Krótkie podsumowanie i fotorelacja z 42. Jesieni na Pałukach. Lista aparatów wystawionych na jarmarku.

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

W ostatnią niedzielę 17 września 2017 roku w Żninie odbyła się 42. edycja jarmarku Jesień na Pałukach, który jest największą tego typu imprezą w tym regionie Polski. Jest impreza promująca ludowe tradycje, stroje, dzieła sztuki (rzeźby, obrazy i inne rękodzieło), a także regionalne i naturalne produkty spożywcze takie jak prawdziwe wędliny, miód, pieczywo. Od 2014 roku „przykleiłem się” nieco do tej imprezy i wystawiam tam część mojej kolekcji starych aparatów fotograficznych oraz innych przedmiotów związanych z dawną fotografią. Nie inaczej było w tym roku – pokazałem 24 sztuki aparatów, a także światłomierze, stary polski zegar ciemniowy, przycinarkę do zdjęć oraz stare radzieckie lampy błyskowe wraz z akumulatorami. Jako ciekawostkę pokazałem stare wężyki spustowe „Practikus” niemieckiej produkcji, w pięknym starym opakowaniu kartonowym. 

Tak jak co roku podczas jarmarku spotkałem wielu ciekawych ludzi nie tylko z mojego miasta ale też na przykład z Mazowsza, a dokładnie osoby z Radomia. Moje stoisko odwiedziły też osoby z Pakości, Bydgoszczy, Chełmna, choć pewnie też z innych miejsc, bo nie każdy o sobie opowiadał. Bardzo ciekawą rozmowę przeprowadziłem z Panem z Bydgoszczy, który ubolewał nad obecnie fotografującymi fotografami ślubnymi ale również nad odbiorcami takich zdjęć. W dzisiejszych czasach wielu fotografów nie zwraca uwagi na poprawne naświetlenie zdjęć, a także na ustawienie balansu bieli. Potem koronkowa suknia panny młodej nie ma żadnych szczegółów – jest to jedna wielka biała plama na zdjęciu. Bydgoszczanin nie był jednak zgorzkniałym starym panem, który tylko narzeka jak to teraz jest źle na rynku fotograficznym – bo bardzo chwalił młodzież, która fotografuje w Bydgoszczy, mówił, że będą z nich ludzie. Także aparaty w dłoń i do boju… :)

Poniżej przedstawiam Wam listę aparatów jakie pokazałem na tegorocznej
42. Jesieni na Pałukach oraz sporą dawkę zdjęć z jarmarku.

1. No. 2 Bulls Eye Kodak, Model D

Lata produkcji: 1892 – 1913

2. Zeiss Ikon TENAX

Lata produkcji: ? – ?

3. Kodak Jiffy SIX – 16

Lata produkcji: 1933 – 1937

4. Moskwa-5

Lata produkcji: 1956 – 1960

5. No. 1A Folding Pocket Kodak, Model D

Lata produkcji: 1909 – 1915

6. Franka Klappkamera

Lata produkcji: 1927 – ?

7. Enolde

Lata produkcji: 1930 – 1931

8. Soho Myna ALL DISTANCE

Lata produkcji: 1937 – ?

9. Zeca – Sport

Lata produkcji: 1937

10. Lumiere Dialux

Lata produkcji: 1931 – 1935

11. ULTRA – FEX (wersja 06)

Lata produkcji: 1949

12. Agfa Ambi Silette

Lata produkcji: 1957-1961

13. Pentacon Penti I

Lata produkcji: 1959

14. Agfa Jsorette

Lata produkcji: 1936 – 1942

15. Kodak Brownie Starmite

Lata produkcji: 1960 – 1963

16. Bilora Stop – Box

Lata produkcji: 1936

17. Agfa Box 64 Spezial

Lata produkcji: 1930 – 1935

18. Zeiss Ikon Baby Box Tengor 54/18

Lata produkcji: 1930 – 1931

19. Kodak Box 620

Lata produkcji: 1936 – 1939

20. Zeiss Ikon Box – Tengor 55/2

Lata produkcji: 1938 – 1950

21. Kodak Retinette 1B (typ 037)

Lata produkcji: 1959 – 1963

22. Voigtländer Brillant

Lata produkcji: 1932 – 1951

23. Voigtländer VAG

Lata produkcji: 1926 – 1935

24. Belca Beltica

Lata produkcji: 1951

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

42. Jesień na Pałukach (17 września 2017 roku)

Zawiłe losy Franki, czyli… Franka Klappkamera – aparat wielkoformatowy na szklane płyty z 1927 roku.

