów (11cm x 7,5 cm x 7 cm), waży całkiem sporo jak na kompakt. Beroquick SL 125 był adresowany dla przeciętnego obywatela – fotoamatora, tak więc nie zachwyca bogactwem czasów otwarcia migawki, i nie rzuca na kolana funkcjami. Miał to być prosty aparat, dla kompletnych amatorów, a potwierdzeniem moich słów mogą być piktogramy (słoneczka i chmurki), które pomagały osobie wykonującej zdjęcia w uzyskaniu odpowiedniej ekspozycji w danych warunkach oświetleniowych. Myślę, że aparat spełnił swoją rolę i dzięki dobremu obiektywowi wiele rodzin z lat 60′ i 70′ ma w swoich albumach wiele fotografii wykonanych aparatem Beroquick SL 125, lub „bratem bliźniakiem” Beier Beirette VS. Obecnie aparacik ten zasługuje na uznanie kolekcjonerów i powinien być ozdobą niejednej kolekcji, bo wykonywanie nim zdjęć w czasach obecnych uważam za ogromny fanatyzm analogowego „pstrykania”.

 

 

Zawiła historia niepozornego aparatu – ILFORD SPORTSMAN L. Aparat cenionej angielskiej marki, produkowany w Niemczech.

Każdy kto interesuje się fotografią analogową doskonale zna firmę Ilford, założoną przez Alfreda Hugha Harmana, w roku 1879 w angielskim miasteczku o takiej samej nazwie co firma – obecnie Ilford jest dzielnicą Londynu. Przedsiębiorstwo od początku istnienia zajmowało się głównie produkcją materiałów fotograficznych, filmów kolorowych i czarno-białych, te drugie po dziś dzień są flagowym produktem firmy. Ilford zajmował się także produkcją aparatów fotograficznych, pierwszy model wyprodukował w 1902 roku i był to aparat skrzynkowy pod nazwą: Ilford Falling Plate. Pod koniec lat pięćdziesiątych marka Ilford zleciła niemieckiej firmie Dacora produkcję aparatów małoobrazkowych pod nazwą Ilford Sportsman. Różne modele tych aparatów było produkowane w Niemczech w latach 1957-1967.

Pierwszy Ilford Sportsman L został wyprodukowany około roku 1963 i był „bratem bliźniakiem” aparatu Dacora Dignette L, którego produkcja rozpoczęła się również w tym samym roku. Sportsman L był modelem niezwykle popularnym w Europie, głównie w Holandii. Aparat ten posiadał co najmniej trzy wersje obiektywu – Color-Subitar, Cassar i Color-Isconar – każdy o jasności 2.8 i ogniskowej 45mm. Mój egzemplarz posiada obiektyw Color-Subitar, produkowany przez ISCO Optische Werke Göttingen, a migawka wmontowana w obiektyw to Prontor 250. Czasy otwarcia migawki przedstawiają się następująco: 1/30, 1/60, 1/125, 1/250 i B. Przysłony z których możemy korzystać wynoszą od 2.8 do 22, a pierścień ustawiania przysłon chodzi płynnie, nie jest skokowy. Ostrość ustawiamy „na oko”, a odległości na obiektywie pozwalają na ostrzenie od 1-10m plus nieskończoność.
Producent wyposażył ten kompakt małoobrazkowy w światłomierz selenowy, masowo stosowany w aparatach fotograficznych w połowie XX wieku. Odczytu dokonujemy na górze aparatu, w okrągłym okienku znajdującym się obok sanek do lampy błyskowej. Ilford Sportsman L posiada także gniazdo synchronizacji z lampą błyskową, znajdujące się na froncie aparatu. Przycisk do zwalniania migawki również został zamocowany z przodu aparatu, po prawej stronie obiektywu.
Wizjer tego modelu mógłby być większy i jaśniejszy, ale ramka znajdująca się środku pomaga w doborze odpowiedniego kadru. Prawie zapomniałem o ciekawym „patencie”, który znajduje się na spodzie aparatu, producent zainstalował tam licznik klatek – takie rozwiązanie nie jest jednak domeną tylko tego aparatu, ponieważ wiele innych również posiada licznik klatek właśnie w tym miejscu. Jeśli jesteśmy przy spodzie aparatu, to gniazdo statywowe jakie posiada Ilford Sportsman L jest klasyczne i ma gwint 1/4″.

