Krótkie podsumowanie i fotorelacja z 42. Jesieni na Pałukach. Lista aparatów wystawionych na jarmarku.

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

W ostatnią niedzielę 17 września 2017 roku w Żninie odbyła się 42. edycja jarmarku Jesień na Pałukach, który jest największą tego typu imprezą w tym regionie Polski. Jest impreza promująca ludowe tradycje, stroje, dzieła sztuki (rzeźby, obrazy i inne rękodzieło), a także regionalne i naturalne produkty spożywcze takie jak prawdziwe wędliny, miód, pieczywo. Od 2014 roku „przykleiłem się” nieco do tej imprezy i wystawiam tam część mojej kolekcji starych aparatów fotograficznych oraz innych przedmiotów związanych z dawną fotografią. Nie inaczej było w tym roku – pokazałem 24 sztuki aparatów, a także światłomierze, stary polski zegar ciemniowy, przycinarkę do zdjęć oraz stare radzieckie lampy błyskowe wraz z akumulatorami. Jako ciekawostkę pokazałem stare wężyki spustowe „Practikus” niemieckiej produkcji, w pięknym starym opakowaniu kartonowym. 

Tak jak co roku podczas jarmarku spotkałem wielu ciekawych ludzi nie tylko z mojego miasta ale też na przykład z Mazowsza, a dokładnie osoby z Radomia. Moje stoisko odwiedziły też osoby z Pakości, Bydgoszczy, Chełmna, choć pewnie też z innych miejsc, bo nie każdy o sobie opowiadał. Bardzo ciekawą rozmowę przeprowadziłem z Panem z Bydgoszczy, który ubolewał nad obecnie fotografującymi fotografami ślubnymi ale również nad odbiorcami takich zdjęć. W dzisiejszych czasach wielu fotografów nie zwraca uwagi na poprawne naświetlenie zdjęć, a także na ustawienie balansu bieli. Potem koronkowa suknia panny młodej nie ma żadnych szczegółów – jest to jedna wielka biała plama na zdjęciu. Bydgoszczanin nie był jednak zgorzkniałym starym panem, który tylko narzeka jak to teraz jest źle na rynku fotograficznym – bo bardzo chwalił młodzież, która fotografuje w Bydgoszczy, mówił, że będą z nich ludzie. Także aparaty w dłoń i do boju… :)

Poniżej przedstawiam Wam listę aparatów jakie pokazałem na tegorocznej
42. Jesieni na Pałukach oraz sporą dawkę zdjęć z jarmarku.

1. No. 2 Bulls Eye Kodak, Model D

Lata produkcji: 1892 – 1913

2. Zeiss Ikon TENAX

Lata produkcji: ? – ?

3. Kodak Jiffy SIX – 16

Lata produkcji: 1933 – 1937

4. Moskwa-5

Lata produkcji: 1956 – 1960

5. No. 1A Folding Pocket Kodak, Model D

Lata produkcji: 1909 – 1915

6. Franka Klappkamera

Lata produkcji: 1927 – ?

7. Enolde

Lata produkcji: 1930 – 1931

8. Soho Myna ALL DISTANCE

Lata produkcji: 1937 – ?

9. Zeca – Sport

Lata produkcji: 1937

10. Lumiere Dialux

Lata produkcji: 1931 – 1935

11. ULTRA – FEX (wersja 06)

Lata produkcji: 1949

12. Agfa Ambi Silette

Lata produkcji: 1957-1961

13. Pentacon Penti I

Lata produkcji: 1959

14. Agfa Jsorette

Lata produkcji: 1936 – 1942

15. Kodak Brownie Starmite

Lata produkcji: 1960 – 1963

16. Bilora Stop – Box

Lata produkcji: 1936

17. Agfa Box 64 Spezial

Lata produkcji: 1930 – 1935

18. Zeiss Ikon Baby Box Tengor 54/18

Lata produkcji: 1930 – 1931

19. Kodak Box 620

Lata produkcji: 1936 – 1939

20. Zeiss Ikon Box – Tengor 55/2

Lata produkcji: 1938 – 1950

21. Kodak Retinette 1B (typ 037)

Lata produkcji: 1959 – 1963

22. Voigtländer Brillant

Lata produkcji: 1932 – 1951

23. Voigtländer VAG

Lata produkcji: 1926 – 1935

24. Belca Beltica

Lata produkcji: 1951

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach – Jarmark Sztuki Ludowej – 17 września 2017 roku. Fotokolekcja zaprasza po raz czwarty!

Jesień na Pałukach 2017

Jesień na Pałukach 2017

Moje podsumowanie 41. Jesieni na Pałukach. Opis i zdjęcia.