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Początek dwudziestego wieku to czas coraz większej popularyzacji fotografii – również wśród amatorów. W tym właśnie czasie powstało bardzo dużo firm, które zajęły się szeroko pojętą produkcją materiałów i przyrządów fotograficznych. Niemcy były państwem gdzie nowe fabryki produkujące aparaty fotograficzne powstawały jak grzyby po deszczu. Wiele z firm było ze sobą powiązanych, często zdarzało się, że firma wiele razy zmieniała swoją nazwę, właściciela, a nawet miejsce produkcji – co w tamtych czasach nie było regułą w tej branży. Jedną z takich firm była Franka – Kamerawerk, która zajmowała się produkcją aparatów fotograficznych.

Franka – Kamerawerk to przedsiębiorstwo założone w 1909 roku w Stuttgarcie przez Franza Vyskocila i jego żonę Leonię. Po krótkiej działalności firmy w Stuttgarcie, została ona przeniesiona do dzielnicy Bayreuth w Sankt Georgen i uchodziła w tamtych czasach za jedną z największych marek aparatów fotograficznych w bawarskim regionie Oberfranken (Górna Frankonia). Losy fabryki były jednak mocno zawiłe. Firma kilka razy zmieniała swoją nazwę, początkowo jej nazwa brzmiała: Vysko – Fabrik Franz Vyskocil. W 1910 roku do firmy Vyskocila dołączył Weigand i tak firma zmieniła nazwę na Weigand & Vyskocil. Już po dwóch latach, czyli w roku 1912 fabryka ponownie przekształciła nazwę na: Frankonia Kamerawerk. W roku 1913 roku jedynym właścicielem firmy został Weigand, który związał się z AW Schulze i asortyment fotograficzny sprzedawany był w jednym ze sklepów w Dreźnie. Kolejna zmiana nazwy nastąpiła już rok później w 1914 roku i firma nazywała się wtedy Hogaschwerk. Ta długa batalia z nazwą fabryki skończyła się pięć miesięcy później – wtedy to firma zyskała ostateczną nazwę, czyli: Franka – Kamerawerk – i pod taką nazwą fabryka przetrwała do 1962 roku. Firmę przejął Henry Wirgin, posiadający dwie swoje marki: Wirgin i Edixa. Oficjalne ostateczne zakończenie działalności produkcyjnej aparatów pod nazwą Franka nastąpiło w 1966 roku i tak podają niemal wszystkie zagraniczne strony internetowe, lecz doszukałem się informacji o tym, że aparat Franka 16 (na film 16mm) był produkowany do 1969 roku przez firmę Wirgin/Edixa. Także według mnie produkcja trwała o trzy lata dłużej niż jest to oficjalnie odnotowane.

Franka - Kamerawerk logo firmy

Franka – Kamerawerk logo firmy

Przez około 60 lat swojej działalności Franka – Kamerawerk wypuściła na rynek ponad 100 różnych modeli aparatów fotograficznych. Były to aparaty słynące z prostoty, solidności i niskiej ceny – co sprawiało, że konsumenci często wybierali urządzenia tego producenta. Aparaty wykonywane były głównie z metalu, a jedna trzecia produkcji szła na eksport, co tylko potwierdza tezę o tym, że sprzęt produkowany w tej fabryce był bardzo dobrej jakości.

W 1927 roku w fabryce usytuowanej w Górnej Frankonii powstał aparat o nazwie Franka Klappkamera – był to składany skrzynkowy aparat z wysuwanym miechem. Zdjęcia za pomocą tego urządzenia wykonywało się na szklanych płytach w rozmiarze 9 x 12 cm. W aparacie zamontowano prostą, ale jak na tamte lata dość „bogato” wyposażoną w czasy naświetlania migawkę VARIO, produkowaną od 1912 roku przez firmę Gauthier. Czasy wyglądały następująco: 1/25, 1/50, 1/100, „B” i „T”. O ile czas „B”, czyli bulb każdy zajmujący się fotografią zna, to czas „T” nie jest już tak oczywisty. Działanie czasu „T” to otwarcie migawki na czas określony przez fotografa ale bez konieczności trzymania spustu migawki – wystarczy przycisnąć i puścić, migawka jest wtedy otwarta, gdy chcemy zakończyć naświetlanie to należy czynność powtórzyć, czyli przycisnąć spust migawki ponownie – wtedy migawka się zamknie. Był to prosty w obsłudze sprzęt, który nie wymagał wielkiej wiedzy od fotografa jeśli chodzi o samo wykonywanie zdjęcia, jednakże wykonanie powłoki światłoczułej na szklanej płytce nie było już tak proste. Obiektyw tego niemieckiego aparatu to Franka – Anastigmat Velostigmat o jasności 6,3 i ogniskowej 135 mm. Soczewka ta kryje materiał światłoczuły o rozmiarze 4″ x 5″ tak więc jest to aparat wielkoformatowy. Przysłona zamyka się płynnie w idealny okrąg w przedziale od 6,3 do warości 36. Ostrość ustawiamy przesuwając miechem na wyciągu, a wartości w metrach widoczne są na skali z lewej strony miecha. Aparat ten został wyposażony w klasyczny odchylany celownik nad obiektywem, ale oczywiście najlepszym sposobem na potwierdzenie poprawnego wyostrzenia kadru był podgląd na matówce – mimo, że obraz był odwrócony „do góry nogami” to dawał pewność ostrego zdjęcia. Przejdźmy teraz do wizualnych aspektów tego urządzenia. Materiały są wysokiej jakości – okleina to raczej materiał imitujący skórę – lecz do złudzenia przypominający prawdziwą skórę naturalną, a metalowa obudowa i chromowane elementy nie posiadają śladów korozji, co przy 90 letnim aparacie robi niesamowite wrażenie. Mój egzemplarz jest w 100% sprawny, migawka działa idealnie i przysłona również. Miech jest w bardzo dobrej kondycji, nie dostrzegłem nawet żadnych przetarć.