Jak pokazuje opis Ilforda Sportsmana L, nawet historia zwykłego jakby się mogło wydawać aparatu małoobrazkowego może okazać się ciekawa i zainteresować nawet laika. Mnie bardzo zainteresował fakt, że porządna angielska marka zleca wykonanie aparatu firmie z Niemiec, która nie oszukujmy się, nie jest i nie była potentatem w produkcji aparatów fotograficznych. Firma Dacora produkowała aparaty dla Ilforda przez 10 lat, także ten wątek też jest bardzo ciekawy, zapewne chodziło o pieniądze – bardziej opłacalna była produkcja aparatów w Niemczech niż w Wielkiej Brytanii.

Sportsman L to aparacik, który w czasach dzisiejszych nie budzi wielkich emocji, lecz w latach produkcji był bardzo popularnym modelem i chętnie kupowanym u nas w Europie. Solidnie wykonany kompakt był na wyposażeniu wielu rodzin w Niemczech i Holandii, gdzie był najpopularniejszy. Ilford Sportsman L, nie był cudem techniki, lecz jego niezawodność była przyczynkiem do spopularyzowania fotografii wśród ludzi pochodzących ze średnich klas społecznych.


Niemiecki średnioformatowiec, który swą prostotą przypomina Polskiego Druha – W 1958 roku powstaje aparat Certo-Phot. Zdjęcia testowe.

Niemiecka myśl techniczna od zawsze kojarzona jest z produkcją bardzo zaawansowaną i solidną. Jednak z tym zaawansowaniem to bym nie przesadzał – dzisiaj opiszę aparat, który jest moim zdaniem tak prosty w obsłudze jak Polski Druh i właściwie mechanizmy zamontowane w dzisiaj opisywanym aparacie są niemal identyczne jak w jego Polskim „bracie”.

Certo Kamera Werk to zakłady produkujące aparaty, założone przez Alfreda Lipperta i Karla Peppela. Firma została założona w Dreźnie w roku 1902. Historia tego producenta jest bardzo zawiła, a to za sprawą II wojny światowej, przez którą zakład niemal przestał istnieć. Mimo wojny Certo Kamera Werk przetrwała, lecz około roku 1972 zakład został wchłonięty przez VEB Pentacon.

W latach 1958-1962 zakład – jeszcze pod swoim szyldem – rozpoczął produkcję aparatu średnioformatowego pod nazwą CERTO-PHOT z obiektywem Achromat 75mm/ f 8.Jest to aparat skrzynkowy i bardzo ubogi w funkcje. Wykonanie tego projektu jest bardzo solidne, a aparat w całości jest wykonany z metalu. Obiektyw zamontowany w tym modelu jest to typ Achromat, czyli grupa dwóch soczewek ze szkła o różnej dyspersji połączonych razem.
Ostrość ustawiamy kręcąc obiektywem w skali od 1,5-10m + nieskończoność.
Czasy otwarcia migawki jakie producent dał do dyspozycji użytkownikom aparatu to: B, czyli „bulb” i M, który wynosi 1/60 sekundy. Migawka ma sprężynowe pokrętło, co zapobiega podwójnej ekspozycji. Podobnie jak z czasami, sytuacja powtarza się z przysłoną, mamy do wyboru tylko dwie wartości przysłony: 8 i 11. Gniazdo statywowe w jakie wyposażony jest CERTO-PHOT ma gwint w rozmiarze 1/4″, czyli standardowy i stosowany powszechnie w czasach obecnych, w aparatach cyfrowych.

Mimo, że aparat jest prosty i ubogi w funkcje to zasługuje na miejsce w kartach historii niemieckiego przemysłu fotograficznego, choćby przez problemy firmy przez jakie przebrnęła podczas II wojny światowej. Jest solidnie zrobiony i wizualnie prezentuje się znakomicie. Herb prezentujący lwa na przedniej ściance aparatu oddaje urok tamtych czasów i dbałość o szczegóły wizualne produktu.
CERTO-PHOT był sprzedawany za sumę oscylującą w granicach 32 niemieckich marek, a więc cena była bardzo przystępna dla przeciętnego obywatela Niemiec. Dzięki niskiej cenie aparat cieszył się dużą popularnością.
Na koniec drobna ciekawostka – model CERTO-PHOT to ewolucja modelu Certina, równie popularnego, produkowanego w 1955 roku.

