Radioaktywne obiektywy – czy fotoamator może być zagrożony?

Cały Świat – włączając w to każdego człowieka – zbudowany jest z pierwiastków chemicznych. Wszystko oparte jest na chemii, tak było, jest i będzie. Fotografia – analogowa zwłaszcza – to chemia w chemii, ponieważ od filmu światłoczułego zakładanego w aparacie, aż do procesu wywołania i utrwalenia zdjęcia mamy doczynienia z procesami chemicznymi. Jak wszystko to wszystko – obiektywy fotograficzne to również chemia. Jednak niektóre obiektywy – a nawet całkiem spora grupa obiektywów – są wykonane z pierwiastków radioaktywnych.

Mowa tutaj o tlenku toru (Th) oraz o tlenku lantanu (La). Oba pierwiastki były wykorzystywane przy produkcji soczewek – głównie radzieckich i japońskich obiektywów. „Proceder” ten trwał przez około 50 lat – radioaktywne izotopy Toru stosowano w latach 1940 – 1970, a lantan był stosowany do produkcji soczewek nawet do lat dziewięćdziesiątych! Tor jest o wiele bardziej radioaktywny od lantanu (radioaktywność lantanu jest aż 10000 razy mniejsza niż toru). Obiektywy, które zawierają te nieszczęsne pierwiastki posiadam w swojej kolekcji. Głównie są to obiektywy z byłego Związku Radzieckiego (np. Industar I-61 lub Industar I-61 Ł/D – których soczewki są wykonane z domieszką lantanu). Są to bardzo popularne obiektywy, montowane w równie popularnych korpusach – w aparatach marki FED – które są małoobrazkowymi dalmierzowcami. Należy dodać, że lantanu, który był użyty przy produkcji soczewek Industarów jest jak na lekarstwo. Ten pierwiastek występuje w minimalnych ilościach, które absolutnie nie są szkodliwe dla człowieka. Chociaż ciekawi mnie jeden fakt. Informacje o nieszkodliwości lantantu, które można odnaleźć w sieci odnoszą się do faktu posiadania jednego takiego obiektywu – ja jako kolekcjoner posiadam 6 sztuk Industarów – czy w takim razie jestem jakoś zagrożony promieniowaniem radioaktywnym? Myślę, że na pewno takie promieniowanie jest troszkę podwyższone, lecz nadal nieszkodliwe.

W kraju kwitnącej wiśni – a więc w Japonii – także wytwarzano obiektywy z domieszką substancji radioaktywnych. To właśnie japończycy masowo stosowali Tor przy produkcji swoich klasowych i legendarnych obiektywów. Wśród firm, które produkowały soczewki z dodatkiem Toru można wymienić takie znane marki jak: Canon, Asahi Opt. Co. (czyli sławne Takumary dla Pentaxa), Yashica i wiele, wiele innych. W mojej kolekcji posiadam tylko jeden z tych japońskich obiektywów z dodatkiem Toru – jest to Super – Multi – Coated TAKUMAR 1:1.8/55, produkowany przez japońskie przedsiębiorstwo Asahi Opt. Co. w Tokio. Obiektyw ten jest bardzo jasny, daje piękne kontrastowe fotografie oraz „powala na łopatki” wiele obiektywów niesamowicie ostrymi zdjęciami. Ja osobiście używałem tego obiektywu do makrofotografii, poprzez odpowiednie tuleje i przejściówkę podpiąłem go do mojego cyfrowego Nikona. Zdjęcia, które wykonałem tym zestawem są wydane w specjalnym albumie wydanym przez Starostwo Powiatowe w Żninie.

Według strony: 
http://if.pw.edu.pl/~sala/papers/Obiektywy.pdf
mój TAKUMAR jest promieniotwórczy, a moc dawki radioaktywności wynosi 3500 nSv/h, a więc całkiem sporo, choć do rekordzistów jest mu jeszcze daleko. W sieci odnalazłem informacje o bardzo jasnym szkle ze stajni Canona – Canon 1.2/55 promieniuje mocą 17000 nSv/h!!! Drugie z kolei miejsce zajmuje obiektyw znakomitej firmy Fuji – Fujinon 1.4/50, którego promieniowanie wynosi 12000 nSv/h!