Na koniec przygotowałem jeszcze dwie ciekawostki dotyczące zawiłej historii firmy Franka – Kamerawerk. W okresie pierwszej wojny światowej w fabryce gdzie dotychczas były produkowane różnego rodzaju aparaty fotograficzne była produkowana broń i sprzęt wojskowy dla wojsk niemieckich. Sprzedawane były też aparaty dla armii z jakże wzniosłym hasłem „Mit Franka in den Krieg”, co oznacza po polsku mniej więcej zwrot „Z Franką na wojnę”. Drugą ciekawostką, którą odnalazłem jest zapisek, że w roku 1958 w fabryce zatrudnionych było 154 pracowników i produkowano 650000 aparatów fotograficznych. Szczególnie liczba wyprodukowanego sprzętu zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie.

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

Franka Klappkamera 1927

42. Jesień na Pałukach – Jarmark Sztuki Ludowej – 17 września 2017 roku. Fotokolekcja zaprasza po raz czwarty!

Jesień na Pałukach 2017

Jesień na Pałukach 2017

Moje podsumowanie 41. Jesieni na Pałukach. Opis i zdjęcia.

Dzisiaj mijają dwa tygodnie od zakończenia tegorocznej 41. Jesieni na Pałukach, która rok w rok odbywa się w Żninie w obrębie baszty i uliczek prowadzących na rynek. Fotokolekcja miała zaszczyt po raz trzeci z rzędu pojawić się ze swoim stoiskiem i wystawić małą część swojej kolekcji. Najważniejsze, że pogoda dopisała, było ciepło i słonecznie. Na dwóch poprzednich edycjach Jesieni na Pałukach aura była fatalna, było zimno, wietrznie i niestety deszczowo. Podczas tegorocznego jarmarku wystawiłem 25 aparatów fotograficznych, a wśród nich ogromny studyjny aparat GLOBICA (format 18 x 24 cm) wyprodukowany dokładnie w maju 1972 roku. Aparat ten nabyłem zimą 2015 roku w opłakanym stanie, praktycznie żadnego pokrętła nie szło ruszyć. GLOBICA przeszła gruntowną (amatorską) renowację, którą wykonałem wspólnie z moim tatą. Więcej na temat tego aparatu i jego renowacji przedstawię już niedługo w oddzielnym wpisie.

Tak jak co roku podczas tej pięknej imprezy ludowej spotałem wiele ciekawych osób. Z tych wielu wybrałem dwie, które zapadły mi w pamięci najbardziej. Jedną z tych osób był starszy, bardzo miły Pan (w wieku około 75 – 80 lat). Był zafascynowany każdym z aparatów, co nie zawsze się zdarza. Jednak jego uwaga skupiona była głównie na obiektywie od wielkoformatowej GLOBICI, czyli na popularnym ale i bardzo cenionym TESSARZE 4,5/250 mm. W trakcie rozmowy ten starszy Pan opowiadał jak wykonywał zdjęcia w młodości i jak sam je wywoływał – chyba te aparaty i ta wystawa przypomniały mu dawne i piękne czasy. Drugą osobą, która zapadła mi w pamięci, i która pewnie na zawsze w mej pamięci będzie to niewidoma dziewczynka, która była na Jesieni na Pałukach wspólnie z mamą (notabene są to moje sąsiadki). Nie mam kompletnie doświadczenia z osobami niewidomymi bądź słabowidzącymi ale wydaję mi się, że dość dobrze tłumaczyłem Weronice co w danej chwili dotyka i do czego to służy. Powiem szczerze, że sprawiało mi to przyjemność, że być może dzięki mnie Weronika dowie się czegoś nowego i dotknie czegoś czego nigdy nie miała okazji dotykać, bo jak wiadomo w muzeach jest zakaz dotykania eksponatów (na szczęście już powoli się to zmienia). Co ciekawe sąsiadki nie miały pojęcia, że jestem kolekcjonerem starych aparatów fotograficznych, więc wystawa spełnia swoją rolę – chęć „rozreklamowania” mojej „kolekcjonerskiej działalności”.