Dzisiaj mijają dwa tygodnie od zakończenia tegorocznej 41. Jesieni na Pałukach, która rok w rok odbywa się w Żninie w obrębie baszty i uliczek prowadzących na rynek. Fotokolekcja miała zaszczyt po raz trzeci z rzędu pojawić się ze swoim stoiskiem i wystawić małą część swojej kolekcji. Najważniejsze, że pogoda dopisała, było ciepło i słonecznie. Na dwóch poprzednich edycjach Jesieni na Pałukach aura była fatalna, było zimno, wietrznie i niestety deszczowo. Podczas tegorocznego jarmarku wystawiłem 25 aparatów fotograficznych, a wśród nich ogromny studyjny aparat GLOBICA (format 18 x 24 cm) wyprodukowany dokładnie w maju 1972 roku. Aparat ten nabyłem zimą 2015 roku w opłakanym stanie, praktycznie żadnego pokrętła nie szło ruszyć. GLOBICA przeszła gruntowną (amatorską) renowację, którą wykonałem wspólnie z moim tatą. Więcej na temat tego aparatu i jego renowacji przedstawię już niedługo w oddzielnym wpisie.

Tak jak co roku podczas tej pięknej imprezy ludowej spotałem wiele ciekawych osób. Z tych wielu wybrałem dwie, które zapadły mi w pamięci najbardziej. Jedną z tych osób był starszy, bardzo miły Pan (w wieku około 75 – 80 lat). Był zafascynowany każdym z aparatów, co nie zawsze się zdarza. Jednak jego uwaga skupiona była głównie na obiektywie od wielkoformatowej GLOBICI, czyli na popularnym ale i bardzo cenionym TESSARZE 4,5/250 mm. W trakcie rozmowy ten starszy Pan opowiadał jak wykonywał zdjęcia w młodości i jak sam je wywoływał – chyba te aparaty i ta wystawa przypomniały mu dawne i piękne czasy. Drugą osobą, która zapadła mi w pamięci, i która pewnie na zawsze w mej pamięci będzie to niewidoma dziewczynka, która była na Jesieni na Pałukach wspólnie z mamą (notabene są to moje sąsiadki). Nie mam kompletnie doświadczenia z osobami niewidomymi bądź słabowidzącymi ale wydaję mi się, że dość dobrze tłumaczyłem Weronice co w danej chwili dotyka i do czego to służy. Powiem szczerze, że sprawiało mi to przyjemność, że być może dzięki mnie Weronika dowie się czegoś nowego i dotknie czegoś czego nigdy nie miała okazji dotykać, bo jak wiadomo w muzeach jest zakaz dotykania eksponatów (na szczęście już powoli się to zmienia). Co ciekawe sąsiadki nie miały pojęcia, że jestem kolekcjonerem starych aparatów fotograficznych, więc wystawa spełnia swoją rolę – chęć „rozreklamowania” mojej „kolekcjonerskiej działalności”.

Pod koniec jarmarku, czyli około godziny 16:00 w końcu wyrwałem się ze swojego stoiska i poszedłem obejrzeć co do zaoferowania mają rękodzielnicy ludowi. Jak się okazało było co oglądać i podziwiać. Rzeźby, obrazy, haftowane obrusy, własne wyroby mięsne i wiele, wiele innych pięknych i smacznych rzeczy można było oglądać i oglądać bez końca. Ludzie, którzy zajmują się takim rękodziełem to po prostu wielcy artyści, a niestety takich osób jest coraz mniej, więc tym bardziej warto odwiedzać co roku Jesień na Pałukach. Zapraszam za rok!

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Aparat VEGA II, czyli Czechosłowackie maleństwo z „maleńkim oczkiem” produkowane w Spółdzielni Druopta Praha.

W czasach gdy Czechy i Słowacja tworzyły jedno państwo – Czechosłowację, w Pradze a więc w stolicy tego kraju istniała fabryka, która zajmowała się produkcją aparatów fotograficznych. Była to firma DRUOPTA – która tak właściwie była spółdzielnią pracy. Założona została w 1950 roku, choć co ciekawe według mojej wiedzy jednym z pierwszych aparatów, który został wyprodukowany w tej fabryce pochodzi z 1949 roku (więc być może firmę założono wcześniej?), a jest to aparat VEGA, który występował właściwie aż w czterech różnych wersjach: VEGA, VEGA II, VEGA III oraz VEGA IV. Napisałem, że jednym z pierwszych był aparat VEGA, bo prawdopodobnie pierwszy był REX I (informacje znalezione w sieci) – prototyp VEGI. DRUOPTA  produkowała jeszcze kilka innych aparatów, głównie wykonanych z bakelitu, ale nie tylko. Do „rodzinki” należały także aparaty: Druoflex, Corina, Corta, Druex, Efekta, Fit II, Fokaflex (produkowany już od 1945 roku przez firmę Heskẏ, lecz DRUOPTA zaczęła jego produkcję w 1950 roku), Inka, Pionyr (Pioneer), RIX oraz Stereokamera. Postaram się nieco przybliżyć „sylwetkę” aparatu VEGA II, a więc jednemu z najstarszych produkowanych przez firmę DRUOPTA.