No dobrze, a zastanawialiście się dlaczego właściwie producenci obiektywów produkowali swoje soczewki z dodatkiem promieniotwórczych pierwiastków? Odpowiedź jest po prostu banalna – lantan i tor, dodawane masowo do składu soczewek miały poprawić właściwości optyczne radzieckich i japońskich obiektywów. I rzeczywiście obie nacje stworzyły bardzo dużo znakomitych optycznie „szkieł” dzięki tym izotopom. Wiele z nich do dnia dzisiejszego ma miano wręcz kultowych – np. SMC Takumar o światłosile 1.4 przy ogniskowej 50 mm - mimo swojej sporej radioaktywności (10000 nSv/h) jest bardzo cenionym i poszukiwanym szkłem przez fotoamatorów, a nawet profesjonaliści z powodzeniem używają tego obiektywu do pracy twórczej.

Konstruktorzy obiektywów stosowali soczewki z lantanem i torem aby zminimalizować abberację chromatyczną, która wyróżnia się kolorowym obramowaniem konturów obrazu widzianego na zdjęciu oraz pogorszeniem ostrości. Coś musi być na rzeczy – ponieważ zdjęcia wykonane przy użyciu obiektywów rzekomo promieniotwórczych bardzo często są bardzo ostre, dobrze nasycone kolorami, a przy tym bardzo kontrastowe. Mimo, że miałem doczynienia tylko z kilkoma wyżej opisanymi obiektywami z domieszką lantanu i toru to muszę potwierdzić doskonałą jakość zdjęć, które wykonałem przy pomocy tych obiektywów. Industarami wykonałem kilka dobrych rodzinnych zdjęć, a Takumarem wykonałem przepięknie nasycone fotografie makro – kolory przyrody wykonane tym japońskim szkłem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.

Wadą niemalże wszystkich radioaktywnych obiektywów jest żółknięcie soczewek (właściwie to klej łączący soczewki żółknie pod wpływem promieniowania), ale moim zdaniem nie wpływa to istotnie na jakość zdjęć. Jeśli jednak komuś przeszkadza żółtawo – brązowy kolor soczewek to jest na to recepta. Prawdopodobnie promieniowanie UV pozwala usunąć objawy żółknięcia szkieł. Proces „naświetlania” soczewki obiektywu jest jednak długotrwały (około 2 tygodnie). Można wystawić obiektyw na ostre Słońce, bądź naświetlać go lampą UV. Ja jednak nie jestem zwolennikiem tego typu praktyk. Myślę, że takie promieniowanie UV może bardziej zaszkodzić naszemu obiektywowi niż mu pomóc. Mój TAKUMAR i Industary posiadają lekko pożółknięte soczewki, ale nigdy nie odważyłbym się wystawiać ich na silne Słońce – tym bardziej, że fotografie, które wykonuję tymi szkłami są bardzo dobre i zażółcenie soczewek kompletnie nie wpływa na jakość zdjęć.

Przypuszczam, że na pytanie z tytułu tego wpisu każdy odpowie sobie indywidualnie. Ja jednak nie zamierzam panikować z powodu posiadania i używania szkieł z domieszką takich substancji jak lantan, czy jeszcze bardzej szkodliwy tor. Ilości w jakich występują owe pierwiastki w składzie soczewek są znikome, a promieniowanie, które emitują mimo, że dość silne to jednak nadal bezpieczne dla człowieka. Przez tyle lat wielu ludzi stosowało, a nawet po dziś dzień używa wiele tych „szkodliwych” szkieł i mają się dobrze – przynajmniej ja nigdy nie słyszałem, aby ktoś miał jakieś objawy chorobotwórcze spowodowane używaniem obiektywów z lantanem i torem. Posiadacze Takumarów, Industarów, ale i innych cenionych szkieł mogą spać spokojnie, a więc życzę samych udanych kadrów wykonanych tymi i innymi obiektywami.

Aparaty i radioaktywne obiektywy

Aparaty i radioaktywne obiektywy

Aparaty i radioaktywne obiektywy

Aparaty i radioaktywne obiektywy

FED 5B i radioaktywny Industar I-61 Ł/D

FED 5B i radioaktywny Industar I-61 Ł/D

Pentax Spotmatic i radioaktywny SMC Takumar 1.8/55

Pentax Spotmatic i radioaktywny SMC Takumar 1.8/55

SMC Takumar 1.8/55 (posiada soczewki z domieszką Toru)

SMC Takumar 1.8/55 (posiada soczewki z domieszką Toru)

