Pałucka Grupa Fotograficzna – tworzymy fotograficzny kolektyw w Żninie!

Pałucka Grupa Fotograficzna

Pałucka Grupa Fotograficzna

Więcej info na stronie: 
http://www.palukitv.pl/teksty/karty-kultury/25051-pgf-w-bibliotece.html

Porst Compact Reflex S – aparat produkowany w Japonii przez Cosinę dla niemieckiego dystrubutora. Zdjęcia poglądowe.

Czy produkcja aparatu fotograficznego może okazać się bardziej opłacalna w obcym państwie? Oczywiście, że tak – przykładem może być produkcja w Niemczech dla ILFORDA, opisana w poprzednim poście. Niemcy jednak również mają swoją markę, która zlecała produkcję aparatów w innym państwie – w Japonii. Mam na myśli niemieckiego dystrybutora, który działał na rynku fotograficznym już od 1919 roku, pod nazwą PORST. Firma powstała w Norymberdze, na terenie Niemiec, założycielem tejże marki był Hans Porst. Pod marką PORST kryją się aparaty takich producentów jak: Cosina, Balda, Franka, Fuji, Mamiya, Yashica, Taron, i wiele innych. W roku 1996 PORST stał się największą siecią sklepów fotograficznych w Niemczech. Od 2002 roku prawa do nazwy PORST ma niemiecka firma Ringfoto.

Około roku 1977 na rynek została wprowadzona lustrzanka jednoobiektywowa pod nazwą PORST Compact Reflex S. Aparat ten był produkowany przez japońską COSINĘ, firmę, która produkowała aparaty m.in. dla Nikona. W chwili obecnej COSINA skoncentrowała się głównie na produkcji obiektywów (Voigtländer i Zeiss) oraz aparatów dalmierzowych, Voigtländer Bessa oraz Zeiss Ikon.

Wracając do aparatu PORST Compact Reflex S, jest to lustrzanka małoobrazkowa, która jest wierną kopią COSINY CSM, lecz wizualnie aparaty różnią się lekko od siebie. Aparat został wyposażony w migawkę płócienną o przebiegu poziomym, a sterowana jest przez elektromagnes. Migawka posiada zasób czasów od 4 sekund do 1/1000 sekundy plus czas „B”. Czas synchronizacji z lampą błyskową wynosi 1/60 sekundy. Elektronika wprowadzona do aparatu ma swoje wady – gdy baterie (typ SR/LR44) rozładują się, mamy do dyspozycji tylko jeden czas mechaniczny, który otwiera migawkę tylko na czasie 1/50 sekundy.
Matówka posiada poziomy klin i mikroraster, co bardzo ułatwia ustawianie ostrości. Pokrycie matówki z obrazem oscyluje w granicach 93%, co jest bardzo dobrym wynikiem. W wizjerze, który jest duży i jasny mamy widoczne diody, które wskazują nam czy zdjęcie jest dobrze naświetlone. Patrząc przez wizjer widzimy do góry dwie strzałki, jedna z lewej, druga z prawej strony, a po środku kropeczkę, gdy zdjęcie jest prawidłowo naświetlone to kropeczka musi mieć kolor zielony. Pomiar światła w Compact Reflex S jest mierzony w systemie TTL, czyli przez obiektyw, dzieje się to przy użyciu czujników CdS.
Elektronika znalazła również swoje zastosowanie w działaniu samowyzwalacza, z 10 sekundowym opóźnieniem. Obok samowyzwalacza jest czerwona dioda, która sygnalizuje jego pracę.
Mimo wprowadzenia elektroniki, aparat ma sporo funkcji czysto mechanicznych, wymagających ręcznej obsługi. Naciąg migawki odbywa się za pomocą tradycyjnej dźwigienki znajdującej się po prawej stronie aparatu, u góry. Ustawianie czasów otwarcia migawki i zmiana czułości filmu (od 25-3200 ISO) również odbywa się ręcznie, za pomocą pokrętła, obok spustu migawki. Spust migawki ma funkcję blokady ekspozycji, a odbywa się to za pomocą przełącznika A-L, zamontowanego wokół spustu.
Skończony film trzeba zwinąć z powrotem do kasetki, PORST Compact Reflex S nie posiada jednak automatycznego zwijania kliszy – tą czynność wykonuje się to kręcąc tradycyjną korbką znajdującą się z lewej strony, u góry aparatu.
Kończąc opis samego korpusu muszę stwierdzić, że PORST Compact Reflex S, produkowany przez Cosinę to bardzo dobra lustrzanka. Główne zalety aparatu to: waga (540 gram, bez obiektywu), wymiary (136 x 83 x 51 mm, bez obiektywu) i przede wszystkim gwint M42, dzięki któremu do tego PORSTA możemy wykorzystywać świetne optycznie, a przy tym bardzo tanie obecnie obiektywy.