Małoobrazkowy aparat fotograficzny VEGA II był produkowany w latach 1949 – 1951 (w tym samym czasie był dostępny na rynku aparat VEGA (bez napisu na aparacie), natomiast VEGA III można było kupić w okresie 1957 – 1958 – w trzeciej wersji zostały zamontowane sanki na lampę błyskową). Aparat VEGA IV był najprawdopodobniej produkowany w tych samych latach co wersja trzecia. Wszystkie wersje były do siebie niemal bliźniaczo podobne wizualnie – różnice pojawiały się jeśli chodzi o aspekty techniczne. VEGA w wersji drugiej wyposażony był w centralną migawkę ETAXA (lub CHRONTAX), obie migawki posiadały następujące czasy otwarcia migawki: 1/10, 1/25, 1/50, 1/100, 1/200 + czas „B” oraz „T” z obiektywami DRUOPTAR 4,5/50mm. Zakres przysłon wynosi od 4,5 do 16. Minimalna odległość ostrzenia zaczyna się od 75 cm. Jednak zdarzały się też VEGI II ze świetną i o wiele bogatszą w czasy naświetlania migawką COMPUR RAPID (1/1-1/500 + B) oraz w jaśniejszy obiektyw ETAR 3,5/50mm. Obiektywy w każdym z modeli aparatu VEGA zostały osadzone na metalowym tubusie, który należy wysunąć aby prawidłowo wykonać fotografię. Czechosłowaccy konstruktorzy nie wyposażyli VEGI II w blokadę chroniącą naświetloną klatkę przed wielokrotną ekspozycją, więc trzeba pamiętać aby po każdym wykonanym zdjęciu przesunąć film. Kolejną wpadkę „spece” z firmy DRUOPTA zaliczyli przy wizjerze lunetkowym w jaki zaopatrzony jest VEGA II. „Maleńkim oczkiem” z tytułu wpisu jest właśnie wyżej wymieniony wizjer przez który praktycznie nie można kadrować – jego średnica to niecałe 3mm! Podobny wizjer spotkałem tylko w niemieckim aparacie Balda Jubilette.

Opis techniczny tego „maluszka” mamy za sobą, teraz czas na opis wizualny. Twór Czechosłowackich projektantów nie należy do aparatów nad wyraz pięknych. Jest to prosty aparat bez niepotrzebnych udziwnień. Został wykonany z metalu – jest naprawdę solidny i ciężki jak na jego małe rozmiary. Front tak jak i tył aparatu został oklejony czarną okleiną skóropodobną, która po dziś dzień (mimo, że aparat ma już około 66 lat) prezentuje się bardzo dobrze.

Co do całej serii aparatów VEGA bardzo ciekawe jest zastosowanie aż sześciu różnych typów migawek – były to migawki: DRUO, ETAXA, VEBUR, COMPUR RAPID CHRONTAX i METAX. Na szczególną uwagę zasługuje montaż migawek VEBUR oraz COMPUR RAPID, które były stosowane w aparatach niemieckich.
Poniżej sporządziłem tabelę z typami obiektywów i migawek montowanych do poszczególnych modeli VEGI oraz do prototypu VEGI – aparatu REX I.

Model aparatu Rodzaj obiektywu Typ migawki
REX I (prototyp VEGI) Druoptar 4,5/50mm Druo 1/25-1/100 + B i T
VEGA Druoptar 4,5/50mm Druo 1/25-1/100 + B i T
VEGA II Druoptar 4,5/50mm Chrontax 1/10-1/200 + B i T
VEGA II ETAR 3,5/50mm Compur Rapid 1/1-1/500 + B
VEGA II Druoptar 4,5/50mm ETAXA 1/10-1/200 + B i T
VEGA III Druoptar 3,5/50mm Chrontax 1/10-1/200 + B i T
VEGA III ETAR 3,5/50mm ETAXA 1/10-1/250 + B i T
VEGA IV ETAR 3,5/50mm VEBUR 1/1-1/250 + B
VEGA IV ETAR 3,5/50mm METAX 1/1-1/400 + B
VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

DRUOPTA PRAHA - logo firmy

DRUOPTA PRAHA – logo firmy

DRUOPTA PRAHA - logo firmy

DRUOPTA PRAHA – logo firmy

Pałucka Grupa Fotograficzna – tworzymy fotograficzny kolektyw w Żninie!