Industar I-61 Ł/D (soczewki z domieszką lantanu) i SMC Takumar 1.8/55 (soczewki z domieszką toru)

Industar I-61 Ł/D (soczewki z domieszką lantanu) i SMC Takumar 1.8/55 (soczewki z domieszką toru)

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

Industar i Takumar

SMC Takumar 1.8/55

SMC Takumar 1.8/55

Industar I-61 2.8/55

Industar I-61 2.8/55

Zdjęcie (mojego autorstwa) wykonane za pomocą cyfrowego aparatu NIKON D3100 + tuleleje + SMC Takumar 1.8/55

Zdjęcie (mojego autorstwa) wykonane za pomocą cyfrowego aparatu NIKON D3100 + tuleleje + SMC Takumar 1.8/55

SUNPAK AUTO 28 – lampa błyskowa Japońskiej firmy z długoletnią tradycją… Folder reklamowy firmy SUNPAK!

Powszechnie wiadomo, że Japonia to kraj innowacyjnych technologii, głównie związanych z przemysłem urządzeń elektronicznych – a co za tym idzie powiązanych także z fotografią. Firmy z kraju kwitnącej wiśni, które zna każdy – nawet laik – to np. Canon, Nikon czy Pentax. Oprócz takich gigantów są również korporacje mniej znane, które jednak niczym nie ustępują konkurencji, a nawet powoli wychodzą z cienia i zdobywają coraz to większą popularność. Jedną z takich marek jest firma SUNPAK, która znana jest z produkcji lamp błyskowych (m.in. manualnych, automatycznych i tyrystorowych). Firma SUNPAK powstała w 1963 roku w Saitamie, w Japonii, a pierwszą wyprodukowaną lampą błyskową był model „SUNPAK 7″ (informacje ze strony producenta). W chwili obecnej firma ta jest liczącym się w stawce producentem zewnętrznych lamp błyskowych do aparatów cyfrowych, a więc firma się rozwija – a to dzięki ponad 50-letniemu doświadczeniu.

Jednak zanim nastała era cyfrowej fotografii – SUNPAK - produkował lampy błyskowe do analogowych aparatów fotograficznych. Sprzęt tej Japońskiej firmy był bardzo popularny w latach siedemdziesiątych, a także i w latach późniejszych – to za sprawą niskich cen ale także dzięki wysokiej jakości produktów. Na początku lat siedemdziesiątych na rynku pojawiła się lampa błyskowa SUNPAK AUTO 28, która miała trzy poprzedniczki: AUTO 14, AUTO 20 i AUTO 24, oraz jedną następczynię: AUTO 33. Oczywiście liczba przy przedrostku AUTO była to liczba przewodnia danej lampy, przy czułości błony 100 ASA. Wiemy więc, że lampa, którą dzisiaj przedstawiam posiada LP 28 – a więc całkiem mocno błyska jak na lampę przeznaczoną dla amatorów fotografii.

Podstawowe dane techniczne lampy SUNPAK AUTO 28:

  • Minimalny czas błysku: 1/50000 sek.
  • Maksymalny czas błysku: 1/1500 sek.
  • Pokrycie (poziomo/pionowo): 45×60°.
  • Temperatura barwowa: 5500°K.
  • Baterie lub akumulatorki potrzebne do działania lampy to popularne „paluszki” w rozmiarze „AA” – ilość: 4.
  • Można używać akumulatorów NiCd (niklowo – kadmowe) – wtedy możemy wykonać około 90 błyskówa optymalny czas ładowania lampy wynosi 5 sekund.
  • Przy bateriach alkaicznych (jednorazowych) lampa może wykonać 180 błysków – a optymalny czas ładowania lampy wynosi 10 sekund.
  • Wymiary lampy (wyrażone w mm): 36x92x85.
  • Waga lampy: 212 gram bez baterii (błędnie podana waga we francuskim folderze reklamowym – 190 gram).

Podsumowując lampę błyskową SUNPAK AUTO 28, a więc produkt „Made in Japan” muszę przyznać, że w latach siedemdziesiątych bardzo duży nacisk kładziono na solidność i wytrzymałość. Lampa jest bardzo dobrze wykonana – nie ma mowy o trzaskających plastikach obudowy – wszystko jest idealnie spasowane. Firma SUNPAK od początku swego działania wyznaczała coraz to nowsze trendy w świecie elektronicznych lamp błyskowych. W modelu AUTO 28 są dwie ciekawostki – mimo, że nie są związane bezośrednio z elektroniką to na pewno są innowacyjne – chodzi mi o możliwość pochylenia lampy o 90° w lewo, bądź w prawo oraz o sprytnie schowany w lampę przewodzik, który służy do podłączania lampy z aparatem wyposażonym w specjalne gniazdo. Poniżej prezentuję zdjęcia przedstawiającą lampę, Francuski folder reklamowy z wieloma modelami lamp błyskowych firmy SUNPAK (w tym model AUTO 28), oraz skany tego folderu.