Standardowo mocowany obiektyw do Compact Reflexa S, to PORST COLOR REFLEX MC AUTO 1:1.7/50mm, a więc bardzo jasna stałka, pozwalająca na wykonywanie zdjęć w pomieszczeniach bez użycia lampy błyskowej. Obiektyw ten posiada aż sześć soczewek, a przednia jest pokryta wieloma warstwami powłok antyrefleksyjnych. Do obiektywu można dokręcać filtry o średnicy 49.
Jeśli chodzi o zakres przysłon jakie możemy zastosować to przedstawiają się w zakresie od 1.7 do 16, a pierścień przysłon działa skokowo. Ten bardzo jasny obiektyw posiada również przełącznik AUTO – MANUAL, który pozwala na przymknięcie przysłony do wartości roboczej, a więc obserwacji kadru jaki wykonamy, jeszcze przed zrobieniem zdjęcia.
Ostrość możemy ustawić już od 50 cm, kończąc na 10 metrach, plus nieskończoność. Na pierścieniu ostrości mamy również parametry opisane w stopach.

Podsumowując moje dzisiejsze zapiski, które starałem się przedstawić najprostszym językiem uważam PORSTA Compact Reflexa S, za bardzo dobry aparat fotograficzny wyposażony dodatkowo w mega jasny obiektyw. Japoński producent w niewielkim stopniu zastosował w tym modelu systemy elektroniczne, i chwała mu za to – jednak jeden czas mechaniczny, to stanowczo za mało jak na aparat tak znanej marki, jaką była w tamtym czasie Cosina. Prawda jest taka, że idąc na zdjęcia z PORSTEM Compact Reflexem trzeba pamiętać o zapasowych bateriach, inaczej możemy się tylko rozczarować, mając do dyspozycji czas 1/50.
Bardzo bym chciał, aby ten 36 letni sprzęt był wykorzystywany w obecnych czasach i bardzo prawdopodobne, że tak może się stać, ponieważ w chwili obecnej mamy powrót do fotografii analogowej wśród młodych ludzi. PORST oferuje spory zakres czasów, dobry obiektyw, a przede wszystkim bez dwóch zdań jest lepszy od radzieckich Zenitów, które obecnie wracają do łask dzięki młodzieży – tylko czy „pstrykanie” analogiem nie jest dzisiaj tylko zwykłym lansem? Tym pytaniem kończę swoją wypowiedź i zapraszam do obejrzenia zdjęć aparatu i kilku zdjęć mojego autorstwa, wykonanych tym egzemplarzem.

Polska myśl fotooptyczna w latach sześćdziesiątych – powstaje Start-B, lustrzanka dwuobiektywowa z obiektywem zdjęciowym Euktar 3,5/75. Zdjęcia poglądowe.