Pałucka Grupa Fotograficzna

Pałucka Grupa Fotograficzna

Więcej info na stronie: 
http://www.palukitv.pl/teksty/karty-kultury/25051-pgf-w-bibliotece.html

Kolekcja mocno się rozrasta. Tajemnicza walizka, a w środku… :)

Witam serdecznie po dość długiej przerwie – lato sprawia, że mniej siedzę przy komputerze, a więcej przebywam na łonie natury. Nie oznacza to jednak, że moja kolekcja stoi w miejscu. Wzbogaciłem się ostatnio o wiele różnorakiego sprzętu (aparaty, światłomierze, lampy błyskowe itd.) oraz o duże ilości prasy i literatury o tematyce fotograficznej. Głównym darczyńcą jest dawny znany Bydgoski fotoreporter – pan Zdzisław. Poniżej prezentuję 1/2 tego co otrzymałem od tego pana. Będzie o czym pisać i czym się pochwalić, a tymczasem uciekam sprzed komputera ale zapraszam wkrótce bo na pewno co nieco opiszę i przedstawię Wam drodzy czytelnicy. :)

ADOX Golf IIIA – aparat małoobrazkowy ze świetnym obiektywem Schneider-Kreuznach.

Aparaty kompaktowe bardzo często są ignorowane, i zamiast nich wielu ludzi wybiera lustrzanki, aby tworzyć wspaniałe fotografie. Czy taki wybór jest do końca słuszny? Moim zdaniem nie. Uzasadnię swoją wypowiedź dzięki produktowi niemieckiej marki ADOX (na początku Fotowerke Dr C. Schleussner GmbH), która została założona już w 1860 roku we Frankfurcie nad Menem. Firma stworzona przez Dr. Carla Schleussnera była pierwszym na świecie producentem materiałów fotograficznych. Chemia, filmy i papiery fotograficzne sprzedawane pod nazwą ADOX były i nadal są bardzo cenione wśród fotografów zajmujących się fotografią tradycyjną.
Od 1930 roku, aż do lat sześćdziesiątych firma produkowała również aparaty fotograficzne, m.in. małoobrazkowe (ADOX 300, ADOX Polomat i in.), średnioformatowe (ADOX Sport, ADOX 66 i in.), na film 127 (Adrette 3×4) i na specjalny film (Juka 3×4).

ADOX Golf IIIA, był jednym z ostatnich aparatów produkowanych przez firmę ADOX. Ten małoobrazkowy aparat był produkowany w latach 1964-1965. Niepozorny wygląd i rozmiary są bardzo mylące, ponieważ jest to aparat wyposażony w doskonały obiektyw niewymienny, firmy Schneider-Kreuznach. Niemiecki producent zastosował w tym modelu popularną centralną migawkę PRONTOR 500 LK, produkowaną przez rodzimą firmę Gauthier. Czasy otwarcia migawki wynoszą odpowiednio: 1/15, 1/30, 1/60, 1/125, 1/250, 1/500 plus oczywiście czas „B”. Obiektyw Radionar L 2.8/45mm jest złożony z trzech grup soczewek, więc jest to popularny tryplet, który rysuje niesamowicie ostre zdjęcia. Przednia soczewka posiada powłokę, bądź powłoki antyrefleksyjne w odcieniach fioletu. Ostrość ustawiamy „na oko”, a odległości w metrach wynoszą od 1m do 10m plus nieskończoność. Przysłonę można płynnie regulować, w zakresie od 2.8 aż do 22, a otwór przysłony jest zbliżony do pełnego okręgu. Na obiektywie jest również pierścień do ustawienia czułości błony filmowej, który możemy ustawić od 10-800 ASA.
ADOX Golf IIIA posiada również samowyzwalacz, usytuowany niemalże na pierścieniu do zmiany czasów otwarcia migawki – trzeba przyznać, że mechanizm ten pracuje niesamowicie cicho.
Dużym zaskoczeniem może być posiadanie przez takie maleństwo światłomierza, oczywiście wykonanego z królującego w tamtym czasie selenu. Wskazania światłomierza są widoczne w wizjerze aparatu i są bardzo proste do odczytania, po prostu gdy wskazówka pokrywa się ze wskazówką „z kółeczkiem” mamy poprawnie naświetlony kadr. Co do wizjera to też możemy się miło zaskoczyć, jest dość jasny i duży – posiada także ramkę, która ułatwia kadrowanie.
Do aparatu możemy podłączyć lampę błyskową poprzez sanki, znajdujące się tradycyjnie na górze aparatu, i za pomocą wężyka do synchronizacji, ponieważ aparat posiada takie gniazdo – umiejscowione na obiektywie.

Trzeba przyznać, że ADOX Golf IIIA posiada nietypowy wygląd, jak i również ciekawe rozwiązania techniczne. Bardzo ciekawie producent usytuował naciąg migawki – znajduje się on na dole, pod spodem aparatu i naciąga się go nie kciukiem prawej ręki, lecz kciukiem lewej ręki. Również pod spodem aparatu znajdują się:  gniazdo statywowe, licznik klatek i korbka, którą zwijamy naświetlony film.