SUNPAK AUTO 28 + folder reklamowy

SUNPAK AUTO 28 + folder reklamowy

SUNPAK AUTO 28

SUNPAK AUTO 28

SUNPAK AUTO 28 ZBLIŻENIE NA PALNIK

SUNPAK AUTO 28 ZBLIŻENIE NA PALNIK

SUNPAK AUTO 28 LEWY PROFIL LAMPY

SUNPAK AUTO 28 LEWY PROFIL LAMPY

SUNPAK AUTO 28 PRAWY PROFIL LAMPY

SUNPAK AUTO 28 PRAWY PROFIL LAMPY

SUNPAK AUTO 28 - ZBLIŻENIE NA POKRĘTŁO KALKULATORA

SUNPAK AUTO 28 – ZBLIŻENIE NA POKRĘTŁO KALKULATORA

SUNPAK AUTO 28 POCHYLONA NA LEWO

SUNPAK AUTO 28 POCHYLONA NA LEWO

SUNPAK AUTO 28 POCHYLONA NA PRAWO

SUNPAK AUTO 28 POCHYLONA NA PRAWO

SUNPAK AUTO 28 - TYŁ LAMPY

SUNPAK AUTO 28 – TYŁ LAMPY

SUNPAK AUTO 28 - KOMORA BATERII

SUNPAK AUTO 28 – KOMORA BATERII

SUNPAK AUTO 28 - lampa błyskowa

SUNPAK AUTO 28 – lampa błyskowa

Folder reklamowy SUNPAK (większa rozdzielczość po kliknięciu w obrazek)

Folder reklamowy SUNPAK (większa rozdzielczość po kliknięciu w obrazek)

Folder reklamowy SUNPAK - przegląd lamp błyskowych (duża rozdzielczość po kliknięciu w obrazek)

Folder reklamowy SUNPAK – przegląd lamp błyskowych (duża rozdzielczość po kliknięciu w obrazek)

Porst Compact Reflex S – aparat produkowany w Japonii przez Cosinę dla niemieckiego dystrubutora. Zdjęcia poglądowe.

Czy produkcja aparatu fotograficznego może okazać się bardziej opłacalna w obcym państwie? Oczywiście, że tak – przykładem może być produkcja w Niemczech dla ILFORDA, opisana w poprzednim poście. Niemcy jednak również mają swoją markę, która zlecała produkcję aparatów w innym państwie – w Japonii. Mam na myśli niemieckiego dystrybutora, który działał na rynku fotograficznym już od 1919 roku, pod nazwą PORST. Firma powstała w Norymberdze, na terenie Niemiec, założycielem tejże marki był Hans Porst. Pod marką PORST kryją się aparaty takich producentów jak: Cosina, Balda, Franka, Fuji, Mamiya, Yashica, Taron, i wiele innych. W roku 1996 PORST stał się największą siecią sklepów fotograficznych w Niemczech. Od 2002 roku prawa do nazwy PORST ma niemiecka firma Ringfoto.

Około roku 1977 na rynek została wprowadzona lustrzanka jednoobiektywowa pod nazwą PORST Compact Reflex S. Aparat ten był produkowany przez japońską COSINĘ, firmę, która produkowała aparaty m.in. dla Nikona. W chwili obecnej COSINA skoncentrowała się głównie na produkcji obiektywów (Voigtländer i Zeiss) oraz aparatów dalmierzowych, Voigtländer Bessa oraz Zeiss Ikon.