Pod koniec jarmarku, czyli około godziny 16:00 w końcu wyrwałem się ze swojego stoiska i poszedłem obejrzeć co do zaoferowania mają rękodzielnicy ludowi. Jak się okazało było co oglądać i podziwiać. Rzeźby, obrazy, haftowane obrusy, własne wyroby mięsne i wiele, wiele innych pięknych i smacznych rzeczy można było oglądać i oglądać bez końca. Ludzie, którzy zajmują się takim rękodziełem to po prostu wielcy artyści, a niestety takich osób jest coraz mniej, więc tym bardziej warto odwiedzać co roku Jesień na Pałukach. Zapraszam za rok!

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Jesień na Pałukach 2016

Aparat SOHO MYNA ALL DISTANCE – brytyjski elegant!

Od zawsze fascynują mnie małe, nieznane, ale ciekawe przedsiębiorstwa związane z fotografią. Tym razem przybliżę troszkę aparat brytyjskiej firmy SOHO LTD. z Londynu produkującej aparaty fotograficzne (przy współpracy m.in. z firmą Kershaw z Leeds) od 1929 do 1947 roku, a więc bardzo krótko porównując działalność tej firmy do innych marek takich jak np. Voigtlander czy Kodak, które mają tradycje fotograficzne sięgające właściwie setek lat. Londyńska fabryka wypuściła na rynek około 11 różnych modeli aparatów w tym wiele ciekawych perełek kolekcjonerskich, takich jak np. SOHO REFLEX (lustrzany aparat wielkofomatowy) lub SOHO PILOT.

W roku 1937 firma SOHO LTD. zaczęła sprzedawać średnioformatowe apraraty (format zdjęć 6×9 cm) SOHO MYNA ALL DISTANCE, które wyszły na rynek w dwóch wersjach: SOHO MYNA ALL DISTANCE (ja posiadam właśnie ten model) i SOHO MYNA ALL DISTANCE MODEL SK12. Obie wersje aparatu były niesamowicie prostymi konstrukcjami. Różnice między modelami polegały na różnych płytkach obiektywowych oraz na wyciągu miechów. W modelu SK12 miech wysuwał się równocześnie z otwieraną klapką aparatu i był troszeczkę inaczej skonstruowany, a w podstawowym modelu ALL DISTANCE fotografujący musiał samodzielnie wysunąć miech po wcześniejszym otwarciu klapy aparatu.

Przejdźmy teraz do opisu możliwości technicznych tego cacka – choć możliwości były niestety niewielkie ponieważ aparaty skierowane były do kompletnych fotoamatorów. Czas otwarcia migawki był tylko jeden: 1/40 sekundy (oznaczony na płycie obiektywu jako „I”) + czas T – polegający na otwarciu migawki przez użytkownika tak długo jak potrzeba. Obiektyw ma stałą przysłonę wynoszącą F16. Jeśli chodzi o możliwość ustawienia ostrości to mamy tylko dwie opcje do wyboru: NEAR – czyli „w pobliżu” (około 1,5 m) oraz FAR – czyli „daleko” (od około 2 m do nieskończoności).

Obudowa tego brytyjskiego eleganta została wykonana z metalu, który został pokryty czarną lekko pomarszczoną okleiną, która szczerze mówiąc prezentuje się wyśmienicie i doskonale imituje coś w rodzaju naturalnej skóry. Pozostałe elementy metalowe są porządnie pokryte pięknym chromem, który mimo upływu 79 lat wygląda niemalże jak nowo położony.

Po raz drugi spotykam się z aparatem, który soczewkę obiektywu ma schowaną za migawką – choć wiem, że jest więcej aparatów z takim właśnie rozwiązaniem – m.in. No. 1A Folding Pocket Kodak, Model D, którego również posiadam w swojej kolekcji. Na koniec mała ciekawostka – aparat SOHO MYNA ALL DISTANCE po wejściu na rynek kosztował tylko… 15 szylingów, a dla jeszcze bardziej ciekawych dodam, że kiedyś w Wielkiej Brytanii 1 funt równał się 20 szylingom. W dzisiejszych czasach aparat ten jest rzadko spotykany w Polsce, lecz w krajach brytyjskich jest to aparat mniej więcej tak popularny jak Druh w naszym kraju, który był produkowany przez WZFO.