Aparat ADOX Golf IIIA wywarł na mnie ogromne wrażenie – wygląda niepozornie, a drzemie w nim wielka siła przebicia. Spory zasób czasów otwarcia migawki, światłomierz (w moim modelu nadal sprawny), doskonały optycznie obiektyw, sprawiają, że ten mały kompakt, może konkurować z wieloma lustrzankami produkowanymi w latach sześćdziesiątych. Sprzęt wykonany bardzo solidnie, jak przystało na niemiecki produkt – do produkcji aparatu użyto metalu i naprawdę mocnego plastiku. W tym aparacie brakuje mi tylko dalmierza, i śmiem twierdzić, że gdyby go posiadał, to ADOX Golf IIIA byłby znany szerszej publiczności, choć dla mnie to i tak sprzęt z dużym potencjałem

RICOH 500G – mały aparat dalmierzowy produkowany na Tajwanie w latach 70′. Dobry sprzęt do fotografii ulicznej.

Fotografia dokumentalna to bardzo trudna dziedzina sztuki, czy macie czasem ochotę wziąć aparat, pójść w miasto i robić zdjęcia? Myślę, że każdy kto interesuje się fotografią ma ochotę „liznąć” fotografii ulicznej. Dzisiejsza notka będzie o aparacie, który posiada niemal każdą cechę porządnego dalmierzowca, którego każdy szanujący się fotoamator, interesujący się street fotografią powinien mieć do dyspozycji.
Producentem „tajemniczego” dalmierzowca jest japońska firma RICOH, która swoją działalność rozpoczęła w roku 1936, wtedy jeszcze pod nazwą Riken Kankoshi Co., Ltd. W początkowym okresie działania firma zajmowała się produkcją i sprzedażą papieru papieru pozytywowego diazo. Jeszcze przed 1940 rokiem firma wyprodukowała swój pierwszy aparat fotograficzny, był nim Riken No.1. Z aparatem tym wiąże się ciekawa historia, którą w telegraficznym skrócie postaram się przybliżyć. Pierwszy aparat marki RICOH, był łudząco podobny do niemieckiej Leici. Aparat został udostępniony konsumentom w sierpniu 1938 roku, mimo, że nie był do końca gotowy do produkcji – to był ogromny błąd japońskiego producenta.
Masową sprzedaż aparatów fotograficznych marka RICOH rozpoczyna po drugiej wojnie światowej. W tym okresie wprowadza na rynek pierwszą na świecie masowo produkowaną lustrzankę dwuobiektywową pod nazwą Ricohflex III.
W latach siedemdziesiątych koncern RICOH główną uwagę skupia na rozwoju firmy i poszukiwaniu nowych rozwiązań technologicznych, również tych cyfrowych. Nie przeszkadzało to jednak w ciągłej produkcji aparatów analogowych.

W 1972 roku na rynku fotograficznym pojawił się maleńki aparat dalmierzowy, pod nazwą RICOH 500G, produkowany na Tajwanie. Jest to sprzęt obsługujący błony 35 mm, a więc to potocznie nazywany – aparat małoobrazkowy. Aparacik mimo naprawdę niewielkich rozmiarów jest godny uznania. Od razu trzeba napisać, że ten dalmierzowiec działa w pełni mechanicznie, co jest ogromnym plusem, a baterii potrzebuje tylko do działania światłomierza i w trybie „A”, czyli priorytecie migawki. Czasy otwarcia migawki centralnej są następujące: 1/8, 1/15, 1/30, 1/60, 1/125, 1/250, 1/500, plus oczywiście „B”. Aparat jest zsynchronizowany z lampą błyskową  przy wszystkich czasach. Samowyzwalacz, który również jest mechaniczny działa z 10 sekundowym opóźnieniem.
Obiektyw RIKENON 2.8/40mm posiada następujące przysłony: 2.8, 4, 5.6, 8, 11, 16. Przysłona przy zwiększaniu wartości przybiera kształt rombu. Na pierścieniu przysłon mamy również do dyspozycji wartość oznaczoną literką „A”, gdy wybierzemy tę opcję to wtedy aparat sam dobierze odpowiednią przysłonę do wybranego przez nas czasu otwarcia migawki. Na przodzie obiektywu – wokół soczewki – mamy „pierścień”, którym ustawiamy parametry dotyczące czułości filmu, które możemy ustawić od 64 do 800 ASA.
Jeśli chodzi o ostrość, to minimalna odległość ostrzenia RIKENONEM zaczyna się od 90 cm, a zakres kończy się na 10 metrach, plus nieskończoność.
Wizjer jest mały ale posiada korekcję błędu paralaksy. Patrząc przez wizjer widzimy wskazania światłomierza, wskazówka pokazuje nam jaką przysłonę powinniśmy użyć. Na środku widzimy oczywiście plamkę dalmierza, która w przypadku RICOHA 500G jest w kształcie rombu i czasem jest słabo widoczna.