Wracając do aparatu PORST Compact Reflex S, jest to lustrzanka małoobrazkowa, która jest wierną kopią COSINY CSM, lecz wizualnie aparaty różnią się lekko od siebie. Aparat został wyposażony w migawkę płócienną o przebiegu poziomym, a sterowana jest przez elektromagnes. Migawka posiada zasób czasów od 4 sekund do 1/1000 sekundy plus czas „B”. Czas synchronizacji z lampą błyskową wynosi 1/60 sekundy. Elektronika wprowadzona do aparatu ma swoje wady – gdy baterie (typ SR/LR44) rozładują się, mamy do dyspozycji tylko jeden czas mechaniczny, który otwiera migawkę tylko na czasie 1/50 sekundy.
Matówka posiada poziomy klin i mikroraster, co bardzo ułatwia ustawianie ostrości. Pokrycie matówki z obrazem oscyluje w granicach 93%, co jest bardzo dobrym wynikiem. W wizjerze, który jest duży i jasny mamy widoczne diody, które wskazują nam czy zdjęcie jest dobrze naświetlone. Patrząc przez wizjer widzimy do góry dwie strzałki, jedna z lewej, druga z prawej strony, a po środku kropeczkę, gdy zdjęcie jest prawidłowo naświetlone to kropeczka musi mieć kolor zielony. Pomiar światła w Compact Reflex S jest mierzony w systemie TTL, czyli przez obiektyw, dzieje się to przy użyciu czujników CdS.
Elektronika znalazła również swoje zastosowanie w działaniu samowyzwalacza, z 10 sekundowym opóźnieniem. Obok samowyzwalacza jest czerwona dioda, która sygnalizuje jego pracę.
Mimo wprowadzenia elektroniki, aparat ma sporo funkcji czysto mechanicznych, wymagających ręcznej obsługi. Naciąg migawki odbywa się za pomocą tradycyjnej dźwigienki znajdującej się po prawej stronie aparatu, u góry. Ustawianie czasów otwarcia migawki i zmiana czułości filmu (od 25-3200 ISO) również odbywa się ręcznie, za pomocą pokrętła, obok spustu migawki. Spust migawki ma funkcję blokady ekspozycji, a odbywa się to za pomocą przełącznika A-L, zamontowanego wokół spustu.
Skończony film trzeba zwinąć z powrotem do kasetki, PORST Compact Reflex S nie posiada jednak automatycznego zwijania kliszy – tą czynność wykonuje się to kręcąc tradycyjną korbką znajdującą się z lewej strony, u góry aparatu.
Kończąc opis samego korpusu muszę stwierdzić, że PORST Compact Reflex S, produkowany przez Cosinę to bardzo dobra lustrzanka. Główne zalety aparatu to: waga (540 gram, bez obiektywu), wymiary (136 x 83 x 51 mm, bez obiektywu) i przede wszystkim gwint M42, dzięki któremu do tego PORSTA możemy wykorzystywać świetne optycznie, a przy tym bardzo tanie obecnie obiektywy.

Standardowo mocowany obiektyw do Compact Reflexa S, to PORST COLOR REFLEX MC AUTO 1:1.7/50mm, a więc bardzo jasna stałka, pozwalająca na wykonywanie zdjęć w pomieszczeniach bez użycia lampy błyskowej. Obiektyw ten posiada aż sześć soczewek, a przednia jest pokryta wieloma warstwami powłok antyrefleksyjnych. Do obiektywu można dokręcać filtry o średnicy 49.
Jeśli chodzi o zakres przysłon jakie możemy zastosować to przedstawiają się w zakresie od 1.7 do 16, a pierścień przysłon działa skokowo. Ten bardzo jasny obiektyw posiada również przełącznik AUTO – MANUAL, który pozwala na przymknięcie przysłony do wartości roboczej, a więc obserwacji kadru jaki wykonamy, jeszcze przed zrobieniem zdjęcia.
Ostrość możemy ustawić już od 50 cm, kończąc na 10 metrach, plus nieskończoność. Na pierścieniu ostrości mamy również parametry opisane w stopach.