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

SOHO MYNA ALL DISTANCE

Aparat VEGA II, czyli Czechosłowackie maleństwo z „maleńkim oczkiem” produkowane w Spółdzielni Druopta Praha.

W czasach gdy Czechy i Słowacja tworzyły jedno państwo – Czechosłowację, w Pradze a więc w stolicy tego kraju istniała fabryka, która zajmowała się produkcją aparatów fotograficznych. Była to firma DRUOPTA – która tak właściwie była spółdzielnią pracy. Założona została w 1950 roku, choć co ciekawe według mojej wiedzy jednym z pierwszych aparatów, który został wyprodukowany w tej fabryce pochodzi z 1949 roku (więc być może firmę założono wcześniej?), a jest to aparat VEGA, który występował właściwie aż w czterech różnych wersjach: VEGA, VEGA II, VEGA III oraz VEGA IV. Napisałem, że jednym z pierwszych był aparat VEGA, bo prawdopodobnie pierwszy był REX I (informacje znalezione w sieci) – prototyp VEGI. DRUOPTA  produkowała jeszcze kilka innych aparatów, głównie wykonanych z bakelitu, ale nie tylko. Do „rodzinki” należały także aparaty: Druoflex, Corina, Corta, Druex, Efekta, Fit II, Fokaflex (produkowany już od 1945 roku przez firmę Heskẏ, lecz DRUOPTA zaczęła jego produkcję w 1950 roku), Inka, Pionyr (Pioneer), RIX oraz Stereokamera. Postaram się nieco przybliżyć „sylwetkę” aparatu VEGA II, a więc jednemu z najstarszych produkowanych przez firmę DRUOPTA.

Małoobrazkowy aparat fotograficzny VEGA II był produkowany w latach 1949 – 1951 (w tym samym czasie był dostępny na rynku aparat VEGA (bez napisu na aparacie), natomiast VEGA III można było kupić w okresie 1957 – 1958 – w trzeciej wersji zostały zamontowane sanki na lampę błyskową). Aparat VEGA IV był najprawdopodobniej produkowany w tych samych latach co wersja trzecia. Wszystkie wersje były do siebie niemal bliźniaczo podobne wizualnie – różnice pojawiały się jeśli chodzi o aspekty techniczne. VEGA w wersji drugiej wyposażony był w centralną migawkę ETAXA (lub CHRONTAX), obie migawki posiadały następujące czasy otwarcia migawki: 1/10, 1/25, 1/50, 1/100, 1/200 + czas „B” oraz „T” z obiektywami DRUOPTAR 4,5/50mm. Zakres przysłon wynosi od 4,5 do 16. Minimalna odległość ostrzenia zaczyna się od 75 cm. Jednak zdarzały się też VEGI II ze świetną i o wiele bogatszą w czasy naświetlania migawką COMPUR RAPID (1/1-1/500 + B) oraz w jaśniejszy obiektyw ETAR 3,5/50mm. Obiektywy w każdym z modeli aparatu VEGA zostały osadzone na metalowym tubusie, który należy wysunąć aby prawidłowo wykonać fotografię. Czechosłowaccy konstruktorzy nie wyposażyli VEGI II w blokadę chroniącą naświetloną klatkę przed wielokrotną ekspozycją, więc trzeba pamiętać aby po każdym wykonanym zdjęciu przesunąć film. Kolejną wpadkę „spece” z firmy DRUOPTA zaliczyli przy wizjerze lunetkowym w jaki zaopatrzony jest VEGA II. „Maleńkim oczkiem” z tytułu wpisu jest właśnie wyżej wymieniony wizjer przez który praktycznie nie można kadrować – jego średnica to niecałe 3mm! Podobny wizjer spotkałem tylko w niemieckim aparacie Balda Jubilette.

Opis techniczny tego „maluszka” mamy za sobą, teraz czas na opis wizualny. Twór Czechosłowackich projektantów nie należy do aparatów nad wyraz pięknych. Jest to prosty aparat bez niepotrzebnych udziwnień. Został wykonany z metalu – jest naprawdę solidny i ciężki jak na jego małe rozmiary. Front tak jak i tył aparatu został oklejony czarną okleiną skóropodobną, która po dziś dzień (mimo, że aparat ma już około 66 lat) prezentuje się bardzo dobrze.

Co do całej serii aparatów VEGA bardzo ciekawe jest zastosowanie aż sześciu różnych typów migawek – były to migawki: DRUO, ETAXA, VEBUR, COMPUR RAPID CHRONTAX i METAX. Na szczególną uwagę zasługuje montaż migawek VEBUR oraz COMPUR RAPID, które były stosowane w aparatach niemieckich.
Poniżej sporządziłem tabelę z typami obiektywów i migawek montowanych do poszczególnych modeli VEGI oraz do prototypu VEGI – aparatu REX I.