Baterie, których potrzebuje RICOH 500G do działania światłomierza i priorytetu migawki, to baterie rtęciowe, typ: PX675, 1,35V. Od wielu lat baterii rtęciowych się nie produkuje, tak więc trzeba poszukać jakieś inne alternatywne rozwiązanie. Możemy użyć baterii: SR44/LR44, 1.5V, czyli popularnych „pastylek”, lub też baterii cynkowych „zinc air” do aparatów słuchowych, o takim napięciu jak rtęciówki, jednak wadą baterii cynkowych jest szybkie zużywanie się tych ogniw – wytrzymują około dwóch miesięcy, bez względu na to czy są w użytku, czy nie.

Sprawy techniczne mamy właściwie za sobą, więc przejdźmy do podsumowania RICOHA 500G. Mimo, iż ten kompakt dalmierzowy został wyprodukowany na Tajwanie, to sprawia wrażenie bardzo solidnego sprzętu – jest wykonany z metalu, a wcale nie jest ciężki, waży zaledwie 420 gram. Wymiary tego maluszka to: 110 x 75 x 56 mm. Widząc wymiary i wagę tego dalmierzowca możemy bez wahania stwierdzić, że jest to idealny aparat do kieszeni, aby mieć go zawsze przy sobie. Dlatego RICOHA 500G mogę polecić fotografom ulicznym, którzy szukają małych, poręcznych, a przy tym dobrych optycznie aparatów. Jedyną wadą RICOHA 500G jest kiepskie uszczelnienie komory filmu, co każdy użytkownik może potwierdzić, tak więc zazwyczaj trzeba samemu uszczelnić aparat, co wymaga kilkunastu minut pracy. Obiektyw RIKENON, wmontowany w korpus aparatu rysuje ostre i kontrastowe zdjęcia, co jest ważnym atutem zdjęć dokumentalnych. Dużą zaletą tego aparatu w czasach obecnych jest jego cena – na aukcjach można go kupić za około 100 zł. Nie musimy wydawać 200 czy 300 zł na Canonety, czy Yashici, bo za 100 zł mamy aparat, który spokojnie dorównuje tym konkurentom. Uważam, że RICOH 500G, jest aparatem niedocenianym, ponieważ posiada wszystko to co rasowy streetowy aparat powinien mieć – mechaniczne działanie, nie wymagające baterii i ostry obiektyw.

Beroquick SL 125 – mały aparat kompaktowy, produkowany przez niemiecką firmę Beier.

W Niemczech od zarania dziejów przemysł związany z fotografią prężnie i nieustannie się rozwijał. Niemcy produkowali najróżniejsze aparaty, od prostych konstrukcji po bardzo zaawansowane „machiny” fotograficzne. Kamera-Fabrik Woldemar Beier to fabryka założona w 1923 roku, w Freital, nieopodal Drezna, założycielem firmy był Woldemar Beier. Ze względu na długą nazwę firmy, potoczna używana nazwa to po prostu Beier. Ta niemiecka fabryka od początku istnienia zajmowała się produkcją aparatów raczej nieskomplikowanych. Już dziewięć lat po rozpoczęciu działalności, firma zaczęła produkcję aparatów małoobrazkowych na film 35 mm (w 1932 roku powstał Beier Beira). Po zakończeniu II wojny światowej Beier nadal był niezależną firmą, dopóki w 1959 roku Niemiecka Republika Demokratyczna przejęła spore udziały w przedsiębiorstwie Woldemara Beiera. W 1962 roku Beier zaprezentował swoje pierwsze aparaty półautomatyczne tzw. „Beier-Matic”. Państwo niemieckie nie spoczęło na laurach i w roku 1972 całkowicie przejęło władzę w firmie Beier, która zmieniła wtedy nazwę na VEB Kamerafabrik Freital. Ostatni aparat pod nazwą Beier został wyprodukowany dziesięć lat później, czyli w 1982 roku.

W roku 1966 firma wypuściła na rynek aparat pod nazwą Beroquick SL 125, i była to eksportowa wersja aparatu Beier Beirette VS. Oba są kompaktami małoobrazkowymi, na film 35 mm. Beroquick SL 125 jest aparatem wyposażonym w trzy czasy otwarcia migawki: 1/30, 1/60, 1/125 i dodatkowo w czas „bulb”. Migawka zamontowana w obiektywie to PRIOMAT, produkowana od roku 1952 przez firmę Zeiss Ikon. Przysłony, których możemy używać w modelu SL 125 przedstawiają się w zakresie od 2.9 do 22. Konstruktorzy z niemieckiej fabryki Beiera zastosowali ciekawe patenty w pierścieniach ustawiających czasy otwarcia migawki i ustawiania przysłon. Kręcąc pierścieniem ustawiania czasów równocześnie zmieniamy dane dotyczące czułości błony (DIN i ASA), a czułości ASA, czyli dzisiejsze ISO możemy ustawić tylko od 25 do 125, a więc bardzo, bardzo skromnie. Podobnie sytuacja ma się do ustawiania przysłon – kręcąc pierścieniem przysłon ustawiamy równocześnie piktogramy (chmurki i słoneczka), które są pomocne dla osób nieznających się na obsłudze aparatu. Po prostu, gdy świecie słońce ustawiamy na słoneczko, gdy jest pochmurnie ustawiamy na chmurkę – prawda, że proste, łatwe i przyjemne? :)