Podsumowując moje dzisiejsze zapiski, które starałem się przedstawić najprostszym językiem uważam PORSTA Compact Reflexa S, za bardzo dobry aparat fotograficzny wyposażony dodatkowo w mega jasny obiektyw. Japoński producent w niewielkim stopniu zastosował w tym modelu systemy elektroniczne, i chwała mu za to – jednak jeden czas mechaniczny, to stanowczo za mało jak na aparat tak znanej marki, jaką była w tamtym czasie Cosina. Prawda jest taka, że idąc na zdjęcia z PORSTEM Compact Reflexem trzeba pamiętać o zapasowych bateriach, inaczej możemy się tylko rozczarować, mając do dyspozycji czas 1/50.
Bardzo bym chciał, aby ten 36 letni sprzęt był wykorzystywany w obecnych czasach i bardzo prawdopodobne, że tak może się stać, ponieważ w chwili obecnej mamy powrót do fotografii analogowej wśród młodych ludzi. PORST oferuje spory zakres czasów, dobry obiektyw, a przede wszystkim bez dwóch zdań jest lepszy od radzieckich Zenitów, które obecnie wracają do łask dzięki młodzieży – tylko czy „pstrykanie” analogiem nie jest dzisiaj tylko zwykłym lansem? Tym pytaniem kończę swoją wypowiedź i zapraszam do obejrzenia zdjęć aparatu i kilku zdjęć mojego autorstwa, wykonanych tym egzemplarzem.

Lata dziewięćdziesiąte – czas aparatów „włącz i strzel”, czyli era kompaktów dziecinnie prostych w obsłudze – MINOLTA FREEDOM ESCORT 34mm, f/3.5.

W latach dziewięćdziesiątych XX wieku producenci aparatów analogowych walczyli o klientów jak lwy. Prześcigali się oni w wymyślaniu nowinek technicznych i produkcji jak najmniejszych aparatów, a przy tym dobrych optycznie. Firma MINOLTA, której początki sięgają 1928 roku, była wiodącym producentem małoobrazkowych kompaktów analogowych w latach 80′ i 90′.

W 1991 roku na rynku pojawia się mały i poręczny kompakt na film 35mm z autofocusem pod nazwą MINOLTA FREEDOM ESCORT z obiektywem 34mm, f/3.5. Aparat ten był sprzedawany również pod inną nazwą: MINOLTA RIVA MINI, ale był też bardzo podobny do klasyka gatunku kompaktów, a mianowicie do aparatu LEICA MINI II. Podobno w kompakcie LEICA MINI II soczewka jest produkcji MINOLTY, a elektronika była produkowana przez firmę Matsushita, czyli dzisiejszy PANASONIC.

MINOLTA FREEDOM ESCORT posiada naprawdę świetny obiektyw w słynnym układzie TESSAR, czyli składający się z czterech soczewek, umieszczonych w trzech grupach. Soczewki w jakie został wyposażony ten model MINOLTY sprawiają, że zdjęcia wychodzą bardzo ostre i kontrastowe.
Autofocus, czyli automatyczne ustawianie ostrości (zakres ostrości od: 0,60m do nieskończoności), działa w aparacie bez zarzutu, a to sprawia, że tak naprawdę dziecko może obsługiwać samodzielnie ten kompakt.
Producent aparatu zadbał również o samowyzwalacz (10 sekund opóźnienia), a trzeba pamiętać, że nie każdy kompaktowy aparat tamtych czasów posiadał opcję opóźnionego wyzwolenia migawki.
FREEDOM ESCORT ma wbudowaną lampę błyskową (czas ładowania wynosi 3.5 sekundy), która posiada cztery tryby pracy (w tym redukcję czerwonych oczu) plus możliwość jej wyłączenia.
Według ulotki w języku angielskim dołączonej do aparatu, MINOLTA FREEDOM ESCORT odczytuje z filmów kody DX w czułościach od 50 – 3200 ISO, co jest również niesamowitym plusem tego „maluszka”.

Aparacik jest naprawdę małych rozmiarów, które wynoszą odpowiednio: 118x63x36,5mm, a waga bez baterii wynosi 165g. No właśnie, MINOLTA FREEDOM ESCORT do działania potrzebuje 3V baterii litowej (CR 123A albo DL123A). Wydajność baterii wynosi około 25 rolek filmu po 24 klatki każdy, i jeśli 50% zdjęć wykonywać będziemy z lampą błyskową – to wszystko jest potwierdzone przez test przeprowadzony przez Minoltę.

Dzisiaj opisywany kompakt ma w sobie spory potencjał, a to za sprawą bardzo dobrego obiektywu w układzie Tessara. Producenci z fabryk Minolty wykonali kawał dobrej roboty i stworzyli moim zdaniem jeden z najlepszych kompaktów analogowych wszech czasów. Mimo, iż aparat jest wykonany z plastiku, to trzymając go w ręku czuje się precyzję wykonania i solidność. Istotnym faktem jest również to, że MINOLTA FREEDOM ESCORT została w całości wyprodukowana w kraju producenta – w Japonii – więc nie ma tutaj mowy o jakiejś tandecie, bo co Japońskie jest trwałe i funkcjonalne.