Model aparatu Rodzaj obiektywu Typ migawki
REX I (prototyp VEGI) Druoptar 4,5/50mm Druo 1/25-1/100 + B i T
VEGA Druoptar 4,5/50mm Druo 1/25-1/100 + B i T
VEGA II Druoptar 4,5/50mm Chrontax 1/10-1/200 + B i T
VEGA II ETAR 3,5/50mm Compur Rapid 1/1-1/500 + B
VEGA II Druoptar 4,5/50mm ETAXA 1/10-1/200 + B i T
VEGA III Druoptar 3,5/50mm Chrontax 1/10-1/200 + B i T
VEGA III ETAR 3,5/50mm ETAXA 1/10-1/250 + B i T
VEGA IV ETAR 3,5/50mm VEBUR 1/1-1/250 + B
VEGA IV ETAR 3,5/50mm METAX 1/1-1/400 + B
VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

VEGA II - DRUOPTA PRAHA

VEGA II – DRUOPTA PRAHA

DRUOPTA PRAHA - logo firmy

DRUOPTA PRAHA – logo firmy

DRUOPTA PRAHA - logo firmy

DRUOPTA PRAHA – logo firmy

Vredeborch N-BOX – skrzynkowy aparat fotograficzny mało znanej niemieckiej firmy z miasta Nordenham…

Świat fotografii, czyli różnego typu aparaty, różnego rodzaju firmy to temat na bardzo, bardzo grubą książkę, a raczej na wielotomowe wydawnictwo. Do napisania dzisiejszego wpisu skłonił mnie spis moich aparatów, który powoli tworzę w wolnych chwilach (m.in. spisuję numery seryjne body oraz obiektywów). Ostatnim aparatem jaki zindeksowałem był aparat firmy Vredeborch, która została założona w 1945 roku w niemieckim mieście Nordenham, które położone jest na wybrzeżu Morza Północnego. Mówiąc szczerze firma była dla mnie kompletnie anonimowa i właśnie to sprawiło, że zaciekawiłem się jej historią. Fabryka niestety działała stosunkowo krótko – aparaty przestała produkować w 1970 roku, ale co ciekawe upadłość firmy została ogłoszona dopiero szesnaście lat później, bo w 1986 roku. Od początku do końca działalności firma Vredeborch produkowała aparaty skrzynkowe (od 1953 roku produkowała różne aparaty jako podwykonawca, np. dla firmy Neckermann). Ciekawostką jest, że nazwa firmy pochodzi od zamku Vredeborch, który został wzniesiony na początku XV wieku (różne źródła podają, że było to w roku 1404, bądź w roku 1407).

W roku 1955, w fabryce firmy Vredeborch został wyprodukowany aparat Vredeborch N-BOX.  „N” w nazwie oznacza, że został on stworzony dla firmy wysyłkowej NeckermannN-Box to średnioformatowy aparat na błonę zwojową 120, wykonujący zdjęcia w formacie 6×9 (możliwość wykonania 8 zdjęć na jednej kliszy). Jest prostym aparatem skrzynkowym, jednakże wykonanym bardzo estetycznie, z eleganckim frontem. Obrotowa migawka tylko z jednym możliwym czasem naświetlania 1/30 sek. zamontowana w tym modelu sprawia wrażenie niezniszczalnej. Oczywiście producent wyposażył tego BOXa także w czas „B”, czyli „bulb”.

Obiektywem tego sprzętu jest standardowy menisk o ogniskowej 110mm, który posiada dwie wartości przysłony 11 oraz 16. Nie ma mowy o ustawianiu ostrości – ponieważ ma ona stałą wartość – jest niezmienna. Bardzo ciekawym patentem popisał się niemiecki producent, a mianowicie ten niepozorny aparacik został wyposażony we wbudowany żółty filtr – tak bardzo przydatny w fotografii plenerowej, głównie dzięki wzmacnianiu kontrastu zdjęć! Filtr ten możemy zacząć używać po przekręceniu pokrętła w prawą stronę, które znajduje się w literce „O”, na froncie aparatu w napisie „BOX”.

Vredeborch N-BOX był produkowany w dwóch wersjach – z gorącą stopką oraz identyczny aparat bez gorącej stopki. Mam to szczęście i posiadam tę bogatszą wersję, a więc mam możliwość podłączenia lampy błyskowej po zamontowaniu jej na gorącej stopce i podłączeniu do gniazda za pomocą kabelka.

Kadrowanie w N-BOXie jak to zresztą bywa w aparatach skrzynkowych jest nieco uciążliwe, ponieważ trzeba korzystać z powiedzmy sobie szczerze bardzo maleńkich „wizjerów” (2 okienka – jedno na górze aparatu, a drugie na bocznej ścianie, obok pokrętła do przesuwania kolejnych klatek błony światłoczułej).