Dzisiaj niespodzianka, prócz zdjęć samego aparatu, które są mojego autorstwa, dołączam także zdjęcia testowe wykonane CERTO-PHOTem, autorem podesłanych zdjęć jest Krzysztof Filipek z Warszawy, któremu bardzo dziękuję za pomoc.

Pierwsza i najstarsza fabryka fotograficzna – w 1756 roku w Wiedniu powstaje Voigtländer – producent wielu doskonałych aparatów, w tym kompaktów takich jak: Voigtländer VITORET D.

Fotografia to dziedzina nauki, która rozwijała się niemal na każdym kontynencie i w każdym kraju. Firma Voigtländer swoje pierwsze kroki zaczęła stawiać już w 1756 roku w stolicy Austrii – Wiedniu. Przedsiębiorstwo zajmujące się optyką i mechaniką zostało założone przez Johanna Christophera Voigtländera. Voigtländer produkował w Austrii głównie obiektywy (m. in. słynny obiektyw Petzvala wyprodukowany w 1840 roku) oraz pierwszy na świecie aparat fotograficzny pod nazwą Ganzmetallkamera (był to dagerotyp wyprodukowany w 1841 roku) – wykonany został jak sama nazwa wskazuje z metalu. Wnuk Johanna Christophera Voigtländera, Peter Voigtländer, założył w Brunszwiku (Niemcy) w roku 1849 oddział pierwszej fabryki produkującej aparaty i sprzęt fotograficzny na masową skalę. 

Seria VITORET była produkowana od 1961 do 1971 roku, czyli stosunkowo długo. Aparaty tej serii różniły się od siebie oznaczeniami (były to np. Voigtländer VITORET D, Voigtländer VITORET DR, Voigtländer VITORET F itp.). Różnice polegały również na posiadaniu przez aparat dalmierza, światłomierza bądź różnych obiektywów. Voigtländer VITORET D, to tylko jeden z ogromu aparatów wyprodukowanych przez firmę Voigtländer. Seria VITORET D powstała w roku 1961 i była bardzo udana, a główny sukces polegał na niskiej cenie produktu łącząc przy tym dobrą jak na owe czasy jakość (czy w obecnych czasach możemy liczyć na taki produkt? Odpowiedź zostawiam czytelnikom.).

VITORETY należały do kompaktów małoobrazkowych na film 35 mm. Aparat Voigtländer VITORET D z obiektywem LANTHAR 2,8/50 mm został wyposażony w migawkę Prontor 125, a zakres czasów przedstawia się następująco: 1/125, 1/60, 1/30 i czas „B”. Przysłony, których możemy użyć wynoszą od 2,8 do 22 – ciekawostką jest, że otwór przysłony 22 ma kształt prostokąta! Ostrość oczywiście ustawiamy „na oko” kręcąc pierścieniem ustawiania ostrości w zakresie od 1 do 20 m + nieskończoność. Sam obiektyw LANTHAR ma piękne powłoki na przedniej soczewce w odcieniach niebiesko-fioletowych.

Aparat został również wyposażony w światłomierz selenowy, a jak wiemy stosowany wtedy na potęgę selen po upływie wielu lat traci swe właściwości. Jednak producent miło zaskoczył przyszłych użytkowników Voigtländera VITORETA D i na światłomierzu można było ustawić ASA od 12 – 3200 – szczególnie ta druga wartość zasługuje na spore uznanie.
Przechodząc do wizjera to również możemy się pozytywnie zaskoczyć – wizjer jest bardzo duży i jasny – co w kompaktach nie jest regułą, a nawet w lustrzankach nie zawsze możemy się cieszyć takim „luksusem”.
Kolejną ciekawostką tego maleńkiego aparatu jest bardzo lekko działający naciąg migawki – gdy pierwszy raz naciągnąłem migawkę swoim egzemplarzem byłem przekonany, że jest uszkodzony, a tu niespodzianka – ten typ tak ma. Gdy już naciągniemy migawkę, chcemy ją wyzwolić, co czynimy przyciskiem spustu migawki umieszczonym w dość nietypowym miejscu – na przedniej ściance aparatu. Przycisk, a właściwie moim zdaniem „suwak” trzeba nacisnąć dość mocno.