Street foto po Japońsku! KONICA EE-MATIC DELUXE – dalmierz dla fotografujących na ulicach!

Czy zastanawialiście się kiedyś jaki kraj według Was odegrał, a może nadal odgrywa ważną rolę w fotografii? Dla mnie odpowiedź jest banalnie prosta – Japonia. To właśnie Japończycy zasypywali fotoamatorów i profesjonalistów nowinkami technicznymi, które tworzyli w swoich aparatach bądź obiektywach. Firma KONICA – bo dzisiaj opiszę aparat jej produkcji – zaczęła udzielać się na rynku fotograficznym już w roku 1873 (jest to również rok założenia firmy), kiedy to zaczęła sprzedawać materiały fotograficzne i litograficzne. Bardzo ważnym osiągnięciem firmy jest produkcja pierwszego japońskiego filmu kolorowego w 1940 roku, sprzedawanego pod nazwą „Sakura Natural Color Film”.

W roku 1963 firma KONICA wypuszcza na rynek małoobrazkowy aparat dalmierzowy pod nazwą KONICA EE-MATIC DELUXE. Produkt ten doskonale nadawał się do fotografowania na ulicach miast, czyli do „street foto”. Ogromną zaletą tego modelu była niezwykle cicha migawka SEIKO-LA, a jest to szczególnie ważne dla fotografii ulicznej – być niezauważonym i niesłyszalnym. Czasy otwarcia migawki w EE-MATIC DELUXE to: „bulb” + 1/30, 1/60, 1/125 i 1/250. Synchronizację z lampą błyskową otrzymamy używając czas 1/30. Czasy w aparacie są dobierane automatycznie, a w wizjerze widzimy jaki czas wybrał aparat do bieżących warunków oświetleniowych. Niestety aparat jest zasilany dzięki selenowi, który jest zamontowany wokół obiektywu, a jak wiadomo selen w miarę upływu czasu traci swe właściwości. Na szczęście producent wyposażył aparat w jeden czas otwarcia migawki całkowicie mechaniczny (1/30s.), więc nawet w przypadku zużycia selenu możemy wykonywać zdjęcia naszą KONICĄ.
Obiektyw
HEXANON 1:2.8/40 mm składa się z czterech elementów w trzech grupach. Przysłonę możemy ustawiać ręcznie w przedziale od 2.8 do 22. Japończycy zamontowali w obiektywie samowyzwalacz, który podobnie jak migawka pracuje bardzo cicho.
Ostrość ustawiamy oczywiście dzięki dalmierzowi w zakresie od
0.9 – 10 m. Prostokątna plamka dalmierza jest dobrze widoczna w wizjerze, co znacznie ułatwia ostrzenie obrazu.
Zakres ASA, czyli dzisiejsze ISO wynosi od 12 – 400
, co moim zdaniem jest dużym minusem – zakres mógłby być większy, co najmniej 800 ISO byłoby już akceptowalne.

KONICA EE-MATIC DELUXE to aparat wykonany bardzo solidnie, obudowa jest metalowa, pokryta w sporej części czarnym tworzywem sztucznym. I dzięki temu ta japońska konstrukcja swoje waży – około 600 gramów, to spora waga jak na aparat dalmierzowy, który ma nam służyć do fotografowania na ulicy. Prócz wagi, ogromnym minusem aparatu jest jego selenowe zasilanie – nie wyobrażam sobie biegać z aparatem po mieście tylko z jednym czasem mechanicznym 1/30. To co złe już za Nami, teraz czas na plusy. Niewątpliwym plusem jest łatwość ostrzenia – wizjer jest dość jasny i duży, a plamka dalmierza zawsze dobrze widoczna. Kolejnym plusem jest cicha praca aparatu, co nie jest regułą w dalmierzach. Ostatnim plusem jest jasny obiektyw, wiadomo – są jaśniejsze – ale popatrzmy na ceny aparatów cyfrowych z obiektywami o jasności 2.8… Osobiście mam spory sentyment do tego aparatu, bo przywędrował do mnie aż ze Skandynawii, a dostałem go od brata. Jest dla mnie cenny również dlatego, że jestem miłośnikiem dalmierzówek, za łatwość ostrzenia. KONICA EE-MATIC DELUXE, jest już w tej chwili chyba tylko egzemplarzem kolekcjonerskim.