Gdy II wojna światowa się zakończyła, w Polsce nastały biedne czasy, brakowało wszystkiego. Mimo tego Polacy nie próżnowali, przemysł w każdej dziedzinie rozwijał się małymi krokami. Firmy fotooptyczne także próbowały się odrodzić. Sześć lat po wojnie (w 1951 roku) Polacy rozpoczęli produkcję aparatów fotograficznych pod nazwą „Start”. Była to ciekawa lustrzanka dwuobiektywowa produkowana przez Warszawskie Zakłady Kinotechniczne (lata 1951-1952), następnie produkcja została przeniesiona do Warszawskich Zakładów Fotooptycznych (lata 1954-1960), natomiast pod koniec lat sześćdziesiątych „Starty” były produkowane w Polskich Zakładach Optycznych. Było pięć wersji „Startów” – Start, Start II, Start-B, Start 66 oraz Start 66S. Dzisiaj postaram się przybliżyć wersję aparatu Start-B, który był produkowany w latach 1960-1967.

Start-B to ulepszona wersja pierwszego Starta i „brat bliźniak” Starta II. Podobieństwo do Starta II polegało na wykorzystaniu takich samych części w produkcji obu modeli. Poza tym Start-B i Start II były produkowane równocześnie, lecz Start-B produkowany był o dwa lata dłużej. Start II był adresowany dla profesjonalistów, natomiast Start-B dla amatorów fotografii, mimo wszystko to właśnie model B zdobył większą popularność wśród konsumentów.

Nasz Start-B to aparat średnioformatowy na film 120 – klasyczny format negatywu 6×6. Oba obiektywy zamontowane w aparacie były trypletami, czyli posiadały trzy soczewki. Obiektyw celownikowy to Euktar 3,5/75, tak samo wyglądał obiektyw zdjęciowy – również Euktar 3,5/75, lecz ciekawostką jest, że właśnie od modelu Start-B jasność obiektywu zdjęciowego wynosiła 3,5 – obiektyw zdjęciowy pierwszego Starta był ciemniejszy i minimalna wartość przysłony wynosiła 4. Przysłona we wszystkich Startach od modelu Start-B wynosiła od 3,5 do 22.
W Starcie-B migawka była centralna i można było nastawiać czasy: 1/10, 1/25, 1/50, 1/100, 1/250 i „bulb”. Model Starta-B był również wyposażony w gniazdo synchronizacji lampy błyskowej, co nie było domeną wszystkich Startów. Przesuw filmu w Starcie-B odbywał się za pomocą gałki, znajdującej się z prawej strony aparatu. Kręcąc gałką trzeba było kontrolować czerwone okienko z tyłu aparatu, na którym widniała odpowiednia cyfra, która wskazywała którą klatkę wykonujemy w danej chwili. Okienko te zastępowało licznik klatek. Start-B nie posiadał blokady podwójnej ekspozycji, więc na jednej klatce można było uzyskać zdjęcie wielokrotnie naświetlone.
W każdym Starcie w kominku znajdowała się lupa do precyzyjnego ustawiania ostrości na matówce. Ostrość w Starcie ustawiamy za pomocą gałki znajdującej się po lewej stronie aparatu w odległościach od 1-10m plus nieskończoność. Gdy ustawiamy ostrość każdym modelem Starta to cały front aparatu z dwoma obiektywami „wychodzi” z aparatu do przodu – co mnie zaskoczyło mając pierwszy raz w dłoniach ten Polski aparat.

Szczerze powiedziawszy mam spory sentyment do Polskich aparatów fotograficznych, ponieważ w latach powojennych były narzędziem pracy wielu fotografów prasowych, a więc pełniły ogromną funkcję w życiu publicznym. Nie każdy fotoamator mógł sobie pozwolić na którykolwiek model Starta, tylko nieliczni, posiadający spory majątek byli predysponowani do posiadania tego pięknego Polskiego aparatu. Start-B nie był cudem techniki, lecz miał wszystko to czego potrzebował fotograf w tamtych czasach do wykonywania ciekawych ujęć. Wachlarz czasów otwarcia migawki i przysłon był dość szeroki. Minusem aparatu jest na pewno ciemna matówka, lecz moim zdaniem to jedyny minus tej dwuobiektywowej lustrzanki. Nawet w XXI wieku jest wielu zapaleńców Startów, którzy nadal fotografują tymi aparatami i cieszą się fotografią analogową, a zdjęcia niektórych osób mogą naprawdę zadziwić młodych adeptów fotografii i natchnąć do spróbowania swoich sił w fotografii średnioformatowej.