Kwestie techniczną mamy za sobą, teraz kwestia wizualna i estetyczna. Niemiecki producent z nadmorskiego miasteczka stworzył całkiem ładne „pudełeczko” do robienia zdjęć. Aparat został wykonany z metalu, i oklejony okleiną, która całkiem dobrze imituje prawdziwą skórę. Dodając do tego niklowane elementy takie jak pokrętło przesuwu filmu lub gorąca stopka można śmiało nazwać ten aparat eleganckim. Elegancja ma swoje źródło również w prostocie, ponieważ firma Vredeborch postawiła na klasykę, czyli na aparat bez zbędnych „udziwnień”.

Szczerze powiedziawszy korci mnie aby kiedyś w przyszłości użyć tego aparatu bo mój egzemplarz jest w 100% sprawny technicznie oraz jest praktycznie jak nowy – bez żadnych śladów korozji. Vredeborch N-BOX to pozycja dla miłośników plastycznych kadrów, bo tak prostym obiektywem w jaki jest wyposażony ten box po prostu niemożliwe jest wykonanie fotografii ostrej jak żyleta. Plastyczne zdjęcia posiadają swój urok, a przy odpowiednich umiejętnościach i oczywiście przy odrobinie szczęścia można stworzyć zdjęcie, które do złudzenia będzie przypominać obraz. Tak więc kupujcie BOXy i twórzcie prawdziwe dzieła sztuki…

Na sam koniec przypomniało mi się, że firma Vredeborch posiada bardzo ciekawe logo, które możecie zobaczyć wraz ze zdjęciami aparatu, które są mojego autorstwa.

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

 

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Vredeborch N-BOX

Logo Vredeborch

Logo Vredeborch (logo zapożyczone ze strony www.collectiblend.com)

Pierwsza moja wystawa starych aparatów na jarmarku „Jesień na Pałukach” w Żninie.

Pierwsze koty za płoty. 21 września podczas 39 edycji „Jesieni na Pałukach”, czyli na jarmarku sztuki ludowej, który odbywa się w moim rodzinnym Żninie po raz pierwszy zaprezentowałem część mojej kolekcji starych aparatów fotograficznych. Prócz aparatów pokazałem również kilka światłomierzy oraz prasę i literaturę o tematyce fotograficznej. Zainteresowanie moim stoiskiem było bardzo duże, co było dla mnie miłą niespodzianką. Wielu ludzi przypominało sobie stare czasy, gdy robili zdjęcia na kliszy. Prócz zwykłych zjadaczy chleba moje stoisko odwiedzili ludzie bardzo związani z fotografią – np. Żniniak wykonujący zawód fotografa. Jednak największym zaskoczeniem było dla mnie spotkanie starszego Pana, który pochodził z Wrocławia – jednakże wykłada on nauki związane z fotografią na uczelni w Tel Awiwie, w Izraelu. Jego wiedza była olbrzymia, a historie, które usłyszałem z jego ust zapadną mi w pamięci do końca życia. Voigtlanderem VAG, który posiadam w swej kolekcji owy nieznajomy z Wrocławia wykonuje zdjęcia do dnia dzisiejszego i bardzo chwali sobie jakość obiektywów montowanych w tym modelu aparatu.

Bardzo dziękuję każdemu, kto nie przeszedł obojętnie obok mojej wystawy – włożyłem wiele serca w przygotowania związane z tą wystawą. Na wystawie towarzyszył mi Pan Zdzisław z Bydgoszczy, który jest darczyńcą wielu aparatów z mojej kolekcji. Poniżej prezentuję zdjęcie na którym widać mnie, Pana Zdzisława oraz moje stoisko w całej okazałości.

Wystawa starych aparatów podczas jarmarku "Jesień na Pałukach" w Żninie.

Wystawa starych aparatów podczas jarmarku „Jesień na Pałukach” w Żninie.

Aparat Kodak DUAFLEX z obiektywem KODET 75mm/f15 – cacko produkowane w połowie XX wieku!

Dzisiaj chciałbym przedstawić kolejny z aparatów przeznaczonych dla amatorów fotografii żyjących w połowie XX wieku. Z dniem powstania pierwszego aparatu fotograficznego zainteresowanie fotografowaniem przejawiali nie tylko przedstawiciele burżuazji, ale i zwykli, przeciętni ludzie pracujący w fabrykach. Z myślą o mniej zamożnym kliencie powstał między innymi aparat Kodak DUAFLEX, który w połowie XX wieku kosztował jedyne 17 dolarów i 25 centów! Tak, tak – dobrze widzicie – ponad sześćdziesiąt lat temu aparat „małpka” dla przeciętnego obywatela kosztował niecałe 20 dolarów! Czyż to nie był piękny czas dla rozwoju fotografii?