Beroquick SL 125 jest wyposażony w sanki do lampy błyskowej oraz w gniazdo synchronizacji z lampą błyskową, co jak na prosty kompakt jest sporą niespodzianką. Aparat posiada również miejsce na zamontowanie wężyka spustowego, które znajduje się tuż obok przycisku do zwalniania migawki. Wizjer tego maleńkiego aparatu jest równie mały jak sam aparat, posiada jednak ramkę w środku, która ułatwia kadrowanie. Licznik klatek umieszczony jest z tyłu aparatu, po lewej stronie od wizjera. Bardzo ciekawe jest zastosowanie w komorze filmu dociskowej blaszki, która ma na celu dociskanie filmu podczas przewijania kolejnych klatek.

Obiektyw modelu SL 125, czyli Meritar 2.9/45 mm został wyprodukowany przez niemiecką firmę optyczną Ernst Ludwig, a złożony jest z trzech grup soczewek. Przednia soczewka posiada powłoki antyrefleksyjne w niebieskawym odcieniu. Ostrość tym Meritarem możemy ustawić od 60 cm do 10 m, plus nieskończoność.

Podsumowując te piękne „maleństwo” chciałbym zwrócić uwagę, że aparat został wykonany z metalu i mimo małych rozmiarów (11cm x 7,5 cm x 7 cm), waży całkiem sporo jak na kompakt. Beroquick SL 125 był adresowany dla przeciętnego obywatela – fotoamatora, tak więc nie zachwyca bogactwem czasów otwarcia migawki, i nie rzuca na kolana funkcjami. Miał to być prosty aparat, dla kompletnych amatorów, a potwierdzeniem moich słów mogą być piktogramy (słoneczka i chmurki), które pomagały osobie wykonującej zdjęcia w uzyskaniu odpowiedniej ekspozycji w danych warunkach oświetleniowych. Myślę, że aparat spełnił swoją rolę i dzięki dobremu obiektywowi wiele rodzin z lat 60′ i 70′ ma w swoich albumach wiele fotografii wykonanych aparatem Beroquick SL 125, lub „bratem bliźniakiem” Beier Beirette VS. Obecnie aparacik ten zasługuje na uznanie kolekcjonerów i powinien być ozdobą niejednej kolekcji, bo wykonywanie nim zdjęć w czasach obecnych uważam za ogromny fanatyzm analogowego „pstrykania”.

 

 

Porst Compact Reflex S – aparat produkowany w Japonii przez Cosinę dla niemieckiego dystrubutora. Zdjęcia poglądowe.

Czy produkcja aparatu fotograficznego może okazać się bardziej opłacalna w obcym państwie? Oczywiście, że tak – przykładem może być produkcja w Niemczech dla ILFORDA, opisana w poprzednim poście. Niemcy jednak również mają swoją markę, która zlecała produkcję aparatów w innym państwie – w Japonii. Mam na myśli niemieckiego dystrybutora, który działał na rynku fotograficznym już od 1919 roku, pod nazwą PORST. Firma powstała w Norymberdze, na terenie Niemiec, założycielem tejże marki był Hans Porst. Pod marką PORST kryją się aparaty takich producentów jak: Cosina, Balda, Franka, Fuji, Mamiya, Yashica, Taron, i wiele innych. W roku 1996 PORST stał się największą siecią sklepów fotograficznych w Niemczech. Od 2002 roku prawa do nazwy PORST ma niemiecka firma Ringfoto.

Około roku 1977 na rynek została wprowadzona lustrzanka jednoobiektywowa pod nazwą PORST Compact Reflex S. Aparat ten był produkowany przez japońską COSINĘ, firmę, która produkowała aparaty m.in. dla Nikona. W chwili obecnej COSINA skoncentrowała się głównie na produkcji obiektywów (Voigtländer i Zeiss) oraz aparatów dalmierzowych, Voigtländer Bessa oraz Zeiss Ikon.