Po raz kolejny dorzucam do wpisu zdjęcia wykonane opisywanym aparatem, zdjęcia poglądowe Startem-B wykonał Dominik Kamiński z Łodzi, któremu serdecznie dziękuję za zgodę na publikację jego zdjęć.

„Aparat powszechny” w niemal każdym Polskim domu w latach komunizmu – ZENIT 12XP.

W dniu dzisiejszym postaram się przedstawić klasyk lat 80 i 90, czyli Zenita 12XP, tak więc pozostajemy w tematyce aparatów Radzieckich. Zenit to lustrzanka jednoobiektywowa, która swoje waży i swoje znaczy w dziejach fotografii. Przypuszczam, że około 90% fotoamatorów (to tylko moje przypuszczenia) fotografujących w czasach komunistycznych zaczynało właśnie od tego sprzętu i to właśnie z tym aparatem stawiali swoje pierwsze kroki fotograficzne. Każdy kto miał do czynienia z Zenitem dobrze wie, że nie jest to cud techniki, lecz taka prawda, że i takim sprzętem można robić zdjęcia , które będą zachwycać najwyższe gusta.

Od sfery technicznej tak w telegraficznym skrócie Zenit jest wyposażony w czasy otwarcia migawki 1/30s – 1/500s oraz B, czyli potocznie mówiąc czas „bulb”. Migawka jest w pełni mechaniczna, więc bez baterii jesteśmy w stanie wykonywać zdjęcia, co jest naprawdę dużym plusem. Bateria jest potrzebna do działania światłomierza, który mierzy światło wpadające przez obiektyw, jest to tzw. „system” TTL. Zostając przy temacie obiektywu to HELIOSy, które są montowane w zestawie z aparatem, stoją na bardzo dobrym poziomie optycznym. Głównym atutem HELIOSów jest dość dobra jasność, wynosi ona 1:2, co przy ogniskowej 58mm daje nam obiektyw nadający się do portretowania. Charakterystyczny bokeh jaki daje nam HELIOS jest raczej nie do pomylenia z żadnym innym bokehem.

Gwint obiektywowy (M42) jaki posiada ZENIT daje nam ogromny wybór przeróżnych obiektywów jakie możemy dokupić. Z ZENITem z powodzeniem możemy używać obiektywów takich marek jak np. PENTACON, CARL ZEISS JENA, TAKUMAR. Tak szeroki wachlarz obiektywów o różnej jasności i ogniskowej sprawia, że z niezbyt wyszukanego aparatu jakim niewątpliwie jest ZENIT możemy stać się właścicielami całkiem porządnego sprzętu do portretu, makrofotografii lub pejzażu.

Podsumowując, chciałbym zauważyć, że nawet tak topornym sprzętem można bez problemu robić piękne zdjęcia, bo prawda jest taka, że to nie sprzęt robi zdjęcia i wybiera kadry – to jest zadanie fotografującego. Wiele dowodów na potwierdzenie mojej opinii można poszukać w różnych galeriach internetowych.

Ja posiadam dwie wersje eksportowe ZENITa 12XP (z 1996 roku – wersja z lewej i z 1984 roku – wersja z prawej), mimo, że technicznie aparaty nie różnią się kompletnie niczym to wizualnie można dostrzec pewne różnice, zresztą wszystko pokażą zdjęcia mojego autorstwa obu moich egzemplarzy.