Kodak DUAFLEX był produkowany w latach 1947-1950 przez znaną i cenioną przez każdego człowieka na ziemi firmę EASTMAN KODAK COMPANY w Rochester w Stanach Zjednoczonych. Jako ciekawostkę muszę dodać, iż spotkałem się również z tym samym modelem aparatu produkowanym przez CANADIAN KODAK COMPANY LTD. w Toronto w Kanadzie, ale to nie koniec ciekawostek – był też Kodak DUAFLEX również w pierwszej wersji, lecz produkowany w Anglii (KODAK LIMITED LONDON).
Modeli Kodaka DUAFLEXA były aż cztery – mój to pierwsza wersja tego aparatu – prócz tego były jeszcze wersje DUAFLEX II (1950-1954), DUAFLEX III (1954-1957) i DUAFLEX IV (1955-1960).

Technicznie Kodak DUAFLEX jest raczej kopciuszkiem wśród aparatów fotograficznych i wygląda bardzo blado wśród konkurencji. Czas otwarcia migawki po ustawieniu „suwaka” znajdującego się po prawej stronie aparatu na pozycję „I” wynosi 1/30 sekundy – ale jeszcze prócz tego mamy możliwość ustawienia czasu „B”. Aparat, tak jak nazwa wskazuje (przedrostek „dua”) posiada dwa obiektywy – tradycyjnie ten górny służy do kadrowania, a dolny odpowiada za wykonywanie zdjęć. Przysłona w obiektywie KODET o ogniskowej 75 mm ma wartość 15 i jest stała – nie możemy jej znienić – co sprawia, że aparatem można fotografować głównie na dworze i to w dodatku w mało pochmurne dni. Podobnie sprawa wygląda z ostrością – ostrość jest stała – w żaden sposób nie możemy ingerować w ustawienia ostrości (mimo wszystko zdjęcia wykonane tym aparatem, które poszukałem w sieci wyglądają bardzo dobrze – kontrast jest bardzo dobry, a ostrość przyzwoita).
Kolejną ciekawostką jest sprawa flesza – poszperałem trochę w sieci i doszukałem się informacji, że do Kodaka DUAFLEXA można podłączyć lampę błyskową Kodaline poprzez specjalny uchwyt. Ciekawa jest także szklana „lupa” – wizjer – który jest bardzo duży co sprawia, że kadrowanie jest całkiem łatwe nawet dla laika. Aparaty z serii DUAFLEX musiały być wyposażone w film 620, na którym można było wykonać 12 kwadratowych zdjęć w formacie: 2,5 x 2,5 cala. Od 1990 roku Kodak zaprzestał produkcji tych filmów, podobnie inne firmy. Na szczęście posiadając szpulki od filmu 620, można pewnym sposobem nawinąć film średnioformatowy 120 i cieszyć się w pełni aparatem tym aparatem.

Konstrukcyjnie aparat został solidnie zbutowany mimo, że głównym materiałem z którego jest zrobiony jest bakelit (wiele elementów obudowy to stop aluminium).

Kodak DUAFLEX zapewne w dzisiejszych czasach jest używany tylko i wyłącznie przez maniaków fotografii analogowej, ale raczej tylko w celach testowych. Niewątpliwie w długiej historii firmy EASTMAN KODAK były aparaty o wiele bardziej zaawansowane, lecz wielkim plusem serii DUAFLEX była cena – były to jedne z tańszych aparatów z listy wyprodukowanych przez KODAKA (oczywiście były i takie za niecałe 5$ :)).

P.S. Aparacik ten pochodzi z „tajemniczej” walizki od Pana Zdzisława z Bydgoszczy. Serdecznie Panu dziękuję za podarowanie tylu ciekawych aparatów i innego sprzętu fotograficznego.

Kolekcja mocno się rozrasta. Tajemnicza walizka, a w środku… :)

Witam serdecznie po dość długiej przerwie – lato sprawia, że mniej siedzę przy komputerze, a więcej przebywam na łonie natury. Nie oznacza to jednak, że moja kolekcja stoi w miejscu. Wzbogaciłem się ostatnio o wiele różnorakiego sprzętu (aparaty, światłomierze, lampy błyskowe itd.) oraz o duże ilości prasy i literatury o tematyce fotograficznej. Głównym darczyńcą jest dawny znany Bydgoski fotoreporter – pan Zdzisław. Poniżej prezentuję 1/2 tego co otrzymałem od tego pana. Będzie o czym pisać i czym się pochwalić, a tymczasem uciekam sprzed komputera ale zapraszam wkrótce bo na pewno co nieco opiszę i przedstawię Wam drodzy czytelnicy. :)