Wracając do aparatu PORST Compact Reflex S, jest to lustrzanka małoobrazkowa, która jest wierną kopią COSINY CSM, lecz wizualnie aparaty różnią się lekko od siebie. Aparat został wyposażony w migawkę płócienną o przebiegu poziomym, a sterowana jest przez elektromagnes. Migawka posiada zasób czasów od 4 sekund do 1/1000 sekundy plus czas „B”. Czas synchronizacji z lampą błyskową wynosi 1/60 sekundy. Elektronika wprowadzona do aparatu ma swoje wady – gdy baterie (typ SR/LR44) rozładują się, mamy do dyspozycji tylko jeden czas mechaniczny, który otwiera migawkę tylko na czasie 1/50 sekundy.
Matówka posiada poziomy klin i mikroraster, co bardzo ułatwia ustawianie ostrości. Pokrycie matówki z obrazem oscyluje w granicach 93%, co jest bardzo dobrym wynikiem. W wizjerze, który jest duży i jasny mamy widoczne diody, które wskazują nam czy zdjęcie jest dobrze naświetlone. Patrząc przez wizjer widzimy do góry dwie strzałki, jedna z lewej, druga z prawej strony, a po środku kropeczkę, gdy zdjęcie jest prawidłowo naświetlone to kropeczka musi mieć kolor zielony. Pomiar światła w Compact Reflex S jest mierzony w systemie TTL, czyli przez obiektyw, dzieje się to przy użyciu czujników CdS.
Elektronika znalazła również swoje zastosowanie w działaniu samowyzwalacza, z 10 sekundowym opóźnieniem. Obok samowyzwalacza jest czerwona dioda, która sygnalizuje jego pracę.
Mimo wprowadzenia elektroniki, aparat ma sporo funkcji czysto mechanicznych, wymagających ręcznej obsługi. Naciąg migawki odbywa się za pomocą tradycyjnej dźwigienki znajdującej się po prawej stronie aparatu, u góry. Ustawianie czasów otwarcia migawki i zmiana czułości filmu (od 25-3200 ISO) również odbywa się ręcznie, za pomocą pokrętła, obok spustu migawki. Spust migawki ma funkcję blokady ekspozycji, a odbywa się to za pomocą przełącznika A-L, zamontowanego wokół spustu.
Skończony film trzeba zwinąć z powrotem do kasetki, PORST Compact Reflex S nie posiada jednak automatycznego zwijania kliszy – tą czynność wykonuje się to kręcąc tradycyjną korbką znajdującą się z lewej strony, u góry aparatu.
Kończąc opis samego korpusu muszę stwierdzić, że PORST Compact Reflex S, produkowany przez Cosinę to bardzo dobra lustrzanka. Główne zalety aparatu to: waga (540 gram, bez obiektywu), wymiary (136 x 83 x 51 mm, bez obiektywu) i przede wszystkim gwint M42, dzięki któremu do tego PORSTA możemy wykorzystywać świetne optycznie, a przy tym bardzo tanie obecnie obiektywy.

Standardowo mocowany obiektyw do Compact Reflexa S, to PORST COLOR REFLEX MC AUTO 1:1.7/50mm, a więc bardzo jasna stałka, pozwalająca na wykonywanie zdjęć w pomieszczeniach bez użycia lampy błyskowej. Obiektyw ten posiada aż sześć soczewek, a przednia jest pokryta wieloma warstwami powłok antyrefleksyjnych. Do obiektywu można dokręcać filtry o średnicy 49.
Jeśli chodzi o zakres przysłon jakie możemy zastosować to przedstawiają się w zakresie od 1.7 do 16, a pierścień przysłon działa skokowo. Ten bardzo jasny obiektyw posiada również przełącznik AUTO – MANUAL, który pozwala na przymknięcie przysłony do wartości roboczej, a więc obserwacji kadru jaki wykonamy, jeszcze przed zrobieniem zdjęcia.
Ostrość możemy ustawić już od 50 cm, kończąc na 10 metrach, plus nieskończoność. Na pierścieniu ostrości mamy również parametry opisane w stopach.

Podsumowując moje dzisiejsze zapiski, które starałem się przedstawić najprostszym językiem uważam PORSTA Compact Reflexa S, za bardzo dobry aparat fotograficzny wyposażony dodatkowo w mega jasny obiektyw. Japoński producent w niewielkim stopniu zastosował w tym modelu systemy elektroniczne, i chwała mu za to – jednak jeden czas mechaniczny, to stanowczo za mało jak na aparat tak znanej marki, jaką była w tamtym czasie Cosina. Prawda jest taka, że idąc na zdjęcia z PORSTEM Compact Reflexem trzeba pamiętać o zapasowych bateriach, inaczej możemy się tylko rozczarować, mając do dyspozycji czas 1/50.
Bardzo bym chciał, aby ten 36 letni sprzęt był wykorzystywany w obecnych czasach i bardzo prawdopodobne, że tak może się stać, ponieważ w chwili obecnej mamy powrót do fotografii analogowej wśród młodych ludzi. PORST oferuje spory zakres czasów, dobry obiektyw, a przede wszystkim bez dwóch zdań jest lepszy od radzieckich Zenitów, które obecnie wracają do łask dzięki młodzieży – tylko czy „pstrykanie” analogiem nie jest dzisiaj tylko zwykłym lansem? Tym pytaniem kończę swoją wypowiedź i zapraszam do obejrzenia zdjęć aparatu i kilku zdjęć mojego autorstwa, wykonanych tym egzemplarzem.