Aparacik jak na kompakt mile zaskoczył mnie wykonaniem – jest metalowy ale w części pokryty skórą. Producent zadbał również o powłoki na obiektywie, które są dobrej jakości i mimo upływu lat nadal cieszą oko swoją piękną barwą. Sam obiektyw jest jasny, ale właściwie typowy do obiektywów montowanych w aparatach w latach sześćdziesiątych. Nagminnie używany selen nie ominął również Voigtländera VITORETA D – lecz firma zaskoczyła zakresem ISO wynoszącym maksymalnie 3200.
W XXI wieku, w dobie aparatów cyfrowych, używanie Voigtländera VITORETA D jest pewnego rodzaju powrotem do korzeni fotografii i jest raczej zarezerwowany dla ludzi z pasją i miłością do antyków.

Niemiecka precyzja, piękno w swej prostocie – AGFA JSORETTE Apotar 1:4.5 f=8.5 cm.

Pomiędzy I, a II wojną światową rynek producentów aparatów fotograficznych nie próżnował. Marka Agfa, która została stworzona w roku 1867 w Niemczech (niedaleko Berlina) z początku zajmowała się produkcją barwników sztucznych. Z biegiem lat niemieckie przedsiębiorstwo skupiło się głównie na wytwarzaniu papierów fotograficznych czy taśm filmowych. W dziedzinie materiałów fotograficznych firma Agfa odnosiła wiele sukcesów i była bardzo ceniona w środowisku fotoamatorów ale i również wśród profesjonalistów, którzy korzystali z filmów tejże firmy, co znacznie podnosiło prestiż Agfie.

Pierwszy aparat fotograficzny firma Agfa wyprodukowała w 1926 roku, była to prosta konstrukcja i z goła inna od modelu AGFA JSORETTE, produkowanego 10 lat później, czyli na przełomie 1936/1937 roku. Produkcja tego aparatu trwała do 1942 roku. Jest to aparat średnioformatowy. Model JSORETTE to już ciekawy projekt, posiadający całkiem dobry zasób czasów otwarcia migawki, najszybszy czas to 1/175. Najmniejszy otwór przysłony wynosi aż 32, i jest całkowicie okrągły – takich „bajerów” nie znajdziemy tak łatwo we współczesnych obiektywach do aparatów cyfrowych!!! Niestety soczewka obiektywu nie posiada żadnych powłok antyrefleksyjnych, przynajmniej ja takich nie dostrzegłem w moim egzemplarzu, który pochodzi z początku produkcji – to spory minus tego aparatu.

Zdjęcia możemy wykonywać w dwóch formatach – klasycznym 6×6 cm i niestandardowym 4,5×6 cm. Podobnie jak w Polskim DRUHU, w Agfie mamy zamontowane specjalne zastawki dzięki którym możemy robić zdjęcia w różnych formatach. Jeśli chodzi o ustawianie ostrości to oczywiście ustawia się ją ręcznie, według metrów rozpisanych na obiektywie (od 1m do 10m + nieskończoność). Ciekawostką jak na owe czasy jest też posiadanie samowyzwalacza w modelu Jsorette, tak więc aparat mógł być wykorzystywany do zdjęć rodzinnych, które wtedy były „w modzie”.

Mieszkowiec, którego dzisiaj opisuję występował z różnymi obiektywami, lecz w niezmienionej wersji wizualnej. Wygląd Agfy Jsorette jest typowy do wielu aparatów mieszkowych produkowanych w tamtym okresie w Niemczech, po złożeniu, czyli schowaniu obiektywu do środka aparat miał kompaktowe wymiary i bez problemu mieścił się w kieszeni płaszcza bądź kurtki. Myślę, że ten model był powszechnym narzędziem do dokumentowania rzeczywistości przez wielu dziennikarzy, choć dużym minusem Jsorette jest brak dalmierza. Gdyby aparat posiadał dalmierz byłby znany szerszej „publiczności”, a tak znany był głównie w Niemczech.